Patrz, jak tańczę - Sari Wilson, czyli powieść nie tylko o tańcu.



Patrz, jak tańczę
Sari Wilson
Wydawnictwo W.A.B
Data wydania: 04.04.2018r.
Liczba stron: 367

Byłam niesamowicie ciekawa tej książki, bo opis jest naprawdę intrygujący. Czytam, czytam i mam mętlik w głowie. Są dwie historie, raz rok 1977 i opowiada o 11-letniej Mirze i rok 2016 o Kate, profesorce tańca. Tylko te historie są niby o dwóch innych osobach, ale dlaczego ciągle mi się wydawało jakby to była jedna osoba? Potem jeszcze w dwóch historiach pojawiła się jedna wspólna postać. No i się rozwiązało o co chodzi, ale tutaj nic nie powiem. :D

Książka jest głównie o tańcu i o tych bohaterkach, ich życiu i co się w nim dzieje. Muszę powiedzieć, że w tej książce jest niesamowicie dużo opisów. Bardzo dużo. Często je po prostu omijałam, bo nie miałam siły czytać dokładnie linijki po linijce, jednak mniej więcej ogarniałam wzrokiem o czym są te opisy. I tutaj chcę zaznaczyć, że gdyby autorka nie zastosowała taktyki, że lepsza jest ilość niż jakość, to książka w moim odczuciu byłaby świetna. Jednak te opisy zazwyczaj są o niczym. Nie dowiedziałam się prawie nic o osobowości Maurice'a, człowieka, który wydawał się być ważną postacią w życiu tych dwóch osób. Jednak dowiadywałam się o niepotrzebnych rzeczach. 

Podobało mi się jednak to, jak taniec został ukazany. Jako ciężką pracę, w której nie ma mowy, że przetrwasz, jeśli nie masz celu i wytrwałości. Ale dowiedziałam się też, że to niesamowita rywalizacja, która dobra nie jest. Bo każdy chce dostać jak najlepszą rolę w spektaklach.


Co do życia Miry, dziewczynki, wiele rzeczy było zaskoczeniem, gdy czytamy o jej życiu. To co się dzieje, czasami się wydaje, ze to zbyt dużo jak dla tak młodej osoby. Dużo przeżyła i dużo widzi, co powoduje w jej psychice, że chciałaby robić rzeczy, które dzieci w jej wieku nie myślą by robić. Co więcej, jest znakomitą baletnicą. Tańczy zawsze perfekcyjnie, bezbłędnie, co czaruje Maurice'a, ale nie tylko jego. Wszędzie, gdzie chce się dostaje. W jej życiu czeka na nią niesamowita, światowa kariera baletnicy, jednak nie wszystko jest tak jak by się chciało.

Osobowość Kate, dojrzałej kobiety, profesorki tańca, też nie jest zwykła. Jest trochę popaprana, że tak powiem. Miała pewną relację ze studentem, która w jednym dniu jest naprawdę normalna jako uczeń - nauczyciel, jednak w następnym nagle jest przeskok na inną relację i dla mnie to było zbyt szybkie i nagłe. Nie wiedziałam czy oni tak na serio czy nie. Nie zrozumiałam psychiki Kate.
Myślę, że jak spojrzę na całokształt książki, to nie za bardzo rozumiem te postacie. Ani Mirę, ani Kate.

Co do zakończenia. Skończyłam tę książkę czując nic. Po prostu nic. Przeczytałam i skończyłam nie czując żadnych emocji czy refleksji, w sumie tę książkę szybko zapomnę tak myślę, bo do mnie nie przemówiła. A książka zakończyła się tak, że nie wiem jaki był jej cel. Może inaczej: to byłoby to samo, gdyby się zakończyła w połowie książki. Tak nagle, bez niczego, że nie wiem jaki był tej książki sens. No i nie wiem co o niej myśleć. To nie tak, że mi się nie podobała, po prostu nie wiem jak ją ocenić. Była niby nijaka, jednak była o czymś, ta historia była ciekawa, ale mogłaby być ciekawsza, plus gdyby było mniej opisów czytałoby mi się lepiej. Jednak do mnie ta książka nie przemówiła aż tak, bym była w niej zakochana. Po prostu ta historia jest mi obojętna.

NAJLEPSZE CYTATY!

"Może ludziom, którzy każą sobie zaufać, nie można ufać, a to ci, którzy o nic nie proszą, są przy tobie, kiedy ich potrzebujesz."




Czytaj dalej »

Dopóki nie zjawiłaś się ty - Penelope Douglas, czyli DRĘCZYCIEL ciąg dalszy!


Dopóki nie zjawiłaś się ty
Penelope Douglas
Wydawnictwo Editiored
Liczba stron: 368

POPRZEDNIA KSIĄŻKA:

Tę książkę czytałam w oryginale tuż po przeczytaniu Dręczyciela. I potem kolejne części. Natępna część jest o Madocu i może większość z Was go nie lubi ale myślę, że w "Dopóki nie zjawiłaś się ty" bardziej go polubicie. Bo tak naprawdę to dobry chłopak, który robił wszystko, by Jared i Tate w końcu mogli być razem. Kolejna część jest o Jaxie, bracie Jareda i pewnej dziewczynie.... niektórzy z Was również w tej części się domyślą o jaką dziewczynę mi chodzi. Powiem Wam, że ta seria jest po prostu boska. Jest w niej nie tylko adrenalina ale i emocje. Penelope Douglas jest mistrzynią tworzenia niebezpiecznej atmosfery. A wiem to, bo czytałam nie tylko tę serię, ale również resztę jej książek. Więc jeżeli ktoś nie lubi nudnych książek, czytając książki autorki na pewno się nie znudzi. I cicho powiem.... że książka o Madocu i kolejna o Jaxie... są troszkę nawet lepsze od Dręczyciela! Mimo że Dręczyciela również uwielbiam! Ale ci...

Przechodząc do recenzji. Pewnie większość z Was się obawia, bo to perspektywa Jareda i może być nudno. Ale Wy tu nie wiecie ile się dzieje. Tu jest tyle nowych rzeczy, że czyta się tę książkę jakby była Wam nie znana. Owszem, jest kilka scen z Dręczyciela, ale widząc je z perspektywy tego chłopaka... czyta się to tak jakby się historii nie znało. I dodatkowo mamy tutaj wiele o czasie, kiedy Tate wyjechała do Francji, pamiętacie? Nie wiemy nic, co się działo wtedy z Jaredem. A ludzie, działo się tyle rzeczy.... :D Jak się Jared czuł, co robił, jakie były jego czyny i zachowania, jakie miał kłopoty. Choć nie chciał się przyznawać, to jednak wiedział, że ciężko mu wytrzymać bez Tate, którą prześladował, którą nienawidził zarazem kochając.

Poznajemy w szczególności uczucia Jareda. Co myślał, co robił, mimo że nie chciał i jak na niego wpływały reakcje Tate. Po prostu wchodzimy w jego umysł. Wiele sytuacji jest wyjaśnionych oraz przedstawionych w innym świetle oraz niektóre sytuacje są ukryte przed Tate, która nie była świadoma co naprawdę się działo między K.C. oraz Jaredem.






Poznajemy też rolę Madoca w przyjaźni z Jaredem oraz w jego zachowaniu wobec Tate. Poznajemy Jaxona, przyrodniego brata, oraz zachowanie mamy Jareda i jej powolna transformacja. Widać, że coraz bardziej zależy jej na synowi. Podobały mi się również urywki z przeszłości, poznajemy dzień pierwszego spotkania Tate i Jareda, ich najpiękniejsze wspólne chwile, ale jednak też te najgorsze chwile, kiedy wakacje spędzał z ojcem, którego nawiasem mówiąc szczerze nienawidzę. Poznajemy również bardziej tatę Tate, który ma bardzo duży kontakt z Jaredem. Pokochałam to, jak się o niego troszczył, dbał, pytał jak się miewa i zapewniał bezpieczeństwo. Myślę, że uważał go jako swojego syna. Mieli też swoje małe sekreciki, o których nikt nie wiedział i często się uśmiechałam z tego powodu.

"Until you" to głęboka książka pokazujące wszelkie zakamarki psychiki Jareda. Naprawdę widać jego słabość do Tate, którą kocha z całego serca i stara się z nią naprawiać stosunki i przenieść etap ich relacji na wyższy poziom.  Fanom Dręczyciele chyba nie trzeba mówić, by kontynuowali po tę książkę. :)


NAJLEPSZE CYTATY!

"To chwila, kiedy wiesz, że możesz mieć to, czego chcesz, jeśli będziesz na tyle odważny by o to poprosić. To tylko ułamek sekundy, gdy wszystko może się zmienić, ale jesteś tchórzem, ponieważ zbyt boisz się zaryzykować odrzucenia."

"Popełnij błąd, przyznaj się do niego i rusz dalej."

 




Czytaj dalej »

Hopeless - Colleen Hoover, czyli książka, dzięki której zakochałam się w czytaniu.


Hopeless
Colleen Hoover
Wydawnictwo Otwarte
Data wydania: 16.06.2014r.
Liczba stron: 424

Są książki, po których przeczytaniu, po prostu nie masz słów, by cokolwiek mądrego i fajnego powiedzieć. Są książki, które mimo że przeczytałeś już bardzo dawno temu, ciągle pamiętasz o czym były. Utknęły ci w głowie. Są one wyjątkowe, ponieważ coś dla ciebie znaczyły, zostawiły na tobie jakieś piętno, albo po prostu tak ci się spodobały i tak mocno je kochasz, że nie da się ich nie pamiętać. Hopeless jest właśnie taką książką. Bo ta książka nie jest zwykła, chociaż może się taka wydawać. Jest pełna ogromnego bólu i cierpienia, ale też pięknie jest przedstawione życie normalnej nastolatki, która zakochuje się w dziwnym chłopaku... z wątpliwą przeszłością. Ale to nie sama miłość jest tutaj ważna. Bo niektóre rzeczy... wbiją was w fotel.

Główną bohaterką jest Sky. Ale chcę coś powiedzieć najpierw o jej przyjaciółce Six. Tak, Six. Jak liczba. :) Jest to świetna i przebojowa dziewczyna, a ich przyjaźń jest niesamowita. Nie obchodzą ich plotki, które niosły się po całej szkole. Zrobiłyby dla siebie wiele i zawsze się wspierały. Niestety Six wyjeżdza na wymianę do Włoch, zostawiając Sky samą w nowej szkole, ponieważ wcześniej była nauczana przez mamę w domu. Jednak Six pamięta o przyjaciółce. Daje je prezenty i wysyła smsy pompujące jej ego. Dosłownie. :) Cieszę, się że jest o niej książka "Szukając kopciuszka".

Sky w szkole poznaje Breckina. Uwielbiam tego chłopaka, jest wyjątkowy. Znajdują ze Sky wspólny język i tworzą pakt przeciw szkole. :D Jednak Sky poznaje też tego dziwnego gościa o imieniu Holder. Wybuchowego gościa. Jednak poznaje go przez jego pomyłkę. Bo ona mu się wydaje dziwnie znajoma. Okazuje się, że on wie o niej więcej, niż ona sama.


W tej książce dowiadujemy się m.in. o tym, że poznajemy siebie na przestrzeni lat. Myślisz, że poznałeś siebie, wiesz kim jesteś, a okazuje się, że nie wiesz o sobie samym wszystkiego. Obcy ludzie cię mogą o tym uświadomić. Holder zna pewne tajemnice dotyczące Sky, z którymi się nie może z nią podzielić. A gdy ona się dowiaduje jednak sama... wszystko się dosłownie wali. Cały świat. Ja to czułam, jakby mój świat się walił, wiecie? Bo te emocje, Colleen napisała tak niesamowicie, że to się czuje samemu.

Zakochałam się w wątku romantycznym między Sky i Holderem. Naprawdę, uwielbiam ich relacje oraz starania Holdera względem Sky. Wątpię, że wiele facetów by takich było. Sky ma bardzo silny i twardy charakter. Uwielbiam ją. Jest zabawna, podchodzi do wszystkiego na luzie (mówię to w pozytywnym znaczeniu, to nie tak, że nic jej nie obchodziło, mam nadzieję, że rozumiecie). Myślę, że jest uosobieniem charakteru, jaki sama chciałabym posiadać. A jej charakter w połączeniu z charakterem Holdera... Epic. Najlepsze połączenie.

Wydaje mi się, że każdy coś tam słyszał o tej książce. Jeśli ktoś jej jeszcze nie przeczytał, nie wiem na co czeka. :) Jest to moja pierwsza książka Colleen Hoover jaką przeczytałam (kilka lat temu) i ona spowodowała moją wielką miłość do książek. Teraz, czytając ją drugi raz, moja opinia się nie zmienia. Jak widzicie, mam do tej książki sentyment, bo jest piękna.

NAJLEPSZE CYTATY!

 

"Nie będę życzyć sobie idealnego życia. Rzeczy, które przewracają cię w życiu są testami, zmuszają cię do wybrania pomiędzy poddaniem się i leżeniem na ziemi, a otarciem kurzu i powstaniem jeszcze wyżej niż stałeś zanim zostałeś przewrócony. Wybieram stanie wyżej."

"Niebo jest zawsze piękne. Nawet wtedy kiedy jest ciemno, deszczowo lub pochmurno. To moja ulubiona rzecz na całym świecie , bo wiem, że nawet jeśli kiedyś się zgubię,będę samotny albo przerażony, ono i tak zawsze będzie nade mną. I będzie piękne. Odtąd za każdym razem, gdy tata sprawi ci przykrość, możesz zamiast o nim myśleć o niebie."

"Do tej pory nie wierzyłam, że będę w stanie dzielić serce z jakimkolwiek mężczyzną, a co dopiero że oddam mu je w całości."

"-I jesteś jedynym chłopakiem, jakiego kiedykolwiek miałam ochotę polizać.
-To dobrze. Bo ty jesteś jedyną dziewczyną, jaką kiedykolwiek miałem ochotę pokochać."

"Jeśli stawię temu czoła sama, już nigdy nie zabraknie mi odwagi."


  
   
Czytaj dalej »

Najlepsza książka roku, czyli POZA RYTMEM - BRITTAINY C.CHERRY


Poza rytmem
Brittainy C.Cherry
Wydawnictwo Filia
Data wydania: 06.06.2018r.
Liczba stron: 400

Wiecie, nigdy nie pisałam recenzji nic o okładce i tytule, bo wydawało mi się to zbędne i niepotrzebne. Jednak przy tej książce, muszę coś o tym powiedzieć. Bo pierwszy raz nie zgadzam się z okładką, jakie wydawnictwo wydało... Jeszcze po Filii się tego nie spodziewałam. Bo ta okładka jest całkowicie sprzeczna z książką! Dlaczego? Bo nikt nawet w książce nie gra na gitarze! Może się wam to wydawać błahe, czy coś, ale ten kto przeczytał tę książkę zrozumie, że to nie jakaś tam byle jaka książka. To książka o cierpieniu, dla mnie niesamowicie ważna, bo przeżyłam wiele emocji czytając ją i to po prostu boli, że wydawnictwo schrzaniło sprawę z okładką. Gdybym tej książki nie czytała wcześniej (bo czytałam ją w oryginale po premierze w USA), to myślałabym, że główna bohaterka gra na gitarze! A tak naprawdę, główna bohaterka nawet na żadnym instrumencie nie gra! Główny bohater gra, ale na innym instrumencie. I to jest dla mnie nie pojęte.

Tak samo tytuł. Ten tytuł jest taki niejaki. "Poza rytmem". Co poza rytmem? Oryginalny tytuł to "BEHIND THE BARS" i ten tytuł oryginalny jest NIEZMIERNIE WAŻNY. Bo to on określa całą książkę. Książka skupia się na tym, jak bohaterowie spędzają czas za barami, z tyłu budynków, by słuchać muzyki wydobywającej się z nich. I to właśnie ZA BARAMI dzieje się jedna niesamowicie ważna scena, która decyduje o późniejszym życiu bohaterów! Tytuł jest niesamowicie ważny. Polski tytuł nic mi nie mówi. Nie rozumiem go po prostu. Jest nijaki i nic nie znaczący. A to tytuł jest jednym z czymś, co również zaciekawia czytelnika.


Nie uważam, że oryginalna okładka mówi coś ważnego. Jednak jest piękna i nie ma tu jakiejś tam gitary! Ale w tle są nuty, które są ważne dla obojga głównych bohaterów. No i ta okładka naprawdę jest śliczna i była robiona specjalna sesja dla tej książki. Szkoda, według mnie, że wydawnictwo nie zostało przy tej okładce.

A teraz przechodzimy do recenzji! 

Wiedziałam, że ta książka będzie boska. I jest boska od samego początku... najgorsze (lub najlepsze) jest to, że Brittainy zwala na nas ogrom emocji już od samego początku książki. Serce mi się łamało czytając tę książkę, ponieważ jest taka prawdziwa. Pokazana w taki prawdziwy sposób, że to bolało czytając. Chciałabym tu o tylu rzeczach powiedzieć, ale wydaje mi się, że po prostu zapomnę. Ale muszę powiedzieć, że ta książka jest mega wartościowa.

Coś o bohaterach. Z Jasmine myślę, że wiele osób będzie się utożsamiać. To osoba, która spełnia marzenia swojej mamy. Nie chodziła do szkoły, ale za to chodziła codziennie na kilkugodzinne lekcje tańca, aktorstwa i śpiewu. Musi być perfekcjonistką i sławną osobą. Nie ma miejsca na inne rzeczy. Musi śpiewać pop. Jednak dziewczyna kocha soul, ale nie może tego śpiewać, bo to mama jej dyktuje wszystko. Bohaterka ma 16 lat. Ogólnie książka dzieli się na dwie części, w pierwszej bohaterowie mają po 16 lat, w drugiej części 22. Ale o tym zaraz. Tak więc Jasmine nie ma wyboru, musi podlegać decyzjom swojej mamy. Ale chyba każdy w końcu kiedyś pęknie, prawda? W międzyczasie dziewczyna uprosiła swoją mamę, by mogła pójść do normalnej szkoły publicznej. Jej matka się zgodziła jednak dalej musiała ciężko pracować nad dążeniem do sławy.

Tu historia się zaczyna. W szkole jest Elliot. Chłopak, który złamał mi serce. Jest mocno prześladowany w szkole. Wiem, że w wielu książkach było pokazywane to, jak ludzie się nad kimś znęcają, ale tu było to pokazane tak prawdziwie... i te emocje jakie odczuwał ten chłopak również... Kiedy on był na samym dnie, dziewczyna była górą. Była jedną z tych "popularnych". Jednak dziewczyna widziała w nim chłopaka, który ma duszę. Kiedyś go widziała jak przepięknie gra na saksofonie. Wtedy był bardzo pewny siebie, lecz poza grą... jąka się i jest słaby. Dziewczyna postanawia mu pomóc. I to w bardzo nietypowy sposób.





Ta książka była dla mnie bardzo smutna, jednak to nie znaczy, że nie daje nadzieję. Właśnie myślę, że o to chodziło autorce, by pokazać jak przejść przez cierpienie. To było niesamowite w tej książce... Pokazała dwoje różnych bohaterów, cierpienie tego prześladowanego chłopaka i cierpienie popularnej dziewczyny. Pokazała, że wszyscy mają problemy i to ciężkie. Podobało mi się też ukazanie rodziców. Dwóch różnych mam. Jedna, która nie liczy się z uczuciami dziecka, która nie pozwala dziecku cieszyć się młodością, druga, która była silna, która przeżyła wiele, była kochająca, opiekuńcza. Pokazała też różne typy ojców. Jeden, który używał przemocy i który zostawił rodzinę, drugi, który nie był biologicznym ojcem, ale kochał nad życie. Rozczulam się tu bardzo, bo to wszystko w tej książce jest tak cholernie mądre.

Nie mogę zapomnieć o Katie, siostrze Elliota. Oboje byli pięknym rodzeństwem, które sobie pomagało i wspierało. Poświęcało dla siebie nawzajem. Gdy o tym piszę, aż chce mi się płakać. Bo mega silne emocje towarzyszą mi tutaj. Dawno nie czytałam takiej emocjonującej książki. Katie była kolejnym przykładem silnej osoby. Ona i Elliot.... tak mocno zranieni, a mimo wszystko tak cholernie silni... 

Kiedy myślałam, że już gorzej być nie może... może. Potem pokazane jest 6 lat później... przewidywałam i dobrze przewidziałam, jak bohaterzy będą wyglądać. Jak Elliot będzie wyglądać fizycznie i psychicznie. Jak Jasmine będzie wyglądać. Niedostępni, zranieni przez życie. Samotni. Silni-niesilni. To TRZEBA przeczytać, żeby to doświadczyć. Wszystko.

Musze wspomnąć o innych bohaterach. O TJ, świetnym staruszku z doświadczeniem, który był taki dobry i pomagał ludziom... Mama Elliota, Ray, jeszcze przyjaciel Elliota, Jason, który zawsze był dobrym przyjacielem i wspierał go...

Ta książka zasługuje na milion gwiazdek, i na to, by każdy kto tylko może, ją przeczytał. Ta książka zasługuje na to by była czytana w kółko i w kółko. Żeby każdy mógł doświadczyć te mocje i uczucia. 

NAJLEPSZE CYTATY!

(PO ANG, BO CZYTAŁAM W ORYGINALNE, ALE ZACHĘCAM DO CZYTANIA, BO SĄ PIĘKNE)

"But sometimes I have to lie to myself to keep from falling apart. Sometimes lies are the only thing that keep me getting out of bed each morning."

"Every person had lyrics in their life that were too painful to sing."

"Failure was probably not a part of his vocabulary."

"For the first time in forever, I was finally able to step out from behind the bars of my past. I was learning how to walk again. I could feel the light coming back to me, filling me up with hope, with love, with happy endings.
I'd spent six years locked in a cage, and Jasmine Greene was the key to my freedom.
She was my music, my life, my everything. When our love blended together, it produced the most beautiful sounds. When our love blended together, two songs became one."

"He was exactly what I needed when I hadn't even known I needed it, the light that lit the darkness I'd been walking in for so long."

"I've learned that being strong is getting out of bed each day when your world's falling apart."
 (!!!)

"I hadn't known much about love. I hadn't known how it looked, felt, or tasted. I hadn't known how it moved, how it flowed, but I knew my heart was tight and currently skipping a few beats. I understood the goose bumps covering my arms."

"I hated how hard it was to be alone all the time."

"Something inside of each of us snapped, and it was beyond repair. That something would be damaged forever, unable to know what it felt like to be alive ever again.
That something was our hearts."

"The things we truly love stay with us always, locked in our hearts as long as life remains."
(!!! czy TO nie jest piękne? !!!)

"With time and heartache, I learned the hardest truth of life: you can't force love to happen, no matter how hard you try. You can't force someone to love you, to be proud of you, to care. The only thing you're in control of is your own soul and discovering what makes your heart beat."


           
Czytaj dalej »

Recenzja dwa w jednym! Małżeńska gra - C.D. Reiss i Intryga - L.J.Shen



Małżeńska gra
C.D.Reiss
Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: 16.03.2018r.
Liczba stron: 456

Byłam bardzo podekscytowana przed przeczytaniem tej książki, nie wiem, opis mnie zaciekawił. Jednak im dalej czytałam, tym bardziej książka stawała się dla mnie taka nijaka.

Bo tak naprawdę stawała się trochę nudna. Szczególnie te opisy dotyczące firmy w ogóle mnie nie interesowały. Ale też nie o to chodzi. Jak Adam zabrał w końcu Dianę do tego domku (a też zanim to zrobił minęło trochę) to nic tam się przez większość czasu nie działo. A właśnie to mnie najbardziej interesowało, jak małżonkowie będą się zachowywać wobec siebie. Trochę moim zdaniem zostało to spłycone. Z drugiej strony jak już coś zaczęło się dziać... nie wiem... zaczęło mnie to trochę obrzydzać. Po prostu uważam, że niektórych rzeczy nie powinno się robić, a Adam, mimo że również nie był jakoś surowy, bo kochał swoją żonę, to czasami nie chciałam żeby robił jakiejś rzeczy.

Kolejną sprawą jest to, jak się ta książka zakończyła. Bo zakończyła się tak jakby to w ogóle książką nie było. Bo w moim odczuciu w tej książce powinien być ich pobyt przez 30 dni, tak jak w opisie książki... a nie połowę. Tak naprawdę jesteśmy zmuszeni do przeczytania drugiej części. I zaczęłam drugą część i przerwałam. Bo to nie ma sensu, bo znowu tak, jak w tej części, tam po prostu mało się dzieje. No dobra, coś się dzieje, ale to taka zabawa w kotka i myszkę, a ja mam po prostu dość. Nie lubię takiej zabawy, jeśli się ona ciągnie nie wiadomo ile. Trochę umiaru. Więc książka nie spełniła moich oczekiwań niestety.

Ale żeby nie było tyle minusów, to podobała mi się postawa Adama w ten sposób, że bardzo chciał walczyć o swoją żonę. Było to widać jak bardzo ją kochał i to było słodkie, że się nie poddawał. 


Intryga
L.J.Shen
Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: 14.03.2018r.
Liczba stron: 352

Ta książka jest jedną z głupszych książek jakie czytałam. Nigdy nie chciałam, żeby książka zakończyła się źle. Jednak tutaj zdziwiłam siebie. Nie chciałam, żeby był happy end. Bo Emilia... nie zasługiwała na takiego palanta i głupka. Wiecie, taki facet zawsze w książkach wydawał się taki WOW, każda chce go mieć. Ale jego zachowanie w tej książce jest okropne i nieuzasadnione! I to, do czego ją ZMUSIŁ... przechodzi ludzkie wyobrażenia. I ta dziewczyna go chciała? Ja się pytam, kto normalny chciałby takiego chłopaka? On ciągle ją poniżał. Ciągle. A ona jakby, nie wiem... głupiutka. Była silna. I to bardzo. Była dumna i radziła sobie sama w trudnych sytuacjach. Była silna psychicznie. Ale kiedy przyszło co do czego, wobec Vicious była strasznie uległa jego urokowi. Był okropny i jeszcze do tego straszny przestępca. Zero uczuć wobec innych. Umiał tylko poniżać i uważał się za boga. Egoista i narcyz po prostu. Niestety, zakończenie mnie rozczarowało. Nie chciałam happy endu. Powtarzam, że nie zasługiwała na faceta. No ale ma to co chciała. 


Chciałam dodać te dwie recenzje od razu, za jednym machem, bo są króciutkie... tak naprawdę nie ma, co o tych książkach pisać, bo moim zdaniem czytanie ich to strata czasu, szczególnie Intryga. Bo Małżeńska gra jeszcze przejdzie, ale to też była dla mnie strata czasu, bo to było takie ciągnięcie fabuły i nic z pierwszej części tak naprawdę nie wynikło, a w drugiej zaczynało być tak samo. Zaś Intryga to kompletne dno, nie wiem szczerze, jak komuś może podobać się ta książka, jednak szanuje opinie innych, bo każdy jest inny i lubi coś innego. :) 

A Wy czytaliście? Co myślicie o tych książkach?


 
Czytaj dalej »

Without Merit - Colleen Hoover



Without Merit
Colleen Hoover
Liczba stron: 320

Uważam, że Colleen Hoover bardzo lubi pisać różne książki. Odczuwam, że każda z nich ma w sobie coś innego, tak że jakby ktoś miał przeczytać kilka jej książek, nie wiedząc jaki jest autor, nie wiedziałby, że te wszystkie książki wyszły spod pióra jednej osoby. Między innymi dlatego uwielbiam wszystkie książki tej autorki. Jedne z nich kocham kocham, drugie również kocham, ale nie aż tak, jednak kocham, jeśli wiecie o co mi chodzi. :D

Więc ta książka była jedną z najdziwniejszych książek jakie chyba w życiu czytałam i dlatego bardzo ją uwielbiam! Było tu wszystko dziwne, ale zarazem piękne, ale też smutne, nawet nie wiem jak się określić. Ogólnie całą książkę określiłabym też jako taką trochę psychologiczną, bo jednak wiele problemów było tu zawartych.

Najpierw chciałabym powiedzieć o całej rodzinie Voss. To naprawdę zwariowana rodzina, dziwna, która mieszka w... kościele. :D I dosłownie każdy w tej rodzinie ma sekrety, a nikt ich nigdy nikomu nie wyjawi, tak naprawdę w tej rodzinie brakuje szczerości, dlatego mają takie relacje jakby każdy był dla siebie obcy... no i nigdy nie mogą wspólnie skończyć razem posiłku, zawsze jest kłótnia. Jednak jest Merit, która trzyma wszystkie sekrety członków rodziny, bo jakoś tak się stało, że się o nich dowiedziała i nie mogła o nich mówić. To ją przytłaczało. Nienawidziła tej rodziny. Dodatkowo ten chłopak... który z jej siostrą bliźniaczką ma bliskie relacje. Jej siostra bliźniaczka też ma okropną tajemnicę. Jej brat też ma wiele na sumieniu. Jej matka siedzi całe życie w piwnicy. Ojciec ożenił się z byłą pielęgniarką jej mamy i razem wszyscy mieszkają. Czy samo to nie jest zwariowane?


Dziękuję Colleen za pokazanie osobowości Merit, która jest taką prawdziwą nastolatką. Nie udaje, że wszystko jest okay, tak naprawdę nie może sobie poradzić z jej rodziną, chciałaby mieć NORMALNĄ rodzinę, kochającą, taką, która ze sobą rozmawia i wspiera. Jednak nie ma rodziny idealnej. Tak powiedział Sagan. I ja mu wierzę. Autorka też pokazała tutaj nastoletnią depresję. To, że również zachowanie nastolatków niekoniecznie może być depresją, ale również może być. Trudno to rozróżnić, bo może po prostu miałeś zły miesiąc i dlatego zachowywałeś się depresyjnie. Ale może to jednak depresja? 

Uwielbiam Sagana, który był tak bardzo mądry. I powiedział do Merit, że najpierw musi pokochać i zaakceptować samą siebie, żeby z kimś być. Bo będąc z kimś, będzie szczęśliwa, co zatuszuje jej smutek. Jednak ten smutek, te złe emocje będą i dlatego najpierw sama musi to pokonać. Ta scena mnie rozwaliła. Ale też dziwaczność Lucka była boska. I też się okazał spoko kolesiem. Próbował udowodnić, że nikt nie jest normalny. I to prawda. Ta scena również była niesamowita. Ogólnie cała rodzina jest boska.

Dla wielu ta książka może być dziwna, o czym już pisałam, jednak ta dziwaczność jest świetna, bo chyba mamy dość schematów. Kocham to. Dodatkowo w tej nierealności Colleen pokazała realistyczność. Prawdziwość relacji i problemów i sposobów radzenia sobie z nimi. Prawdziwość zachowywania nastolatków. Relacji między rodzicami a dziećmi oraz relacja między rodzeństwem. Kłamstwa, brak rozmów, niewyjaśnione sprawy. To, że żaden człowiek nie jest idealny, normalny, a żadna rodzina perfekcyjna. Uwielbiam też książkę całym sercem. 

NAJLEPSZE CYTATY!

"Not every mistake deserves a consequence.
Sometimes the only thing it deserves is forgiveness."

"You think just because I'm an adult I have it all figured out? You think I'm not allowed to make mistakes? (...) No matter how hard you try, things don't always turn out the way you wish they could."

"If I interfere and allow myself to start something up with you, your feelings for me might lead you to believe you're happier than you really are."
(Sagan, czyli geniusz)

   "It annoys me when people try to convince other people that their anger or stress isn’t warranted if someone else in the world is worse off than them. It’s bullshit. Your emotions and reactions are valid, Merit. Don’t let anyone tell you any different. You’re the only one who feels them."

"I like you enough to kiss you. Believe me. But I just wish you could like yourself as much as I like you."


To zdjęcie się świetnie czyta w szczególności, gdy już przeczytaliście książkę. Ale nawet jeśli nie, to jest to fajne zapoznanie się z książką i nie ma na nim spojlerów. :)


 
Czytaj dalej »

Marionetka - książka autorki, która umie szokować.


Marionetka
Amo Jones
Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: 17.05.2018r.
Liczba stron: 280

POPRZEDNI TOM:
SREBRNY ŁABĘDŹ

Ta książka jest specyficzna. Wiele ludzi ją nie lubi, nie może przez nią przebrnąć lub po prostu uważa, no wiecie, że jest dziwna. Bo jest dziwna. Dlatego bardzo lubię tę serię. Bo te książki są trochę psychiczne. A jeżeli są psychiczne, to to oznacza, że są inne. I nie są nudne. No bo są psychiczne. :)

Pierwsza część zostawia nas w niemałym zawieszeniu i szoku. Co dalej? Co dalej?

Po pierwsze, tutaj Madison tak się zmieniła... jestem z niej w połowie dumna. W połowie, bo zaczęła pić, ale nie tak że od razu można ją nazwać alkoholiczką. Po prostu nie mogła myśleć o przeszłości, którą zaczęła sobie przypominać, a tak bardzo się starała całe życie, żeby zapomnieć, więc szukała ucieczki. Ostatnia część się kończy jak Madison ucieka z Tate. I uciekły. Jednak wiadomo, że Elite King's Club ich znalazł. Wiadomo KTO je znalazł. Więc się nie nacieszyły "wakacjami". Wracając Bishop zauważył, że coś się zmieniło w Madison. Postanowił się dowiedzieć. Kolejną grą. I właśnie tutaj już miałam mały problem. Miałam troszkę dość tej zabawy w kotka i myszkę tak jak było w pierwszej części i miałam też tego dość, że Bishop i reszta nie odpowiadali na jej pytania. Myślałam, że z tej części znowu nic się nie dowiemy. Ale im dalej czytałam tym bardziej się myliłam. :)






I właśnie miałam napisać o Madison. Dziewczyna teraz postanawia wziąć sprawy w swoje ręce, nie chce być pomiatana. Więc zaczyna swoją grę. Jest silna. Mówi, że nikomu już nie będzie ufać, nikt jej nie zrani. I tutaj jej poklaskałam, byłam z niej dumna. Ale to wszystko zmienia się z Bishopem, bo... tutaj się zrobił taki... nie powiem, że dobry, bo jego czarna strona jest równie mroczna jak w pierwszej części, może nawet gorsza, ale tutaj już mu zaufałam. Jeśli w pierwszej części byłam cokolwiek sceptyczna, to tutaj byłam pewna, że mogę mu zaufać tak, jak Madison. Jego czyny w jakiś sposób to pokazały.

I muszę powiedzieć, że ta część strasznie mnie zaskoczyła. No kurczę, wszystkie fakty na temat pewnych osób, które były w pierwszej części, okazują się tu fałszywe. I za każdym razem otwierałam usta ze zdziwienia... i czytałam drugi raz, czy aby na pewno dobrze przeczytałam. :D Bo akcja zaczyna się napędzać, a osoby, których byśmy się nie spodziewali, zaczynają się pojawiać i trochę mieszać.

Przyjaźń dziewczyn również jest widoczna, jednak coś się stało z Tillie, nikt nie może jej znaleźć. Już na końcu pierwszej części bohaterowie nie mogli się z nią skontaktować, tutaj również.

Co do zakończenia. No nie mogę! Znowu to samo co z poprzednią częścią, po prostu mam ochotę już złapać kolejną książkę i czytać. Dobrze, że 3. część jest już po ang. Po prostu mam tyle pytań i jestem bardzo podekscytowana na trzecią część. :) 

Książka ta na pewno szokuje ale... czy nie macie czasami ochotę na coś innego i nowego? Bo ta książka zdecydowanie taka jest. I naprawdę można się dobrze bawić czytając z lekkim przymrużeniem oka na pewne rzeczy. :)


NAJLEPSZE CYTATY!

"Trust no one. Fear no one. Fuck everyone."


Czytaj dalej »

Kochanka księcia - Geneva Lee.





Kochanka księcia
Geneva Lee
Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: 23.02.2018r.
Liczba stron: 495

"Kochanka księcia" jak pewnie większość z Was się domyśla, nie jest literaturą najwyższych lotów. Takie książki nazywam "pustymi". Mimo tego, że brzmi to może trochę za ostro, to wcale nie mam tego na myśli. "Puste" książki to dla mnie te, które po prostu nie wnoszą do naszego życia niczego, nie pokazują żadnych wartości. Może inaczej: niczego nas nie uczą. Ja zbyt wiele takich książek nie czytam, bo kocham kiedy książka ma na mnie wpływ i zostawia mnie z emocjami i wyryła sobie miejsce w mojej pamięci. Spokojnie mogę tu wspomnieć np. o Promyczku, Zanim się pojawiłeś, Dziesięć poniżej zera, Dwory... i wiele, wiele innych. Ale to nie zmienia faktu, że mój mózg też potrzebuje czegoś lekkiego. Wiecie, takiego odmóżdżacza. :)

"Kochanka księcia" to zdecydowanie książka, z której mało pamiętam szczegółow... ale jakoś pamiętam o czym była, a to już coś. :D Powiem Wam, że nie żałuję, że ją przeczytałam, bo dobrze się przy niej bawiłam, czytaj: śmiałam. Chociaż wad ma sporo.... naprawdę sporo.

No więc z pewnością z grubsza wiecie o czym ta książka jest. Sam opis dużo mówi. Książę Alexadner złapał w swoje sidła zwykłą dziewczynę, Clarę. I tutaj pierwszy zarzut. Ciągle mówiła swojej przyjaciółce i samej sobie, że nie szuka faceta. Od dawna też z żadnym nie była i nie chciała tego. Nie potrzebowała nikogo. Ale pojawia się nasz Alexander i Clara zapomina o wszystkim. Po prostu jest nim zauroczona jak dziecko zabawką. I to jest normalne, wiem, no ale dziewczyna była niezdecydowana, nie wiedziała czego chce i tak było ciągle przez całą książkę. Trochę to bywało już nużące, bo ciągle mówiła jedno i robiła drugie. Już chciałam, żeby się w końcu zdecydowała, bo było mi jej szkoda po prostu. :D

Co do Alexandra, facet był ok. Chyba. Bo jego słownictwo już tak średnio. Nie wiem czy to wina tłumaczenia czy co, ale serio, jego teksty i ogólnie myśli Clary, opisy były dziwne. Czasami dziwnie się to czytało i co więcej, będziecie się ze mnie śmiać, ale już samej mi było wstyd, co ja czytam. Po prostu się wstydziłam, haha, bo to słownictwo było naprawdę dziwne i trochę wstydliwe. Ale książę ma u mnie wielki plus. Dlaczego? Bo nie wstydził się Clary. Wiem, że to powinno być normalne w związkach, ale jego rodzina była naprawdę okrutna i on nie bał się przyznać do tego, że mu na niej zależy. Walczył o nią. Nawet stawiał ją na pierwszym miejscu. Chociaż w pewnym momencie... się poddał. W końcu był księciem, pamiętajcie o tym. Nie może mieć każdego kogo chce, chociaż wydawałoby się, że właśnie może.

Ta książka nie była aż taka zła, bo w sumie podobał mi się ten wątek królewski. Cała ta nienawiść królewskiego dworu, bezczelne zachowania królowej i króla... tego byście się nie spodziewali. A to było super opisane. Dużo się działo. Polubiłam brata Alexandra, bo był bardzo słodki i miły wobec Clary. Ogólnie, jest to jeden z lepszych bohaterów w tej książce.

I chciałam się podzielić takim smaczkiem. Ta książka była naprawdę zabawna. Co chwilę się śmiałam. Zdaję sobie sprawę, że tam, gdzie ja się śmiałam, większość z Was może się irytować i rzucać książką. Bo niektóre rzeczy i teksty były żałosne, ale to było dla mnie śmieszne. Przy innych książkach w takim momencie przestałabym czytać. Ale w tej jakoś nie mogłam przestać się chwilami śmiać. No i nie mogłam też dzięki temu odłożyć książki. W sumie chciałam też wiedzieć na co Clara się w końcu zdecyduje. Dosłownie na ostatniej stronie książki byłam z niej dumna. Dobrze zrobiła. Chyba. Ale już ją dobrze poznałam... a kolejne tomy są.... więc chyba znowu zgłupieje. A może zmądrzeje? Zobaczymy. :)

Macie w planach czytać? A jak ktoś czytał, jakie są wasze opinie? Napiszcie! :)





Czytaj dalej »

Imperium burz - dla tej części (i nie tylko) warto poświęcić swój czas!




Imperium burz
Sarah J. Maas
Wydawnictwo Uroboros
Liczba stron: 864
Data wydania: 26.04.2017r.

Ta książka ma na lubimyczytac.pl 9 gwiazdek nie bez powodu!
Jeżeli jakiś cudem ktoś jeszcze nie przeczytał tej serii lub się nad nią waha... ja się pytam: na co czekacie? :) Ta seria na pewno jest warta przeczytania, autorka z tomem za tomem idzie coraz dalej i mogę śmiało powiedzieć, że te książki są genialne, a ich autorką jest geniusz! Każdy kto w końcu przeczyta całą serię, będzie myślał: a dlaczego właściwie ja czekałam/łem tak długo żeby ją przeczytać?

POPRZEDNIE TOMY:

Chyba nie jestem jeszcze w stanie się realistycznie określić, ale myślę, że jest to moja ulubiona część ze wszystkich książek serii. Znalazłam kilka mankamentów, ale to nie pomniejsza wartości książki.

Bardzo podobały mi się relacje między wszystkimi bohaterami. Kocham ich wszystkich, jednak Rowan i Aelin... niestety zaczęli mnie wkurzać. Rowan dlatego, że już nie był tym Fae z 3. części tym surowym, dominującym, trochę spotulniał i zbabiał w tej części, brakowało mi jego charakterku. Mimo że Aelin była królową, dalej powinien mieć swój stary charakter według mnie. Też nie podobało mi się zachowanie Aelin wobec innych. Królowa królową, nie jest oficjalnie ukoronowana ale rządzi się wszystkimi jak nie wiem. Po prostu nie jest tą samą osobą co w poprzednich częściach. Niby tak, Caelena i Aelin to dwie inne osoby, ale i tak to jedna osoba i żeby aż tak się zmienić? Nawet Dorianowi nie pozwalała ingerować, mimo że też był w końcu królem. I jeszcze jedno. Te ciągłe niespodzianki i intrygi Aelin. To, że nic nikomu nie mówiła i robiła wszystko po swojemu, a potem wszystko się wyjawia na wierzch i wszyscy są zdziwieni no i trochę smutne to było, każdy był smutny, że z nikim się nie dzieliła tak ważnymi informacjami. Byłoby okej gdyby to zrobiła z raz, ale nie za każdym razem.

Poza tym jednak... Aelin jest taką silną osobą, że aż pod koniec książki prawie płakałam (prawie bo kończyłam książkę w szkole i nie miałam za bardzo jak płakać, ale miałam łzy w oczach :D). To jaką siłę psychiczną pokazała pod koniec książki... najbardziej wzruszająca scena i najbardziej wpadnie mi w pamięć. Dodatkowo cierpienie jej dworu... nie mogę. Każdy by pozazdrościł takiego uporu Aelin. Tego, że się nie poddawała. Trochę to podejrzane, że była taka mądra, ale może to po prostu był jej talent. Ja nie umiałabym myśleć w ten sam sposób co ona, bo to co wymyślała, te wszystkie intrygi przechodziły ludzkie pojęcie.



Muszę też wspomnieć, że nie tylko w tym tomie, ale tez w poprzednich zawsze wszystko... tak jakby szło im łatwo. Gdy była jakaś trudność nagle znajdywali sposób, by rozwiązać problem. To nie jest jakiś wielki minus, ale trochę to odejmowało realności książki.

ALE. Jak ja polubiłam pobocznych bohaterów. Chyba najbardziej Manon i Doriana. Ich rozmowy są epickie i w ogóle sceny są świetne. Oboje są dla siebie według mnie idealni, aż mi się buzia uśmiecha jak o nich pomyśle. Manon od zawsze miała charakterek i również ją uwielbiam. Świetnie pasuje do Doriana.

Co do Lorcana i Elide. Jejku jak ja bardzo chciałam żeby było coś między nimi. I już się układało, było dobrze! Nawet zaczęłam lubić tego drania! Ale okazał się takim łajdakiem... że już nie mam dla niego litości... po prostu... nie wiem jak mógł on coś takiego zrobić. Modlę się, żeby w 6. części, która dopiero wyjdzie... nic między nimi nie było... przepraszam cały ich fandom... No, ale według mnie to, co on zrobił wobec Maeve jest żałosne i szczeniackie. Jestem ciekawa jak się będzie tłumaczył.

Jest też zmiennokształtna Lysandra i Aedion. Aediona polubiłam od początku, świetny gość. Mam nadzieję, że uda mu się z Lysandrą, chociaż... teraz nie wiem jakby to miało się potoczyć. Wiem też, że wielu osobom przeszkadza to, że Maas każdego dobiera w parę, by z kimś był. Mnie to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, dla mnie to jest świetne. Byłabym przytłoczona całą tą fantastyką, wojnami i intrygami, gdyby nie ta romantyczność w tych książkach. Oczywiście nie ma tu przesady, tylko delikatny romansik. Mnie się to bardzo podoba.

Ogólnie to mogłabym pisać i pisać o tej książce. Relacje bohaterów są przepiękne, wszystko jest tajemnicze i zagadkowe, ale fajnie jest razem z bohaterami odkrywać wspólnie tajemnice. I przeżywać szok. No i cierpieć z nimi. No może to fajne nie było, ale to oznacza, że książka dobra. :)

Nie mogę, nie mogę, po prostu nie mogę się doczekać kolejnego tomu. Na pewno wiele się będzie działo wziąwszy pod uwagę, że Maas tworzy coraz to lepsze książki, które są genialne.A ta mnie rozwaliła i nie mam zielonego pojęcia jak miałaby się potoczyć kolejna część. Niech Sarah wyda cegłę i to bardzo grubą, bo wiedząc, że to ma być ostatnia część, boli serduszko. :)

NAJLEPSZE CYTATY!

"And tell him… tell him thank you - for walking that dark path with me back to the light."

"The world will be saved and remade by dreamers."


 
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia