Twoim śladem - powiedzieć, że piękna, to za mało.


Twoim śladem
Meredith Walters
Wydawnictwo YA!
Data wydania: 06.07.2016r.
Liczba stron: 479

Chciałabym tyle napisać odnośnie tej książki, ale wiem, że nie dam rady, po prostu się nie da wszystkiego wyrazić co czuję. Jest piękna i zarazem smutna. Ciężka, bolesna, ale i intensywna. Niebanalna. Czytając, bałam się kończyć, bo wiedziałam, że dobrze nie pójdzie, a dobre chwile, które pojawiały się w książce mimo, że dawały mi radość, to głęboko czułam, że kurde, to się zaraz skończy. Ciągle brnęłam dalej w książkę z myślą, że to nie jest jedna z tych, które łatwo i ładnie się kończą, bo tutaj ten temat uzależnienia od narkotyków (i miłości), to nie jest coś łatwego i co łatwo pokonać.

Aubrey ma ciężką historię, poszła na psychologię, by zostać terapeutką ludzi uzależnionych od narkotyków, ponieważ sama się z tym zetknęła, a dokładniej mówiąc - jej siostra. Dlatego chciała zrobić coś dla ludzi i im pomóc. Jednak nie zawsze się udaje ludziom pomóc, tutaj książka pokazała, że mimo iż dziewczyna miała doświadczenie teoretyczne, to w praktyce niełatwo komuś pomóc. Nawet osobie, którą kochasz.

Maxxa mi było tak szkoda. Ponieważ, tutaj jest ukazane inne światło osoby uzależnionej od narkotyków, niż ja sobie to wyobrażałam. Zawsze mi na myśl przychodziły osoby, które zostały stoczone, bez celów w życiu, przeklinają, nikt ani nic ich nie obchodzi. Tutaj poznajemy chłopaka, dla którego narkotyki są po prostu sposobem, by nie myśleć. Jest bardzo inteligentny, studiuje i ma niesamowity talent, jednak jego przeszłość i oczekiwania teraźniejszości spowodowały, że nie może myśleć o tym, że po prostu nie daje rady sprostać tym oczekiwaniom. Myślę, że każdy ma coś co pomaga im zapomnieć, jedni słuchają muzyki, drudzy biegają, ja czytam książki... on bierze narkotyki. Dodatkowo nic nie poradzę, że zakochałam się w tym człowieku, który po prostu jest słodki i romantyczny. To pierwsza książka, w której po prostu czytałam o nowych sposobach okazywania romantyzmu. Jego śniadania nie były wyszukane, a jednak gdy zobaczyłam co dał Aubrey do jedzenia to przepadłam ze śmiechu. Pierwsza randka? Kino, spacer? Zapomnijcie. Ten chłopak po prostu chwycił mnie za serce i chciało mi się płakać, że taki dobry człowiek nie mógł sobie poradzić.


Jednak jego emocje, to jak on POTRZEBOWAŁ Aubrey mnie rozwaliło. Nie dziwię się, że Aubrey nie wiedziała co robić. Szantażował ją emocjonalnie, choć nie zdawał sam sobie z tego sprawy, a ona, uzależniona od niego, od jego miłości po prostu się poddawała. Jednak potem, na końcu książki postanowiła obrać inną strategię. I jestem z niej niesamowicie dumna. Rozumiałam ją pod każdym względem, zrobiła co mogła, by uratować siebie i jego, jednak nie wiadomo jak to się potoczy w drugiej części książki.

Bardzo się cieszę, że ta książka jest prawdziwa. Nie pokazała cukierków miłości. Przyjaciółka Aubrey, Renee myślę, że też przyjęła tutaj ważną część w książce, żeby nam coś uświadomić i pokazać w jak toksycznym związku ludzie potrafią być i nie mogą odpuścić. Bo się boją między innymi. 

Ta książka jest po prostu idealna i bardzo się cieszę, że miałam okazję ją przeczytać. Jeśli ktoś ma ją na półce i czeka na przeczytanie, zróbcie to teraz, proszę. Jeżeli macie ją w bibliotece, idźcie natychmiast, obiecuję wam, że ta książka się wam spodoba. Jeśli jesteście wymagający wobec książek, ta pozycja wasze wymagania spełni. A nawet je przekroczy i nie będziecie mogli jej zapomnieć, tak jak ja.

NAJLEPSZE CYTATY!

"Dzięki niemu znów dostrzegłam w sobie coś,
z czym już dawno się pożegnałam.
Dzięki niemu nauczyłam się kochać całym sercem.
Dzięki niemu stałam się silniejsza niż kiedykolwiek przedtem."

"Przegapisz niejedno w życiu, jeśli nie zdobędziesz się na to, by spojrzeć dalej niż czubek własnego nosa i dostrzec piękne rzeczy w najmniej spodziewanych miejscach. To co złożone, nie musi być złe czy brzydkie. To właśnie skomplikowanie nadaje rzeczom wartość."

"Miłość była najpiękniejszym rodzajem obłędu. Szaleństwem desperacji i pożądania, które sprawiało, że najbardziej nieprawdopodobne wybory stawały się możliwe."

"- Jestem chłopakiem, Aubrey - dokończył, odrobinę przeciągając słowo chłopak.
Jakby mogło to adekwatnie opisać, czym dla mnie był.
Obsesją. Fiksacją. Właścicielem mojego serca i duszy. Taki opis byłby zdecydowanie stosowniejszy."

"Bo to ona była moją nirwaną. Moją ciszą wśród burz."

"Miłość. Mrożąca krew w żyłach, powoli zabijająca miłość."

"Nie zamierzałam przepraszać za to, że pierwszy raz w swoim życiu poszłam za głosem serca. Że pozbyłam się obsesyjnej potrzeby kontroli i dałam pierwszeństwo uczuciom."


    
Czytaj dalej »

Larista - Melissa Darwood



Larista
Melissa Darwood 
Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: 21.06.2018r.
Liczba stron: 288

Ta książka ma taki klimacik. Po pierwsze: jest tajemnicza, po drugie, dużo lasów, miejscowość - dziura i... tajemniczy, niebezpieczny koleś. I właśnie bym przepadła dla takiej książki, no ale tutaj, z tą książką mam mały problem. W sumie nie wiem jak ją ocenić, bo z jednej strony jest w niej zawarty super pomysł, koncepcja, a z drugiej trochę niewygodnie mi się ją czytało.

Dlaczego niewygodnie? Po pierwsze język. Zauważyłam to raczej na samym początku, kiedy Zuzka, przyjaciółka głównej bohaterki, Larysy, używała dziwnych słów. Czasami nie wiedziałam o co chodzi, a czasami to słownictwo było ciężkie. Ale jak pisałam potem tego już nie zauważyłam aż tak bardzo.
I właśnie co do tej całej scenerii, to była dobrze opisana, czasami był to dziwny, specyficzny sposób opisu, ale też to bardziej zauważyłam na początku, potem ten klimat jakby trochę przystopował na rzecz opisów szkolnych, co mnie nudziło. Szkoda, że później było mniej tych opisów, bo były, ale w mniejszym stopniu.

Lubicie historię? To ta książka będzie dla was niesamowita. Było tu niesamowicie dużo o przeszłych wydarzeniach z życia głównego bohatera. No i powiem, że dla takiej mnie, która z historią mało się lubi, było zbyt dużo szczegółów, rozwalonych na strony. Nie uważam tego za jaką taką wielką wadę, bo dla wielu osób będzie to świetny i interesujący dodatek, ale dla mnie było to nuuudne. :D

Muszę powiedzieć o Gabrielu, bo gdy spotykamy go pierwszym razem, albo go lubimy, albo nie, to już zależy od czytelnika, ale by takim bad boy'em. Potem się jakby zestarzał. :D Po prostu nie pasowała mi jego charakterystyka, jakoś taki staroświecki był, i się nie dziwię, bo jest to wytłumaczone, no ale to było dla mnie czasami dziwne, sposób w jaki się zachowywał, mimo że wielu może uznać to za zachowanie dżentelman'a. Ogólnie też niektóre sceny z nim i z Larysą były dla mnie krępujące gdy czytałam, nie wiem czemu. Raczej to styl pisania, ubrania tego w słów, pewnie. Jednak wiecie, to takie uczucie jakbyście się wstydzili czegoś robić, to ja się wstydziłam niektórych tych scen czytać, bo to było takie... no krępujące. 

Pomysł Guardianów i Tentatorów świetny. Nie spotkałam się z takim czymś i to było naprawdę dobre i ciekawe, bo w sumie można się zastanowić nad swoim zachowaniem i myślami. To, co powoduje, że masz takie myśli, a nie inne. Więc to na duży plus.

Co do zakończenia, kurczę nie żeby to było niegrzeczne, ale też ono było dla mnie trochę krępująco - śmieszne. Z jednej strony chciałam się śmiać, z drugiej było to takie dziwne, krępujące i nie chodzi mi o epilog, ale punkt widzenia Gabriela, kto czytał, wie o co chodzi. ( ale kurczę, ten epilog to jednak też takie ehm...).

Podsumowując, powiedziałabym, że ta książka miała pomysł na siebie, ale nie wiem czy dobrze wykorzystany. Powiedziałabym, że było trochę zbyt dużo o historii i o szkole, ale innym mogłoby się to podobać. Jest tajemnicza, na początku za bardzo, ale dowiadujemy się dużo od Gabrysia (musiałam :D). Jest też ciekawa. Niektóre rzeczy mi przeszkadzały w czytaniu, ale to nie umniejszało pomysłu książki, który był bardzo dobry. :)


Czytaj dalej »

Kocham tylko tak - Kate Sterritt, czyli książka, na którą czekałam!


Kocham tylko tak
Kate Sterritt
Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: 28.06.2018r.
Liczba stron: 340

Rozpoczynając, chciałam powiedzieć, że po cichu modliłam się, żeby ta książka została wydana w Polsce. Miałam okazję ją przesłuchać na audiobooku w angielskiej wersji i gdy zobaczyłam, że w premierach letnich znajduje się ta książka, nie mogłam uwierzyć, że to się stało naprawdę. Moje małe, wprawdzie nieistotne marzenie, by polscy czytelnicy poznali się z tą książką, spełniło się. Dlatego z radością otworzyłam książkę, by zatopić się w tej historii na nowo.

Zabierając się za tę książkę na pewno nie spodziewałam się TAKICH emocji. W pewnym momencie książka dosłownie zostawiła mnie z otwartą buzią, po prostu tak się zdziwiłam i nie wiedziałam czy to naprawdę możliwe!

Ta historia już od pierwszych stron łamie serce i aż do końca nie można się do końca wyleczyć. Jestem wrażliwa na takie rzeczy i po prostu często miałam ochotę płakać, nie mogłam znieść tego jaki los spotkał głównych bohaterów. Emerson od dziecka miała ciężkie życie z nienawidzącą matką i bratem, który się nad nią znęcał z kolegami. Dziewczynka próbowała odnaleźć siebie w sztuce nad rzeką, gdzie spotkała Ki. Ich przyjaźń była taka piękna, że aż serce mi się krajało. W końcu odkryli, że łączy ich coś więcej. Coś pięknego. Co trzeba trzymać i nigdy nie puścić. Aż spotkała ich tragedia i książka przybrała inny obrót... Do tego momentu moje emocje się trzymały na skraju klifu. I wtedy przechodzimy do części książki, która sprawia, że jesteście zdezorientowani, nie wiecie co myśleć i  kogo byście woleli. 


Minęło 5 lat, a Emerson nie może się pozbierać. A Ki... no, z nim też nie jest dobrze. Dziewczyna pracuje w sklepie z babeczkami i któregoś dnia spotyka Josha, artystę, który widzi jej złamaną duszę. I chce pomóc jej się uzdrowić. Już samo to po raz kolejny złamało moje serce. Ich więź i to co się działo w tej książce. Ta książka jest po prostu przepiękna i pełna emocji. Moje słowa są zbyt proste, by to wszystko wyrazić. Najważniejsze pytanie było... dlaczego Josh skoro masz Ki, który jednak i tak nie był sobą? Nie winiłam Emerson. Zasługiwała na najlepsze. Tylko po prostu było mi tak smutno, szczególnie, gdy cała prawda wyszła na jaw. Emerson była taka samotna...to co łączyło ją z Ki było takie prawdziwe i mocne, nierozerwalne, że nie mogłam uwierzyć w to co się stało. Nie mogłam. I kocham Josha za to jakim był chłopakiem. Emerson miała szczęście, że w swoim życiu spotkała takie cudowne osoby. No, ale należało jej się to, skoro tyle przeżyła.

Książka jest NIESAMOWITA. Tę książkę powinien przeczytać każdy i teraz mówię na serio, bo te emocje trzeba doświadczyć na własnej skórze. 

NAJLEPSZE CYTATY!

"Jeśli zbudujesz wieżę życia z rzeczy, które cię uszczęśliwiają, twoje życie będzie pełne barw i świateł, ale jeśli zlekceważysz swoje pasje i nie będziesz inwestować w odpowiednie rzeczy i odpowiednich ludzi, życie będzie płaskie i nudne. Będziesz żyć w ciemności."


 
Czytaj dalej »

PRZEDPREMIEROWO: Historia pewnej dziewczyny - Sara Zarr



Historia pewnej dziewczyny
Sara Zarr
Wydawnictwo YA
Data wydania: 18.07.2018r.
Liczba stron: 219

Myślałam sobie, przed zaczęciem tej książki, ze nie będzie w niej w sumie nic ciekawego. Zwykła młodzieżówka. Dodatkowo, gdy zobaczyłam, że ta książka jest cienka, pomyślałam, że nie będzie można zawrzeć w tak małej ilości stron czegoś głębszego. Troszkę się pomyliłam. Bo mimo, że ta książka jest cienka, i da się ją przeczytać w 1/2 dni, to jest to historia, która trochę dała mi do myślenia i mimo małych wad, które oczywiście ma, zostawiła na mnie malutkie piętno.

Najbardziej w tej historii podobało mi się to, że autorka przedstawiła prawdziwą nastolatkę. Nie pokazywała ją w samym najlepszym świetle, ale pokazała jej wady, i na naszych oczach widzimy jakie błędy popełnia. Trochę mnie to irytowało i myślałam sobie: nie rób tego! Ale za minutkę sobie myślałam... ale dlaczego wymagam od niej tego, żeby była idealna? Każdy z nas jako nastolatek popełnia i popełniał błędy - nawet w dorosłym życiu. Dlaczego od niej wymagam, żeby była najlepsza? I właśnie to, co inni mogą uznać za wadę książki, ja uważam za plus. Dlatego, że bohaterka nie jest idealna, ma wady, popełnia błędy, których potem żałuje i chce naprawić. Ma problemy, z którymi pragnie się uporać i zarazem cierpi.

Z opisu książki znamy zarys książki. Ojciec przyłapuje swoją młodą córeczkę, Deannę, która uprawia seks ze starszym chłopakiem. Efekt? Ojciec ją ignoruje, nie odzywa się do niej, nie okazuje miłości. Krótkim słowem ma ją gdzieś. Ta książka pokazuje, że to nie rówieśnicy, którzy obrażają cię z tego co kiedyś zrobiłaś, sprawiają ci najbardziej ból. Ale twoja własna rodzina i ignorowanie ojca, który wcześniej cię kochał, a teraz nie może przebaczyć. Bolało mnie to. Bolało to, jak ta dziewczyna, jak każda nastolatka, pragnie szczęśliwej, kochającej rodziny, ale jej nie dostanie. Jej rodzice jej nie przytulą. Nie ma wsparcia. A ona robi wszystko, żeby być zauważoną, by otrzymać od taty odrobinę sympatii. Ta dziewczyna ma wielkie marzenia. Chciałaby kiedyś sama założyć rodzinę. Patrzy na swojego brata, który ma dziewczynę i dziecko z nią, i  Deanna sama chciałaby tego kiedyś doświadczyć. Ale jej reputacja nie pozwala jej na to, by z kimkolwiek miała być w tej dziurze, w której mieszka. Chciałaby studiować w większym mieście. I dlatego postanawia pójść do pracy. Jednak te pieniądze nie chce wydawać na studia ale chce pomóc komuś bliskiemu. To właśnie wskazuje na to, że dziewczyna ma wielkie serce, mimo że popełniała normalne błędy, które mogą się zdarzyć wielu osobom.

Nie mówię, że ta książka jest 10/10. Bo to dla mnie jest ideał książki. Jednak jest to bardzo dobra młodzieżówka, która spodoba się każdemu nastolatkowi, ale nie tylko. Bo dobrze popatrzeć też na ojca Deanny, który był okropnym, bezuczuciowym palantem. Ta książka nie jest pusta, bo wymusiła we mnie myślenie o niej. O tej dziewczynie. O tym jak się starała, jak pragnęła miłości i zwykłego przytulenia od ojca. To książka, która pokazuje jak nastoletnie osoby się potrafią zachować. Jak mogą krzywdzić i być krzywdzone. Jak popełniają błędy i chcą je naprawić. Chociaż niektórzy też i nie chcą nic naprawiać. Moim zdaniem była realistyczna, nie była nudna, bo ciągle coś się działo, a nawet były zwroty akcji. Myślę, że trzeba ją spróbować przeczytać, żeby wyrobić o niej swoją własną opinię. Mi się bardzo podobało i będę dobrze wspominać tę książkę. :)

NAJLEPSZE CYTATY!

"- Jak mam znaleźć własną drogę - powtórzyłam, zalewając się łzami - skoro gdziekolwiek się odwrócę... natykam się na mnie?"
(myślę, że ten cytat jest głęboki, jeśli się nad tym zastanowić. Idealnie pokazuje cierpienie dziewczyny, która się stara być lepszą, ale droga do tego jest trudna )




Czytaj dalej »

Wieża świtu - Sarah J. Maas. Najlepsza część z serii?




Wieża świtu
Sarah J. Maas
Wydawnictwo Uroboros
Data wydania: 18.04.2018r.
Liczba stron: 848

Pierwszy raz jestem w takim stanie, że boję się pisać recenzję. Dlaczego? Bo podczas czytania tej książki miałam w sobie tyle myśli, co bym chciała w tej recenzji napisać, jakie kwestie poruszyć, że teraz jak to piszę, boję się, że zapomnę o wielu rzeczach. W skrócie: ta książka była niesamowita od początku do końca. Zdaję sobie sprawę, ile ludzi mówiło, że pierwsza część tej książki jest nudna. I się zastanawiam: gdzie jest nudna? :D Serio, mnie wciągnęło od pierwszego rozdziału. Nie mogłam przestać czytać, bo cały ten świat wciągnął mnie niesamowicie.

Wiecie co, zawsze mówiłam, że to Dwory są moją miłością. Ale po przeczytaniu Wieży Świtu naszło mnie na przemyślenia dotyczące całej serii Szklanego tronu. I moim zdaniem Szklany tron nie dorównuje Dworom, jeśli chodzi o świat jaki jest tu stworzony! Czytając tę książkę cały czas się czułam, jakbym miała w ręku jakiś bardzo stary, średniowieczny i cenny skrypt. Jakbym czytała historię, która działa się naprawdę, bo wszystko jest tu pięknie opisane. Sarah J. Maas ma taki piękny, śliczny i plastyczny język, że ja nie wiem jak ona to robi. I to nie wszystko, bo skąd ta kobieta ma taką wyobraźnię? Po przeczytaniu tych 6 książek i opowiadań, widzę, że od pierwszej części, czyli od Szklanego tronu, wszystko jest ze sobą ściśle powiązane, a my czytając nawet sobie nie zdawaliśmy z tego sprawy! Ta seria jest zdecydowanie jedną z tych, którą trzeba czytać więcej niż jeden raz, bo od pierwszej części, wiedząc, co jest w kolejnych częściach, możemy doszukiwać się nowych szczegółów i mówić sobie: "faktycznie, jak ja tego wcześniej nie zauważyłam?". Tutaj każdy szczegół jest ważny.  Kiedy coś czytacie i nic sobie nie myślicie, ot zwykła scena, potem okazuje się, że to było bardzo ważne! Uwielbiam to w tej serii. To, że w tej serii jest nie tylko czysta, piękna fantastyka, piękna miłość i piękna przyjaźń, ale i ośmielę się powiedzieć, że nawet troszkę kryminału! Tutaj jest niesamowicie wiele tajemnic, zagadek (które swoją drogą się rozwiązują prędzej czy później, nie martwcie się :)). Co uwielbiam najbardziej to to, że są takie świetne powiązania do bardzo dalekich starożytnych czasów! Świat w tej serii, ja odczuwam jako taki starożytny; z zamkami, wojnami, ale i piękną magią, starożytnością, mocami... kurczę, to jest takie niesamowite, że nie mogę złapać oddechu. Ta seria to czysty geniusz. Autorka jest niesamowitym geniuszem. Bo nie wiem, jak ktoś potrafił napisać tak niesamowite książki, które zawierają w sobie same mądrości.


Kocham książki Maas, bo one nie wiecie jak mnie wiele nauczyły. Tutaj jest nie tylko przygoda, wojny, bijatyki, tajemnice i niebezpieczeństwo. Tutaj jest pokazane jak żyć i być silnym. Miłość w tych książkach zawsze rozwija się powoli (co jest cudowne), ale kiedy już jest w najwyższym stanie, potrafi znieść wszystko. Niesamowita wierność i kochanie. Przyjaźnie są tutaj silne i znowu: wierność. Te książki są realistyczne, jeśli chodzi o stan psychiczny bohaterów. Nie udają, że są silny. Pokazują, że w wielu momentach są słabi i nie dają rady. Ale pchają do przodu, kurde, są tak niesamowicie silni, przezwyciężą wszystko, że to mi pokazuje, że i ja muszę być silna, nie ważne co stanie na mojej drodze. Skoro oni dają radę, to czemu ja nie dam? Przechodzą piekło, takie niesamowite piekło, a skądś mają siłę, żeby przezwyciężyć cierpienia.

Właśnie to tutaj pokazuje Chaol. To nie tylko historia o Chaolu, oj nie. Wiecie, ja nigdy nie byłam przeciw niemu, Nie miałam nic do niego. Ale tutaj czułam w tej książce tak wielką sympatię do niego. Tak mi było smutno, gdy się obwiniał, cierpiał... Aż sama Maas pokazała mały symbol, że jego choroba, była w duży sposób związana z jego umysłem, jego demonami w środku jego głowy, bo się obwiniał, obarczał, stwierdził, że nie zasługuje na nic, a śmierć byłaby w porządku dla niego. Niesamowicie mnie to bolało. I Yrene, piękna dziewczyna, która również mnie tyle nauczyła. Ta historia jest tak piękna.... Ta dziewczyna była niesamowicie silna i dobra, to w niej podziwiam. Zdeterminowana, i stała na swoim. Miała cel, który chciała osiągnąć. Relacja między tą dwójką... nie mogę. Wszystko jest boskie. 

Wiem, że dużo ludzi wzbrania się przed tą książką. Ja z nią zwlekałam niesamowicie długo. I żałuję, że nie sięgnęłam po nią wcześniej. Jeśli pokochaliście ostatni, 5 tom serii, ośmielam się powiedzieć, że Wieża świtu dorównuje poziomem do 5. tomu, a może nawet jest lepsza! Wy nie wiecie ile emocji tu przeżyłam. Ile rzeczy się dowiedziałam. Finałowego tomu nie zrozumiecie, jeśli nie przeczytacie Wieży świtu, to pewne. Bo tutaj WIELE super ważnych rzeczy się dowiadujemy o Valgach i nie tylko, o których bohaterowie w 5. tomie nie mieli pojęcia! Dlatego, czytajcie tę książkę jak najszybciej, nie będziecie żałować, bo jest zbyt piękna. I aż boję się sięgnąć po finałowy tom. BOJĘ SIĘ, CO TAM SIĘ BĘDZIE WYPRAWIAŁO I JAK MOJA PSYCHIKA TO WYTRZYMA. :D Naprawdę, nie wiem jak to zniosę.

I jeszcze jedno. W książkach Sary J. Maas jest takie coś jak przeznaczenie. W Dworach od razu to zauważyłam, tutaj też ale w mniejszym stopniu. Jednak w Wieży Świtu.... tutaj tak wszystko pięknie widać, jak jedno, małe wydarzenie, które nic nie znaczyło, doprowadziło do tego, jak się wszystko potoczyło. Do czego doprowadziła choroba Chaola. Do czego doprowadziło to, gdzie wszyscy się teraz znajdują. Kto się z kim zna. Kocham to, bo w sekrecie powiem, że też wierzę w przeznaczenie. Że coś jest teraz dlatego, że w przyszłości coś z tego wyniknie. Ta książka to doskonały przykład właśnie tego przeznaczenia, pięknego wyleczenia z czarnych myśli i przepięknie napisanej fantastyki, z niesamowicie silnymi więzami między bohaterami. Chyba więcej nie muszę pisać, żeby każdy sięgnął nie tylko po tę książkę ale i całą serię. :)

NAJLEPSZE CYTATY!

"You must enter where you fear to tread."

 "- Mountains. And seas - she whispered.
- So you never forget that you climbed them and crossed them. That you - only you - got yourself here."

"My hatred, my anger and fear and pain. They were all parasites, feeding on me these years. Sustaining me, but also feeding on me."



Czytaj dalej »

Turbulencja - Whitney G., czyli książka z przytupem.


Turbulencja
Whitney G.
Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: 17.11.2017r.
Liczba stron: 480

Jakoś miałam opory przed tą książką, ponieważ od razu mi się przypomniał Podniebny lot (temat stewardessa i ogółem samoloty) i tamta książka to była tragedia, jednak do tej mimo wszystko mnie kusiło. I dobrze, że przeczytałam. :)

Muszę zacząć od Jake'a. Bo jak o nim pomyślę, to od razu się uśmiecham. Ten facet to po prostu przebił wszystko. Większość książki się szczerzyłam na jego zachowanie i to, jakie ma relacje z ludźmi. To jak im odpowiada i to jakie ma riposty... On ma niesamowite riposty! Chyba przebił swoim talentem ripost wszystkie książki jakie przeczytałam, jakbym coś jadła, albo piła na pewno bym wszystko wypluła ze zdziwienia i humoru. Ta książka jest niesamowita, żeby każdemu poprawić humor. Jego sposób mówienia, odpowiadania i postawa wobec życia jest genialna.. :D Wątpię, żeby był chociaż jeden czytelnik, który byłby w stanie oprzeć się jego ciętemu językowi. Po prostu nie da się nie śmiać. :)


Oczywiście jest tu taki schemat, że facet nie chce związku tylko seks. Jednak tutaj on miał naprawdę dobre powody i się mu nie dziwiłam. Na wszystkich się zawiódł i już raczej nie pokładał nadziei w ludziach, że są inni. Tutaj wkrada się Gillian, kóra wtargnęła w jego życie z prawdziwym przytupem. :D Wielki plus za wymyślenie takiego sposobu poznania się, bo to było świetne. No i Jake był słodki. Bo mimo swojej determinacji jednak lubił rozmawiać z dziewczyną w inny sposób. Chociaż się do tego nie przyznał, oj nie. Ale był słodki i czasami potrafił zdziwić nie tylko Gillian... ale również mnie. :D

Gillian też jest nawet fajną bohaterką. Stara się ułożyć swojej życie i udowodnić swojej rodzinie, że może spełniać marzenia na swój sposób, jednak... tutaj właśnie minus książki. Sposób zachowania jej rodziny, rodziców, rodzeństwa... był trochę tak jakby dla mnie sztuczny i nieprawdopodobny, nie podobało mi się to. Tak samo jak zachowanie jej byłego chłopaka. To, co on mówił... każdy może się za głowę złapać. Na końcu też Gillian mnie trochę zawiodła swoim zachowaniem. Miałam ochotę ją wtedy mocno potelepać, bo trochę mnie wkurzyła. I mimo że zakończenie jest cudowne, to jednak parę rzeczy jest dla mnie pod znakiem zapytania. Jednak zbierając wszystko do kupy, książka była bardzo dobra i świetnie spędziłam czas czytając ją.  Humor, to strzał w dziesiątkę w tej książce. 

Najlepsze cytaty!

(i przykład, który mam nadzieję was rozśmieszy. :D)

"- Jeśli przytrafi się panu coś złego, do kogo mamy zadzwonić w pierwszej kolejności?
- Do zakładu pogrzebowego."



Czytaj dalej »

Patrz, jak tańczę - Sari Wilson, czyli powieść nie tylko o tańcu.



Patrz, jak tańczę
Sari Wilson
Wydawnictwo W.A.B
Data wydania: 04.04.2018r.
Liczba stron: 367

Byłam niesamowicie ciekawa tej książki, bo opis jest naprawdę intrygujący. Czytam, czytam i mam mętlik w głowie. Są dwie historie, raz rok 1977 i opowiada o 11-letniej Mirze i rok 2016 o Kate, profesorce tańca. Tylko te historie są niby o dwóch innych osobach, ale dlaczego ciągle mi się wydawało jakby to była jedna osoba? Potem jeszcze w dwóch historiach pojawiła się jedna wspólna postać. No i się rozwiązało o co chodzi, ale tutaj nic nie powiem. :D

Książka jest głównie o tańcu i o tych bohaterkach, ich życiu i co się w nim dzieje. Muszę powiedzieć, że w tej książce jest niesamowicie dużo opisów. Bardzo dużo. Często je po prostu omijałam, bo nie miałam siły czytać dokładnie linijki po linijce, jednak mniej więcej ogarniałam wzrokiem o czym są te opisy. I tutaj chcę zaznaczyć, że gdyby autorka nie zastosowała taktyki, że lepsza jest ilość niż jakość, to książka w moim odczuciu byłaby świetna. Jednak te opisy zazwyczaj są o niczym. Nie dowiedziałam się prawie nic o osobowości Maurice'a, człowieka, który wydawał się być ważną postacią w życiu tych dwóch osób. Jednak dowiadywałam się o niepotrzebnych rzeczach. 

Podobało mi się jednak to, jak taniec został ukazany. Jako ciężką pracę, w której nie ma mowy, że przetrwasz, jeśli nie masz celu i wytrwałości. Ale dowiedziałam się też, że to niesamowita rywalizacja, która dobra nie jest. Bo każdy chce dostać jak najlepszą rolę w spektaklach.


Co do życia Miry, dziewczynki, wiele rzeczy było zaskoczeniem, gdy czytamy o jej życiu. To co się dzieje, czasami się wydaje, ze to zbyt dużo jak dla tak młodej osoby. Dużo przeżyła i dużo widzi, co powoduje w jej psychice, że chciałaby robić rzeczy, które dzieci w jej wieku nie myślą by robić. Co więcej, jest znakomitą baletnicą. Tańczy zawsze perfekcyjnie, bezbłędnie, co czaruje Maurice'a, ale nie tylko jego. Wszędzie, gdzie chce się dostaje. W jej życiu czeka na nią niesamowita, światowa kariera baletnicy, jednak nie wszystko jest tak jak by się chciało.

Osobowość Kate, dojrzałej kobiety, profesorki tańca, też nie jest zwykła. Jest trochę popaprana, że tak powiem. Miała pewną relację ze studentem, która w jednym dniu jest naprawdę normalna jako uczeń - nauczyciel, jednak w następnym nagle jest przeskok na inną relację i dla mnie to było zbyt szybkie i nagłe. Nie wiedziałam czy oni tak na serio czy nie. Nie zrozumiałam psychiki Kate.
Myślę, że jak spojrzę na całokształt książki, to nie za bardzo rozumiem te postacie. Ani Mirę, ani Kate.

Co do zakończenia. Skończyłam tę książkę czując nic. Po prostu nic. Przeczytałam i skończyłam nie czując żadnych emocji czy refleksji, w sumie tę książkę szybko zapomnę tak myślę, bo do mnie nie przemówiła. A książka zakończyła się tak, że nie wiem jaki był jej cel. Może inaczej: to byłoby to samo, gdyby się zakończyła w połowie książki. Tak nagle, bez niczego, że nie wiem jaki był tej książki sens. No i nie wiem co o niej myśleć. To nie tak, że mi się nie podobała, po prostu nie wiem jak ją ocenić. Była niby nijaka, jednak była o czymś, ta historia była ciekawa, ale mogłaby być ciekawsza, plus gdyby było mniej opisów czytałoby mi się lepiej. Jednak do mnie ta książka nie przemówiła aż tak, bym była w niej zakochana. Po prostu ta historia jest mi obojętna.

NAJLEPSZE CYTATY!

"Może ludziom, którzy każą sobie zaufać, nie można ufać, a to ci, którzy o nic nie proszą, są przy tobie, kiedy ich potrzebujesz."




Czytaj dalej »

Dopóki nie zjawiłaś się ty - Penelope Douglas, czyli DRĘCZYCIEL ciąg dalszy!


Dopóki nie zjawiłaś się ty
Penelope Douglas
Wydawnictwo Editiored
Liczba stron: 368

POPRZEDNIA KSIĄŻKA:

Tę książkę czytałam w oryginale tuż po przeczytaniu Dręczyciela. I potem kolejne części. Natępna część jest o Madocu i może większość z Was go nie lubi ale myślę, że w "Dopóki nie zjawiłaś się ty" bardziej go polubicie. Bo tak naprawdę to dobry chłopak, który robił wszystko, by Jared i Tate w końcu mogli być razem. Kolejna część jest o Jaxie, bracie Jareda i pewnej dziewczynie.... niektórzy z Was również w tej części się domyślą o jaką dziewczynę mi chodzi. Powiem Wam, że ta seria jest po prostu boska. Jest w niej nie tylko adrenalina ale i emocje. Penelope Douglas jest mistrzynią tworzenia niebezpiecznej atmosfery. A wiem to, bo czytałam nie tylko tę serię, ale również resztę jej książek. Więc jeżeli ktoś nie lubi nudnych książek, czytając książki autorki na pewno się nie znudzi. I cicho powiem.... że książka o Madocu i kolejna o Jaxie... są troszkę nawet lepsze od Dręczyciela! Mimo że Dręczyciela również uwielbiam! Ale ci...

Przechodząc do recenzji. Pewnie większość z Was się obawia, bo to perspektywa Jareda i może być nudno. Ale Wy tu nie wiecie ile się dzieje. Tu jest tyle nowych rzeczy, że czyta się tę książkę jakby była Wam nie znana. Owszem, jest kilka scen z Dręczyciela, ale widząc je z perspektywy tego chłopaka... czyta się to tak jakby się historii nie znało. I dodatkowo mamy tutaj wiele o czasie, kiedy Tate wyjechała do Francji, pamiętacie? Nie wiemy nic, co się działo wtedy z Jaredem. A ludzie, działo się tyle rzeczy.... :D Jak się Jared czuł, co robił, jakie były jego czyny i zachowania, jakie miał kłopoty. Choć nie chciał się przyznawać, to jednak wiedział, że ciężko mu wytrzymać bez Tate, którą prześladował, którą nienawidził zarazem kochając.

Poznajemy w szczególności uczucia Jareda. Co myślał, co robił, mimo że nie chciał i jak na niego wpływały reakcje Tate. Po prostu wchodzimy w jego umysł. Wiele sytuacji jest wyjaśnionych oraz przedstawionych w innym świetle oraz niektóre sytuacje są ukryte przed Tate, która nie była świadoma co naprawdę się działo między K.C. oraz Jaredem.






Poznajemy też rolę Madoca w przyjaźni z Jaredem oraz w jego zachowaniu wobec Tate. Poznajemy Jaxona, przyrodniego brata, oraz zachowanie mamy Jareda i jej powolna transformacja. Widać, że coraz bardziej zależy jej na synowi. Podobały mi się również urywki z przeszłości, poznajemy dzień pierwszego spotkania Tate i Jareda, ich najpiękniejsze wspólne chwile, ale jednak też te najgorsze chwile, kiedy wakacje spędzał z ojcem, którego nawiasem mówiąc szczerze nienawidzę. Poznajemy również bardziej tatę Tate, który ma bardzo duży kontakt z Jaredem. Pokochałam to, jak się o niego troszczył, dbał, pytał jak się miewa i zapewniał bezpieczeństwo. Myślę, że uważał go jako swojego syna. Mieli też swoje małe sekreciki, o których nikt nie wiedział i często się uśmiechałam z tego powodu.

"Until you" to głęboka książka pokazujące wszelkie zakamarki psychiki Jareda. Naprawdę widać jego słabość do Tate, którą kocha z całego serca i stara się z nią naprawiać stosunki i przenieść etap ich relacji na wyższy poziom.  Fanom Dręczyciele chyba nie trzeba mówić, by kontynuowali po tę książkę. :)


NAJLEPSZE CYTATY!

"To chwila, kiedy wiesz, że możesz mieć to, czego chcesz, jeśli będziesz na tyle odważny by o to poprosić. To tylko ułamek sekundy, gdy wszystko może się zmienić, ale jesteś tchórzem, ponieważ zbyt boisz się zaryzykować odrzucenia."

"Popełnij błąd, przyznaj się do niego i rusz dalej."

 




Czytaj dalej »

Hopeless - Colleen Hoover, czyli książka, dzięki której zakochałam się w czytaniu.


Hopeless
Colleen Hoover
Wydawnictwo Otwarte
Data wydania: 16.06.2014r.
Liczba stron: 424

Są książki, po których przeczytaniu, po prostu nie masz słów, by cokolwiek mądrego i fajnego powiedzieć. Są książki, które mimo że przeczytałeś już bardzo dawno temu, ciągle pamiętasz o czym były. Utknęły ci w głowie. Są one wyjątkowe, ponieważ coś dla ciebie znaczyły, zostawiły na tobie jakieś piętno, albo po prostu tak ci się spodobały i tak mocno je kochasz, że nie da się ich nie pamiętać. Hopeless jest właśnie taką książką. Bo ta książka nie jest zwykła, chociaż może się taka wydawać. Jest pełna ogromnego bólu i cierpienia, ale też pięknie jest przedstawione życie normalnej nastolatki, która zakochuje się w dziwnym chłopaku... z wątpliwą przeszłością. Ale to nie sama miłość jest tutaj ważna. Bo niektóre rzeczy... wbiją was w fotel.

Główną bohaterką jest Sky. Ale chcę coś powiedzieć najpierw o jej przyjaciółce Six. Tak, Six. Jak liczba. :) Jest to świetna i przebojowa dziewczyna, a ich przyjaźń jest niesamowita. Nie obchodzą ich plotki, które niosły się po całej szkole. Zrobiłyby dla siebie wiele i zawsze się wspierały. Niestety Six wyjeżdza na wymianę do Włoch, zostawiając Sky samą w nowej szkole, ponieważ wcześniej była nauczana przez mamę w domu. Jednak Six pamięta o przyjaciółce. Daje je prezenty i wysyła smsy pompujące jej ego. Dosłownie. :) Cieszę, się że jest o niej książka "Szukając kopciuszka".

Sky w szkole poznaje Breckina. Uwielbiam tego chłopaka, jest wyjątkowy. Znajdują ze Sky wspólny język i tworzą pakt przeciw szkole. :D Jednak Sky poznaje też tego dziwnego gościa o imieniu Holder. Wybuchowego gościa. Jednak poznaje go przez jego pomyłkę. Bo ona mu się wydaje dziwnie znajoma. Okazuje się, że on wie o niej więcej, niż ona sama.


W tej książce dowiadujemy się m.in. o tym, że poznajemy siebie na przestrzeni lat. Myślisz, że poznałeś siebie, wiesz kim jesteś, a okazuje się, że nie wiesz o sobie samym wszystkiego. Obcy ludzie cię mogą o tym uświadomić. Holder zna pewne tajemnice dotyczące Sky, z którymi się nie może z nią podzielić. A gdy ona się dowiaduje jednak sama... wszystko się dosłownie wali. Cały świat. Ja to czułam, jakby mój świat się walił, wiecie? Bo te emocje, Colleen napisała tak niesamowicie, że to się czuje samemu.

Zakochałam się w wątku romantycznym między Sky i Holderem. Naprawdę, uwielbiam ich relacje oraz starania Holdera względem Sky. Wątpię, że wiele facetów by takich było. Sky ma bardzo silny i twardy charakter. Uwielbiam ją. Jest zabawna, podchodzi do wszystkiego na luzie (mówię to w pozytywnym znaczeniu, to nie tak, że nic jej nie obchodziło, mam nadzieję, że rozumiecie). Myślę, że jest uosobieniem charakteru, jaki sama chciałabym posiadać. A jej charakter w połączeniu z charakterem Holdera... Epic. Najlepsze połączenie.

Wydaje mi się, że każdy coś tam słyszał o tej książce. Jeśli ktoś jej jeszcze nie przeczytał, nie wiem na co czeka. :) Jest to moja pierwsza książka Colleen Hoover jaką przeczytałam (kilka lat temu) i ona spowodowała moją wielką miłość do książek. Teraz, czytając ją drugi raz, moja opinia się nie zmienia. Jak widzicie, mam do tej książki sentyment, bo jest piękna.

NAJLEPSZE CYTATY!

 

"Nie będę życzyć sobie idealnego życia. Rzeczy, które przewracają cię w życiu są testami, zmuszają cię do wybrania pomiędzy poddaniem się i leżeniem na ziemi, a otarciem kurzu i powstaniem jeszcze wyżej niż stałeś zanim zostałeś przewrócony. Wybieram stanie wyżej."

"Niebo jest zawsze piękne. Nawet wtedy kiedy jest ciemno, deszczowo lub pochmurno. To moja ulubiona rzecz na całym świecie , bo wiem, że nawet jeśli kiedyś się zgubię,będę samotny albo przerażony, ono i tak zawsze będzie nade mną. I będzie piękne. Odtąd za każdym razem, gdy tata sprawi ci przykrość, możesz zamiast o nim myśleć o niebie."

"Do tej pory nie wierzyłam, że będę w stanie dzielić serce z jakimkolwiek mężczyzną, a co dopiero że oddam mu je w całości."

"-I jesteś jedynym chłopakiem, jakiego kiedykolwiek miałam ochotę polizać.
-To dobrze. Bo ty jesteś jedyną dziewczyną, jaką kiedykolwiek miałem ochotę pokochać."

"Jeśli stawię temu czoła sama, już nigdy nie zabraknie mi odwagi."


  
   
Czytaj dalej »

Najlepsza książka roku, czyli POZA RYTMEM - BRITTAINY C.CHERRY


Poza rytmem
Brittainy C.Cherry
Wydawnictwo Filia
Data wydania: 06.06.2018r.
Liczba stron: 400

Wiecie, nigdy nie pisałam recenzji nic o okładce i tytule, bo wydawało mi się to zbędne i niepotrzebne. Jednak przy tej książce, muszę coś o tym powiedzieć. Bo pierwszy raz nie zgadzam się z okładką, jakie wydawnictwo wydało... Jeszcze po Filii się tego nie spodziewałam. Bo ta okładka jest całkowicie sprzeczna z książką! Dlaczego? Bo nikt nawet w książce nie gra na gitarze! Może się wam to wydawać błahe, czy coś, ale ten kto przeczytał tę książkę zrozumie, że to nie jakaś tam byle jaka książka. To książka o cierpieniu, dla mnie niesamowicie ważna, bo przeżyłam wiele emocji czytając ją i to po prostu boli, że wydawnictwo schrzaniło sprawę z okładką. Gdybym tej książki nie czytała wcześniej (bo czytałam ją w oryginale po premierze w USA), to myślałabym, że główna bohaterka gra na gitarze! A tak naprawdę, główna bohaterka nawet na żadnym instrumencie nie gra! Główny bohater gra, ale na innym instrumencie. I to jest dla mnie nie pojęte.

Tak samo tytuł. Ten tytuł jest taki niejaki. "Poza rytmem". Co poza rytmem? Oryginalny tytuł to "BEHIND THE BARS" i ten tytuł oryginalny jest NIEZMIERNIE WAŻNY. Bo to on określa całą książkę. Książka skupia się na tym, jak bohaterowie spędzają czas za barami, z tyłu budynków, by słuchać muzyki wydobywającej się z nich. I to właśnie ZA BARAMI dzieje się jedna niesamowicie ważna scena, która decyduje o późniejszym życiu bohaterów! Tytuł jest niesamowicie ważny. Polski tytuł nic mi nie mówi. Nie rozumiem go po prostu. Jest nijaki i nic nie znaczący. A to tytuł jest jednym z czymś, co również zaciekawia czytelnika.


Nie uważam, że oryginalna okładka mówi coś ważnego. Jednak jest piękna i nie ma tu jakiejś tam gitary! Ale w tle są nuty, które są ważne dla obojga głównych bohaterów. No i ta okładka naprawdę jest śliczna i była robiona specjalna sesja dla tej książki. Szkoda, według mnie, że wydawnictwo nie zostało przy tej okładce.

A teraz przechodzimy do recenzji! 

Wiedziałam, że ta książka będzie boska. I jest boska od samego początku... najgorsze (lub najlepsze) jest to, że Brittainy zwala na nas ogrom emocji już od samego początku książki. Serce mi się łamało czytając tę książkę, ponieważ jest taka prawdziwa. Pokazana w taki prawdziwy sposób, że to bolało czytając. Chciałabym tu o tylu rzeczach powiedzieć, ale wydaje mi się, że po prostu zapomnę. Ale muszę powiedzieć, że ta książka jest mega wartościowa.

Coś o bohaterach. Z Jasmine myślę, że wiele osób będzie się utożsamiać. To osoba, która spełnia marzenia swojej mamy. Nie chodziła do szkoły, ale za to chodziła codziennie na kilkugodzinne lekcje tańca, aktorstwa i śpiewu. Musi być perfekcjonistką i sławną osobą. Nie ma miejsca na inne rzeczy. Musi śpiewać pop. Jednak dziewczyna kocha soul, ale nie może tego śpiewać, bo to mama jej dyktuje wszystko. Bohaterka ma 16 lat. Ogólnie książka dzieli się na dwie części, w pierwszej bohaterowie mają po 16 lat, w drugiej części 22. Ale o tym zaraz. Tak więc Jasmine nie ma wyboru, musi podlegać decyzjom swojej mamy. Ale chyba każdy w końcu kiedyś pęknie, prawda? W międzyczasie dziewczyna uprosiła swoją mamę, by mogła pójść do normalnej szkoły publicznej. Jej matka się zgodziła jednak dalej musiała ciężko pracować nad dążeniem do sławy.

Tu historia się zaczyna. W szkole jest Elliot. Chłopak, który złamał mi serce. Jest mocno prześladowany w szkole. Wiem, że w wielu książkach było pokazywane to, jak ludzie się nad kimś znęcają, ale tu było to pokazane tak prawdziwie... i te emocje jakie odczuwał ten chłopak również... Kiedy on był na samym dnie, dziewczyna była górą. Była jedną z tych "popularnych". Jednak dziewczyna widziała w nim chłopaka, który ma duszę. Kiedyś go widziała jak przepięknie gra na saksofonie. Wtedy był bardzo pewny siebie, lecz poza grą... jąka się i jest słaby. Dziewczyna postanawia mu pomóc. I to w bardzo nietypowy sposób.





Ta książka była dla mnie bardzo smutna, jednak to nie znaczy, że nie daje nadzieję. Właśnie myślę, że o to chodziło autorce, by pokazać jak przejść przez cierpienie. To było niesamowite w tej książce... Pokazała dwoje różnych bohaterów, cierpienie tego prześladowanego chłopaka i cierpienie popularnej dziewczyny. Pokazała, że wszyscy mają problemy i to ciężkie. Podobało mi się też ukazanie rodziców. Dwóch różnych mam. Jedna, która nie liczy się z uczuciami dziecka, która nie pozwala dziecku cieszyć się młodością, druga, która była silna, która przeżyła wiele, była kochająca, opiekuńcza. Pokazała też różne typy ojców. Jeden, który używał przemocy i który zostawił rodzinę, drugi, który nie był biologicznym ojcem, ale kochał nad życie. Rozczulam się tu bardzo, bo to wszystko w tej książce jest tak cholernie mądre.

Nie mogę zapomnieć o Katie, siostrze Elliota. Oboje byli pięknym rodzeństwem, które sobie pomagało i wspierało. Poświęcało dla siebie nawzajem. Gdy o tym piszę, aż chce mi się płakać. Bo mega silne emocje towarzyszą mi tutaj. Dawno nie czytałam takiej emocjonującej książki. Katie była kolejnym przykładem silnej osoby. Ona i Elliot.... tak mocno zranieni, a mimo wszystko tak cholernie silni... 

Kiedy myślałam, że już gorzej być nie może... może. Potem pokazane jest 6 lat później... przewidywałam i dobrze przewidziałam, jak bohaterzy będą wyglądać. Jak Elliot będzie wyglądać fizycznie i psychicznie. Jak Jasmine będzie wyglądać. Niedostępni, zranieni przez życie. Samotni. Silni-niesilni. To TRZEBA przeczytać, żeby to doświadczyć. Wszystko.

Musze wspomnąć o innych bohaterach. O TJ, świetnym staruszku z doświadczeniem, który był taki dobry i pomagał ludziom... Mama Elliota, Ray, jeszcze przyjaciel Elliota, Jason, który zawsze był dobrym przyjacielem i wspierał go...

Ta książka zasługuje na milion gwiazdek, i na to, by każdy kto tylko może, ją przeczytał. Ta książka zasługuje na to by była czytana w kółko i w kółko. Żeby każdy mógł doświadczyć te mocje i uczucia. 

NAJLEPSZE CYTATY!

(PO ANG, BO CZYTAŁAM W ORYGINALNE, ALE ZACHĘCAM DO CZYTANIA, BO SĄ PIĘKNE)

"But sometimes I have to lie to myself to keep from falling apart. Sometimes lies are the only thing that keep me getting out of bed each morning."

"Every person had lyrics in their life that were too painful to sing."

"Failure was probably not a part of his vocabulary."

"For the first time in forever, I was finally able to step out from behind the bars of my past. I was learning how to walk again. I could feel the light coming back to me, filling me up with hope, with love, with happy endings.
I'd spent six years locked in a cage, and Jasmine Greene was the key to my freedom.
She was my music, my life, my everything. When our love blended together, it produced the most beautiful sounds. When our love blended together, two songs became one."

"He was exactly what I needed when I hadn't even known I needed it, the light that lit the darkness I'd been walking in for so long."

"I've learned that being strong is getting out of bed each day when your world's falling apart."
 (!!!)

"I hadn't known much about love. I hadn't known how it looked, felt, or tasted. I hadn't known how it moved, how it flowed, but I knew my heart was tight and currently skipping a few beats. I understood the goose bumps covering my arms."

"I hated how hard it was to be alone all the time."

"Something inside of each of us snapped, and it was beyond repair. That something would be damaged forever, unable to know what it felt like to be alive ever again.
That something was our hearts."

"The things we truly love stay with us always, locked in our hearts as long as life remains."
(!!! czy TO nie jest piękne? !!!)

"With time and heartache, I learned the hardest truth of life: you can't force love to happen, no matter how hard you try. You can't force someone to love you, to be proud of you, to care. The only thing you're in control of is your own soul and discovering what makes your heart beat."


           
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia