Seria LUX vs seria ORIGIN - czy są to osobne serie? The Darkest Star - Jennifer L. Armentrout.



The Darkest Star
Seria Origin (tom 1)
Jennifer L. Armentrout
Wydawnictwo Tor Teen
Data wydania: 30.10.2018r. (USA)
Liczba stron: 368

Chciałam zaznaczyć, że nigdy nie umieściłam tu na blogu posta książki, którą przeczytałam po angielsku, a nie została wydana w Polsce (takie recenzje zamieszczam na lubimyczytac.pl). Jednak dzisiaj robię wyjątek, ponieważ, ta książka na 100% zostanie wydana w Polsce, patrząc na fakt, że wydana jest seria Lux, która się łączy z tą książką. A Wy musicie coś wiedzieć, zanim zabierzecie się za The Darkest Star.

Otóż zanim zabrałam się za czytanie tej pięknej książki, dowiedziałam się, jak sama Jennifer L. Armentrout mówi, że kto nie przeczytał serii Lux, spokojnie może czytać The Darkest Star (skrót TDS) bez znajomości Lux. Jednak już skończyłam czytać tę książkę. I z punktu widzenia czytelnika, mówię wam jasno i wyraźnie: jeśli chcecie naprawdę cieszyć się z czytania TDS, przeczytajcie Lux. Wiem, że to 5 książek. Wiem, ale zobaczycie, że ta seria będzie jedną z najpiękniejszych jaką przeczytacie. W ciągu czytania tych 5 książek ANI RAZU się nie będziecie nudzić. Te książki czyta się tak szybko, że w tydzień przy dobrej organizacji można je połknąć. Akcja wre. Bohaterzy są. Najlepszy humor jaki kiedykolwiek w książkach znalazłam. To najlepszy paranormal romance jaki czytałam. A czytałam tę serię dwa razy... co przelicza się na 10 książek. I Wiecie co?
The Darkest Star to pierwsza książka w serii o nazwie Origin
Teraz popatrzmy na tytuły serii Lux:
2) Onyx
3) Opal
4) ORIGIN
Widzicie nazwę 4. tomu? Jest taka sama jak nazwa nowej serii. Dlatego, że to, co jest w TDS jest już w 4. i 5. tomie Luxa. A cały świat Luxen, czyli kosmitów (dla tych co nie wiedzą, to nie są stworzenia, ani żadne stworki. Oni wyglądają tak samo jak ludzie, tylko że mają pewne... talenty) jest w 1. tomie. 

I teraz tak. To, co było zawarte w 5 tomach, tutaj macie w jednej książce. Brzmi świetnie? NIE! Zaznaczam, że ja, znając 5 tomów, wiedziałam wiele rzeczy czytając TDS. To mi pomogło zrozumieć całą fabułę książki. Ale taki nagły przylot informacji dla kogoś, kto nie czytał Lux, sprawi, ze będziecie najeżdżać na tę książkę mówiąc, że za wiele się działo, zbyt wiele informacji, i że nie rozumiecie połowy rzeczy. Ta książka jest niesamowita. Przepiękna. Wiele się dzieje. Kurczę, mnie tak zaszokowała, że zostawiła mnie z otwartą buzią. Wiecie, kiedy przeczytałam jedną rzecz... zamknęłam książkę, wstałam, i poszłam na pole się przewietrzyć. W takim szoku mnie zostawiła Armentrout. Każdy z bohaterów, którzy występują w TDS byli w Luxie. Ci, co byli w Luxie przypadkowo tutaj mają taką wielką rolę, że dla mnie to było niesamowite wiedzieć, co robili w Luxie. Znać ich 'historię'. Dlatego tak się wczułam w tę książkę. Tak wiele rzeczy wiedziałam, rozumiałam. Dla tych, co nie czytali, jestem pewna, że będziecie w większości albo zdezorientowani, albo nie będziecie rozumieć co się dzieje itp. Np. jest jeden Origin, który w TDS odgrywa ważną rolę. ON BYŁ W LUXIE. W tle. Nie był ważny. Pokazany z dwa razy. ALE TO CO ROBIŁ było ważne. I to się odbiło na TDS. To, sprawiło, że po prostu pokochałam tę książkę. I nie było nic dla mnie przepraszam, ale z dupy wzięte. Bo ci, co przeczytali, mogą myśleć, że to, kim była Evelyn właśnie było za dużo, było z dupy wzięte. Ja uważam... że to miało sens. Tak, to miało sens, dlatego, że było o tym w Luxie. 

Dlatego piszę ten post mówiąc Wam teraz: nie wiem, kiedy TDS będzie wydane w Polsce. Ale macie teraz bardzo dużo czasu do przeczytania Lux zanim wyjdzie TDS. Zróbcie to. Gdy przeczytacie 1. część pójdzie z górki. Tam jest tyle emocji i akcji. To Was porwie. Jestem pewna, że ta seria jest w waszych bibliotekach. Wypożyczcie i czytajcie TERAZ. A zobaczycie, kiedy wyjdzie TDS w Polsce, pokochacie tę książkę. Pokochacie ją całym sercem.


Wygadałam się, teraz o samej książce TDS. Jest sobie Evelyn i jej przyjaciółka Heidi. Idą do klubu, w którym bawią się ludzie i kosmici. Heidi chce, żeby Evelyn poznała dziewczynę, która jej się podoba. Nagle Evelyn widzi Luca (który miał BAARDZO ważną rolę w Luxie, dlatego macie przeczytać LUX!). Luc nagle... zaprasza ją na pogawędkę. I wiem. WIEM, że to brzmi schematycznie i wow, kurczę, akurat ją wybrał spośród tylu ludzi. Jednak wcale tak nie jest. :D Bo to, co robi Luc... Luc zawsze wie co robi. Luc wie. Nagle jest napad na klub. Szukają niezarejestrowanych kosmitów. Potem są zaginięcia. I tu zaczyna się dziać akcja. Chociaż akcja zaczyna się już od 1. rozdziału. :D

Powiem tak, ten świat jest całkiem inny. W Luxie, nikt nie wiedział o kosmitach, teraz o kosmitach wiedzą wszyscy. Chodzą między ludźmi. Mają bransolety, które sprawiają, że nie mogą używać w pełni swoich mocy. Ludzie się ich boją. Luxen... boją się ludzi. Ta nowa rzeczywistość była dla mnie naprawdę ciekawa. Kurczę, zakochałam się w tej książce. Było wiele nawiązań do przeszłości, które jak mówię, wszystko jest opisane w Luxie. Jednak autorka... potrafiła mnie tak zaskoczyć. Byłam tak zszokowana nowym napływem informacji, że zbierałam szczenę z podłogi. Nie wierzyłam. Ciągle tylko powtarzałam: no way, no way, no way. :D Oczywiście Daedalus... o nim też się coś pojawia. Kurczę, w końcowej scenie książki była taka wspominka o tej organizacji... że aż się wystraszyłam. Po prostu zaczynam się bać co będzie w następnych tomach, bo patrząc na to, co się działo w Luxie, to teraz autorka wszystko bierze na inny level. Rząd, organizacja, ludzie, Luxen... Arum i... Origin. Eksperymenty. Boje się co z tego będzie, ale zobaczymy.

Sam Luc. O mój Boże, tak go kochałam w Luxie, tutaj to mi zabrał serce i jeszcze go nie oddał. :D Kocham go i jego humor. Kocham to jaki jest dobry, troskliwy. Dba o dobro ludzi. Jest piekielnie mądry i przebiegły. Ale to już w Luxie taki był. Wtedy byłam pod wrażeniem teraz też. Jego zachowanie wobec Evie... sama nie wiedziałam o co mu chodzi. Dlaczego robił pewne rzeczy. Oczywiście potem się dowiadujemy, potem widzimy zachowanie samej Evie i wszystko zmienia obrót. Na lepsze? Gorsze? Można ocenić po skończeniu książki.

Kolejną rzecz, którą chciałam zaznaczyć jest to, że tutaj w TDS nie jest aż tak pokazane to, co potrafią Luxen. Widzimy co potrafi Luc, jednak to za mało. Wiem, że w jednej książce tego Armentrout nie potrafiłaby pomieścić, patrząc na to, że zrobiła to w 5 tomach Lux. W Luxie wszystko widać i czuć. Po prostu czuć jaką mają moc, co potrafią zrobić. Tam w każdej sytuacji się czegoś dowiadywaliśmy, dlatego ciągle powtarzam, żeby najpierw czytać jednak Lux. Możecie czytać TDS bez znajomości Luxa.. Ale wydaje mi się, że po prostu inaczej odbierzecie tę książkę. A warto się zakochać w serii Lux.

Wyczuwam wieele rzeczy na nadchodzący drugi tom (który wyjdzie 08.10.19, tyle czekania :( ), który już ma tytuł The Burning Shadow. Sam tytuł brzmi... kurczę, intensywnie. :D Jestem taka gotowa, by znowu czytać o tym świecie, już się wczułam po TDS. To był piękny sposób na kaca czytelniczego, nie skończyłam książki od miesiąca, a tę przeczytałam w dwa dni. Moje serce należy do tych dwóch serii.

 NAJLEPSZE CYTATY!

"But there's nothing we can do other than live with the promise of tomorrow while knowing it may not come. That's the best you can do. Best we can do." 


Czytaj dalej »

Najlepszy powód, by żyć - Augusta Docher. Czyli... Jaki najlepszy powód??



Najlepszy powód, by żyć
Augusta Docher
Wydawnictwo OMG books
Data wydania: 27.09.2017r.
Liczba stron: 368

Ta książka niestety w ogóle mi się nie podobała. Nawet nie wiem czy znajdę tu jakieś plusy... niestety. Tak naprawdę jedyne co tu piękne i ładne to okładka. Bo to ona jest prześliczna. Lecz wnętrze książki... no masakra.

Najpierw chciałabym powiedzieć o bohaterach. Tak naprawdę w ogóle ich nie poznałam. W tej książce były same suche fakty, nawet nie wiem jakiego typu dziewczyną jest Dominika, a jakim typem chłopaka jest Marcel. W ogóle nie zżyłam się dlatego z bohaterami. Tak samo myślałam, że trochę bardziej dowiem się o drodze leczenia psychiki dziewczyny. A tu nic. Z wypadku przenosimy się do teraźniejszości, gdzie dziewczyna po prostu żyje, a ja naprawdę chciałam się dowiedzieć, jak ona to wszystko przetrwała. Po prostu w tej książce byłam zrzucana z jednego tematu na drugi. Sama nawet relacja Marcela z dziewczyną. ZA SZYBKO! Za drugim krótkim spotkaniem już się całowali (oczywiście to by było okej, ale to było pokazane w taki nagły szybki sposób), a za trzecim już nagle sobie u niej mieszka. No ludzie, to obcy człowiek, nie? A potem nagle mówi Marcel, że są parą. Ja się pytam kiedy? No bo w ogóle między sobą na ten temat nie rozmawiali. W ogóle mało rozmawiali o sobie nawzajem o uczuciach wobec siebie. Tak jakby ot tak sobie stali się parą... no nie.

A Marcel? Jak ja nie lubię tego chłopaka. On zbyt często po prostu nie miał szacunku do dziewczyny i zachowywał się dziwnie, ja nie wiem jak Dominika z nim mogla być. Najpierw mówił, potem myślał. I takie głupoty wygadywał. Nawet jak myślał, to już nie mogłam czytać jego myśli. On przypominał mi po prostu taką pustą laskę w ciele chłopaka. :/ A do tego jego słownictwo. Zdzierżyć nie mogłam. Ten slang po prostu źle się czytało. W książkach nie powinno go być, a jak już to nie w takich ilościach! A i tak sam w sobie był bardzo dziwny... To dla mnie uczyniło książkę taką słabą i taką trochę niesmaczną, że tak ujmę. Z resztą nawet jakby autorka chciała dodać ten slang, żeby przyciągnąć młodzież, to w moim wypadku to po prostu nie wypaliło. Inaczej się słyszy, jak ktoś używa takich słów a inaczej się czyta. A czyta się bardzo źle.

Nie mogłam też jakoś normalnie odnieść się do relacji Dominiki z jej ojcem. Rozumiem, że od zawsze się kochali i w ogóle, ale jednak miałabym do niego uraz na miejscu Dominiki, gdyby mój własny ojciec mnie podpalił. Nawet przypadkowo. Nawet po pijaku. Bo pijaństwo nie usprawiedliwia nikogo z czynów, a w tej książce odniosłam wrażenie, że wymówka "był pijany" po prostu została zaakceptowana i koniec tematu! A bo był pijany i pomylił sobie ciebie z fotelem. A bo w głębi duszy wiedział, że w razie ognia w domu się włączają spryskiwacze. Chyba nikt normalny nie pali w pomieszczeni w domu jakichś rzeczy? Jak coś to wynosi się to na pole i tam pali. No proszę... Nie rozumiem po prostu jak Dominika mogła tak za nim tęsknić i mieć takie uczucia do niego nawet w tej sytuacji. Ja bym nie mogła. Pijaństwo nie usprawiedliwia, że ją podpalił. Zrobił to i już. Własnej córce no zniszczył ciało i psychikę...

I co do samego tytułu. Jaki jest ten najlepszy powód, by żyć? Nie znalazłam... A jeśli ma być ten chłopak... a co jeśli ktoś nie ma chłopaka? Co ma zrobić? Nie spodziewałam się, że najlepszym powodem będzie właśnie posiadania chłopaka. Zgadzam się, że związek pomaga, ale co jeśli nie mamy takiej alternatywy? Powinno się nam coś innego również pokazać. Inny powód...

O i jeszcze muszę wspomnąć, że książka nie strasznie wynudziła. 1/3 książki była okej, ale im bardziej do końca tym mniej miałam ochotę kończyć. Przewijałam dużo po prostu wzrokiem, bo to było naprawdę takie nudne jak nigdy.. 




Czytaj dalej »

Revved - czy książka jest tak dobra, jak piszą?




Revved
Samantha Towle
Wydawnictwo Niezwykłe
Data wydania: 04.07.2018r.
Liczba stron: 440
 
Nie będę nikomu przybliżać fabuły tej książki, bo jestem pewna, że chyba większość z Was o tej książce słyszała, a jeśli nie, opis książki jest na internecie dostępny. :D Ja zaś opowiem, co czuję względem tej historii.

To... jest takie piękne, kiedy nie macie zbyt wielkich oczekiwań do jakiejś książki, a ona okazuje się niesamowita. To jest super uczucie, kiedy z czystym sercem dajecie książce wysoką ocenę, nie tylko z tego powodu, że wam się spodobała, ale dlatego, że dała wam coś do myślenia, lub coś wam uświadomiła. Bo ta książka była dla mnie pełna emocji i dawno czegoś takiego nie czułam.

Okej, teraz mogę wiele osób zdziwić. Jeśli Revved mam porównać do innej książki byłoby to Dwór mgieł i furii. Dlaczego? Bo czułam te same emocje. Czułam tak silne przywiązanie do Carricka i Andi, że sobie tego nie wyobrażacie. Gdy Andi mówiła, co czuła względem Carricka, ja czułam to samo względem niego. I odwrotnie. Bardzo zależało mi na bohaterach i na ich historii. Czułam się jakbym weszła w ich mózgi i to ja byłam Andi czy Carrikiem. Rozumiałam Andi. Rozumiałam Carricka. Nie brałam stron. Wiedziałam, że Andi robi źle i mogło to wkurzało niesamowicie, ale doskonale rozumiałam i się nie dziwiłam, że tak robi. Musimy pamiętać, że właśnie to, co większość z nas szuka w książkach, to bohaterów, którzy nie są idealni. I to, że Andi większość czytelników wkurzała swoim postępowaniem oznacza, jak prawdziwą jest bohaterką. Nie możemy rzucać na nią błotem, wczujmy się za to w jej sytuację. Ja ją rozumiem. I i tak ją podziwiam, za jej siłę. Carrick święty też nie jest, ale jego też rozumiałam doskonale. Kurczę, uwielbiam go. Także dlatego tę książkę bym porównała do Dworów, bo czułam to samo, te same głębokie emocje, które mnie konsumowały. Uwielbiam to uczucie i uwielbiam tę książkę.


Carricka bym porównała do Rhysanda. :D Wiem, że niektórzy nie lubią porównywań i nie kierujcie się tym aż tak, proszę, bo te dwie postacie się skrajnie różnią. Prócz jednej rzeczy. Kiedy kochają, kochają mocno i niezmiernie. Kiedy im zależy, zrobią wszystko. Niesamowicie mi było szkoda tego biednego chłopaka. Był tyle razy odrzucany, że mnie już to bolało. Ale kiedy wyznawał uczucia... to było takie intensywne, że jestem pod niesamowitym wrażeniem. To mój książkowy mąż, no nic nie poradzę. Dawno tak nie pokochałam głównego bohatera, był niesamowicie romantyczny i oddany i wrażliwy. Brak mi słów! Jego słowa zwalały z nóg. Gdyby ktoś do mnie tak mówił, od razu bym tę osobę poślubiła. :D

Ta książka jest długa. I kurczę, mi mało. Skończyło się i ja takie: to tyle? :( To była super historia, którą będę na pewno jeszcze czytać kolejny raz. Bo do takich emocji trzeba wracać. Wow. No ta historia była piękna. Historia Andi również, chociaż bolesna. Trochę jej zazdroszczę, bo była taka piękna i taka mądra i silna. Chociaż miała tyle załamek.. wiecie jak jej załamki były niesamowicie opisane? W ogóle Samantha Towle ma niesamowite pióro, jeśli chodzi o opisy emocji! Bo to, co czuli bohaterowie, czułam i ja i to było piękne, bardzo mi się to podobało. To, że się tak wczułam, jakbym ja była głównymi bohaterami, jakbym ja z nimi wszystko przeżywała. Także z czystym sercem i z bananem na twarzy, książka ta otrzymuje ode mnie piękne 10/10. 

NAJLEPSZE CYTATY!

"I used to think the only place I could truly feel alive was on track, but I now know different. I feel most alive when I'm with you. You challenge me. You make me the happiest I've ever been. You make me laugh like no one can. You love me like I didn't know possible. But most importantly, you make me a better man."

"Don't stay away from him because you're afraid of what might happen. It's a waste, and I know all about wasting time. Don't make the mistakes I made in life. Don't live a life filled with regret. Because regret does ugly, terrible things to people (..)."

"I've got to stop fearing the future and start living for today."

   
Czytaj dalej »

Zapadnij w serce - Ginger Scott.




Zapadnij w serce
Ginger Scott
Wydawnictwo Kobiece
Data wydania: 27.09.2018r.
Liczba stron:  361

Pierwsze co rzuca nam się zaczynając czytać tę książkę, to to, jaką osobą jest Rowe. Przeżyła tragedię i to, co mi się podobało w tej książce, to fakt, że nigdy w życiu w żadnej książce nie czytałam o takim rodzaju tragedii. W USA niestety dzieje się to często i na pewno chyba każdy z was o tym słyszał. Ale czy czytał? Ja nie i jestem mile tym zaskoczona, bo tego jeszcze nie było. Co więcej, to jak się teraz zachowuje Rowe ma swoje uzasadnienie. Całkowicie ją rozumiem dlaczego boi się swojego otoczenia. Kto by się nie bał? Jednak jest silna, bo mimo ciężkich chwil w końcu wyszła ze swojej skorupy.

Jednak nie jestem pewna, czy jestem przekonana do jej charakterystyki, lub raczej tego, jest autorka trochę mi mieszała w głowie. Gdy czytamy rozdziały z perspektywy Rowe, widzimy jak się boi no i nie jest odważna. Zaś gdy czytamy rozdziały z perspektywy Nate'a, nagle jest dziwnie odważna i robi rzeczy, które nie jestem pewna czy ja bym nawet robiła. I z tego powodu byłam zdezorientowana, bo przecież, jest taka nieśmiała, wycofana, a jednak czasami robi rzeczy, których nie powinna, patrząc na jej obecny stan.    
 
W Nacie łatwo się zakochać. Tu nie jest opisany jako bad boy, napakowany i arogancki. Tutaj jest pokazana prawdziwa, ludzka postać, chociaż wiadomo, że ma on praktycznie same plusy. Podobało mi się jak zbiegał o względy Rowe i to, jaki był czuły, kochany. Czasami też mnie irytował, tak jak Rowe. Oboje potrafili palnąć głupoty, które po ich wypowiedzeniu, natychmiast sami myśleli sobie, że co oni właśnie powiedzieli i że chcieliby to odwrócić. Ale nie mogli.

Męczyło mnie też trochę to, że praktycznie cała książka opiera się na tym, że bohaterowie o sobie nawzajem ciągle myślą, rozmyślają nad sytuacjami itp. Nie wiem, po prostu trochę mnie przytłaczały miłosne rozterki, nie wiem czy mnie rozumiecie. Co za dużo to nie zdrowo.


Największym plusem tej książki jest chyba humor. I to nie taki zwykły. Bohaterowie oboje potrafili sobie dogryzać i to było zabawne. Np. "stopy ci śmierdzą" :D. No i tym podobne, to nie był typowy humor, ale był boski. Co więcej... kawały. Jeden kawał był dla mnie niewiarygodny, bo w akademikach takich rzeczy nie wolno robić i nikt by nie zrobił, ale kurczę, ten kawał był niesamowity. Ich kawały również nie były zwykłe. Były mega; skomplikowane i wymagające. Sama bym czegoś takiego nie wymyśliła.

Kolejny plus to bohaterowie poboczni, bowiem obserwujemy również inny związek. Czyli relacje Tysona (brata Nate'a) i Cass (współlokatorki Rowe). Nie powiem, że czasami myślę, że ich historia była ciekawsza od historii Nate'a i Rowe. Nie wiem, ta dwójka trochę mi się wydawała taka zwyczajna, natomiast Tyson i Cass byli dla mnie mega interesujący, szczególnie ich relacje, które były złożone.

Z minusów, które zauważyłam, oprócz często irytujących bohaterów i wielu myśli o miłosnych rozterkach to... początek. Bo jak na Rowe, osobę, która przez dwa lata nie miała życia społecznego, dość szybko nawiązała znajomości na całe życie, czyli już w pierwszym dniu przeprowadzki do akademika. Oczywiście Cass, jedna ze współlokatorek no i Nate. Jego brat też. Po prostu... nie wiem, było to trochę za szybkie jak dla mnie, nie jestem pewna czy naprawdę w realnym życiu tak się łatwo to dzieje.

Ogólnie nie wiem jak ocenić całościowo tę książkę, bo historia była naprawdę fajna. Ale nie było też takich fajerwerków. Ostatnio często się natykam na takie przeciętne młodzieżówki, które w sobie jednak coś mają, ale to by było na tyle. Zapadnij w serce było dla mnie jedną z lepszych, ale to nie tak, że będę tę książkę pamiętała. Gdzie się podziały książki typu Niezgodna, seria Lux, Dotyk Julii? Tęsknię za młodzieżówkami, które pamiętasz latami, a nie tylko kilka dni. Bo te, co wymieniłam wyżej, pamiętam do dziś, a nawet czytałam po kilka razy. A to coś znaczy. Więc mam pytanie, czy polecilibyście takie młodzieżówki, które są naprawdę wyjątkowe? Które pamiętacie długo i gdy o nich myślicie, chcecie je przeczytać jeszcze raz? Proszę o rekomendacje! :)



Czytaj dalej »

Dwór szronu i blasku gwiazd - czy naprawdę wyszło tak słabo?




Dwór szronu i blasku gwiazd
Sarah J. Maas
Wydawnictwo Uroboros
Data wydania: 03.10.2018r.
Liczba stron:

W końcu nadszedł ten dzień! Dzień premiery! Nie wiem ilu z was, ale wiem, że wiele osób słyszało dość słabe opinie na temat tej części. A bo niepotrzebna, a bo nudna i nic się nie działo. Czy... na pewno? Myślę, że jest w tym dużo prawdy, ale jest ALE.
Przygotujcie się na dużo czytania, ale chcę z wami pogadać w komentarzach i wiedzieć, czy myślicie podobnie jak ja, czy inaczej. Zróbmy dyskusję!

Musicie wiedzieć, że je naprawdę kocham Rhysa i Feyrę. Od pierwszego tomu byłam zakochana w bohaterce i naszym czarnym charakterze. Drugi tom był chyba najlepszą książką jaką czytałam w życiu. Wtedy moje uczucia do tych dwojga jeszcze bardziej się powiększyły. Zżyłam się z nimi i ich podziwiałam za odwagę, wytrwałość i co najważniejsze, za tą piękną, niekończącą się miłość. Bo ich miłość pokazana w tych książkach jest naprawdę piękna. Trzecia część była również piękna i wiele się działo. Dlatego mnie to trochę boli... że w tej części zawiodłam się na parze, którą do tej pory ubóstwiałam. Bo tak naprawdę dopiero w tej części są tak naprawdę pokazane ich wady w większym stopniu. W poprzednich częściach bohaterowie byli idealni. I w tej też są, ale jednak przyłapałam ich na czymś, co mi się kompletnie nie podobało.

Wiele osób w recenzjach pisze, że w tej książce nic się nie dzieje. Może trochę mają rację, ja jednak uważam... czego się tu spodziewać od noweli? Sarah się lubi rozpisywać, to prawda, ale jakby miała wpleść jakieś lepsze sytuacje do tej książki, to by wyszła kolejna cegiełka. I ja uważam, że tutaj się dzieje kilka rzeczy. Naprawdę, niektóre były mega zabawne, inne mega przykre, ale to nie książka całkowicie pozbawiona wątków.

Bohaterowie przygotowują się do przesilenia, ale to chyba już każdy wie z opisu. Feyra chodzi na zakupy i nie tylko ona. I może niektóre sceny faktycznie były nudnawe, ale nie wszystkie, bo są rzeczy związane z pewną galerią. Cassian również w tej książce... robi pewne rzeczy, zdecydowanie możemy się więcej o nim dowiedzieć. Wiecie, nie wiem, myślę, że zdecydowana większość z was wie, o kim będą kolejne książki. Dla mnie to nie było jakieś zaskoczenie, gdy na końcu przeczytałam fragment właśnie z nowej książki (nowa książka będzie o innych bohaterach i w Dworze szronu jest właśnie pierwszy 'rozdział'). No bo to było dla mnie wiadome. Myślę, że dla większości też. I Cassiana mi było bardzo szkoda w jednym momencie... nie powinien tego robić, ale też się nie dziwię.



Muszę tu powiedzieć coś o Rhysie. Przepraszam, ale muszę go zjechać. To boli, jak już mówiłam wcześniej, bo naprawdę to mój ulubiony bohater, ale właśnie się na nim zawiodłam. Bo my Rhysa kochamy. Zawsze był taki dobry, wiemy dlaczego robił okropne rzeczy Pod Górą... i mu wybaczyliśmy! Tak łatwo. No przyznajcie. Ja też tak zrobiłam. Zapomnieliśmy o tych wszystkich złych rzeczach jakie robił. Ale Tamlinowi wybaczyć nie możemy. Dlaczego? Tamlin też zrobił okropne, niewyobrażalne rzeczy. Ale popatrzmy na to z innej perspektywy. Co by zrobił Rhys, gdyby mu zabrano Feyrę, jego towarzyszkę? I nie mógłby jej odzyskać? Zrobiłby WSZYSTKO. I każdy z was dobrze o tym wie. Jestem pewna, że i on w desperacji sprzymierzyłby się z Hybernią. Jestem tego pewna. A wy? I teraz... dlaczego się dziwimy, że zrobił to Tamlin? Feyra była jego ukochaną. Mimo że popełniał błędy i ją dusił. Nie był dla niej odpowiedni. Ale każdy się zmienia prawda? Popatrzmy, że Rhys zrobił wszystko, żeby Dwór Koszmarów przyłączyć do wojny... pozwolił ojcu Mor na to, by wszedł do Velaris. Rhys również jest w stanie zrobić najgorsze rzeczy, ale my już go sobie wyidealizowaliśmy. A Tamlin? Przecież każdy z nas się zakochał w Tamlinie w pierwszym tomie, czyż nie? Był słodki i opiekuńczy. Ale mu nie wybaczyliśmy. Do czego zmierzam? Do tego, że Tamlin w tej książce ma swoje dwa grosze. Zobaczycie w jakim jest stanie. Nie spodziewalibyście się tego po nim. I widać tutaj wyraźnie, że żałuje. Że jego błędy przeszłości go zżerają od środka. TO WIDAĆ. A Rhys co? Ma to gdzieś. Ma to gdzieś. Wiem, że obaj mają wspólną przeszłość... śmierć bliskich ich obojga. Ale powtarzam: Rhys również robił wstrętne rzeczy. Przebaczyliśmy mu. Co z Tamlinem, który również żałuje? Rhys, zawiodłeś mnie.

Myślicie, że to koniec o Rhysie? Nie. Nesta. Znamy jej historię, niektórzy ją kochają, inni nienawidzą. Ja przez trzy książki jej nie lubiłam. W tej części? Zyskała moją sympatię. Tutaj odnoszę się i do Feyry i do Rhysa. Rhys nienawidzi Nesty i jej nie przebaczy, bo nie pomagała nigdy Feyrze jak była mała. Ale kurde, Rhys, a Elaina nie robiła tego samego? To dlaczego nienawiść tylko do Nesty, a do Elainy nie? Feyra zaś, przez całą książkę tak się przejmuje, że Nesta nie będzie na przesileniu. Bo Nesta jest w okropnym stanie. Ale Feyra potrafi tylko narzekać, że jej siostra nie jest chętna spędzić z nimi święto. Tylko to jest dla niej ważne. Teraz przechodzimy do fragmentu (NIE UWAŻAM TEGO ZA SPOJLER ALE JAK CHCECIE, OMIŃCIE) z nowej książki, gdzie Feyra mówi coś takiego do Nesty: przepraszam, że ci nie pomogłam, bo TYLE SIĘ DZIAŁO. SERIO FEYRA? TY, FEYRA, TAK MÓWISZ? Feyra, zawiodłaś mnie i ty. Bo w tej części widać, że każdy mógł pomóc i Feyrze i Rhysowi i wszystko cacy, gdy byli złamani i się wyleczyli, BO OBOJE MIELI WSPARCIE. Ale Nesta jest sama. NIKT JEJ NIE POMAGA w tej części. Każdy tylko na nią narzeka i marudzi. Ale nikt... jej nie pomaga. I dlaczego każdy od niej oczekuje jak najlepszego, kiedy to Nesta tyle przeżyła? KOCIOŁ, zmiana na fae, których tak nienawidziła. WOJNA. Czy ktoś pamięta jej rolę w wojnie, JEJ PIERWSZEJ W ŻYCIU i tak ogromnej? To wszystko było dla niej nowe. Ona poznawała siebie, swoje ciało i uczucia... pamiętamy jak okryła swoim ciałem Cassiana. Czy Nesta nie może mieć traumy? Oczywiście, że może! Ja się nawet nie dziwę, że po tym, co przeżyła, właśnie tak się zachowuje w książce. Ale nikt jej nie pomaga. Feyra i Rhys mieli wsparcie. Nesta go nie ma, bo każdy ma ją gdzieś. Dlaczego? Bo kiedyś nie pomagała Feyrze. Czyli to według nich oznacza, że nie zasługuje na dobro. Ale kurde, Feyra i Rhys są święci.  

SPOJLER
Wiecie, bałam się, że w tej książce właśnie coś o dziecku będzie. Feyra tak niedawno mówiła, że chce doświadczać z Rhysem świat, zobaczyć świat i żyć... a tu nagle zmiana decyzji. Nie podobało mi się to. Tak jakby właśnie stało się to, jakby ich życie było teraz takie zwykłe i schematyczne. Wiecie, ślub, dziecko, płotek. Nie chciałam tego. Chciałam doświadczać razem z nimi. A jednak... Nawet płotek jak widzimy się pojawia.
KONIEC SPOJLERU

Muszę powiedzieć, że zakończenie nowelki idealnie kończy chyba historię Rhysa i Feyry. Skoro tak Maas chciała to potoczyć, to się zgadzam. Gdyby zakończyła to w inny sposób myślę, że bym chciała dalej czytać ich historię, ale jednak nie. Teraz... po takim szoku jaki dał mi fragment nowej książki... nie mogę się szczerze doczekać tej historii!!! Ludzie, czy wy zdajecie sobie sprawę jakie to będzie intensywne? To będzie istna bomba i eksplozja. Mam nadzieję.

I chociaż smutne trochę jest to, że bardziej mi się spodobał ten dodatkowy fragment z nowej książki niż cały ACOFAS, muszę przyznać, że niektóre fragmenty były takie śmieszne, że nie mogę. Kurdę, chciałabym powiedzieć, ale już niech to będzie niespodzianka. Ale wiele scen było naprawdę epickich i dlatego ta książka nie była nudna. Moim zdaniem nie. Chociaż naprawdę dała mi do myślenia, bo to chyba najdłuższa moja recenzja w życiu, a o wcześniejszych Dworach aż tak się nie rozpisywałam. No ale tutaj musiałam się podzielić moimi myślami, no bo naprawdę, ludzie, tutaj jest o czym myśleć, nawet po tak krótkiej nowelce. I szczerze, nie mogę się doczekać na dalsze losy bohaterów w kolejnych książkach. Mam nadzieje, że Maas to zmiażdży. :D 

https://www.instagram.com/_thepowerofbooks_/

Czytaj dalej »

Kolorowanka? Niby nic... a jednak. - Dwór cierni i róż



Książka do kolorowania
Dwór cierni i róż
Wydawnictwo Uroboros
Data wydania: 19.09.2018r.
 
Nie spodziewałam się, że wydawnictwo wyda kolorowankę! Wiecie, jaka ona jest niesamowita? Po pierwsze, zawiera obrazki z trzech książek w serii, co jest super.

Moje pierwsze wrażenie to: jaka ta kolorowanka jest gruba! Wiecie, myślałam, że to będzie mega cieniutkie, a kolorowanka jest gruba, co ucieszyło wewnętrznego fana serii, który jest we mnie, bo im więcej kolorowanek tym lepiej. Po lewej stronie są kolorowanki, a po prawej są króciutkie fragmenty (z książek), które dotyczą któregoś obrazka. 

Same obrazki są niesamowite. Podziwiam wszystkich artystów, którzy mają talent tworzyć własnymi rękami takie cuda na papierze. Naprawdę, są one niesamowite, mają takie szczegóły, że mi by się nawet nie chciało rysować! To musi być mega pasja, żeby spędzać godziny nad kartką papieru. 

Jestem niesamowicie szczęśliwa, że ta kolorowanka może zdobić moją półkę. Gdy ją po raz pierwszy wzięłam w ręce, piszczałam z radości i przez dwie godziny miałam banana na twarzy i nie mogłam usiedzieć w miejscu. Ciągle tę książeczkę dotykałam, wąchałam, tuliłam, po prostu nie mogłam się nacieszyć. Jeżeli jesteście fanami całej serii Dworu cierni i róż, to jest konieczny must have. Bo ja nie wiedziałam co to jest radość z kolorowanki, dopóki jej nie miałam w rękach.

Co do samego kolorowania, to ja nie jestem artystką. Nie umiem rysować itp. Kolorować każdy umie.... ale nie mam pojęcia jakbym miała operować kolorami na jakiejś kolorowance. Na internecie widziałam już pokolorowane obrazki i wyglądały niesamowicie. Ja się po prostu boję, że zepsuję sobie obrazek i jeszcze jakoś nie mogę się przekonać, żeby dać coś koloru do nich. :D Szkoda, że nie są pokolorowane te obrazki, ale wtedy chyba ta książeczka kolorowanką by się nie nazywała, prawda?

Także chciałam powiedzieć tylko o niej kilka słów. Czy ktoś z Was ma ochotę się w nią zaopatrzyć? A może już ją posiadacie? Jeśli tak, jak Wam się podoba? :)


https://www.instagram.com/_thepowerofbooks_/

https://www.instagram.com/_thepowerofbooks_/
https://www.instagram.com/_thepowerofbooks_/
https://www.instagram.com/_thepowerofbooks_/


Czytaj dalej »

Listy do utraconej - książka, którą od dawna chciałam przeczytać. Czy było warto?




Listy do utraconej
Brigid Kemmerer
Wydawnictwo YA
Data wydania: 27.09.2017r.
Liczba stron: 416

Pierwsza rzecz jaka mi się wrzuciła w oczy, to podobieństwo tej książki do książki "Coś o mnie i coś o tobie". Bohaterowie w obu książkach piszą do siebie listy i w "Coś..." bohaterka nie wiedziała z kim pisze, aż do końca książki i tutaj było podobnie. Mimo że w tej książce na początku oboje nie wiedzą z kim piszą, to jednak potem jedna ze stron się dowiaduje.

Również bohaterka. Tak jak w tamtej książce, tak i tutaj straciła mamę. I teraz Juliet źle sobie z tym radzi. Naprawdę źle. Tak naprawdę w tej książce jest taką buntowniczką, również... trochę mnie wkurzała. Bo w swoich listach nie oceniała Declana. Jednak zawsze jest łatwiej nie oceniać na papierze, prawda? Za to w realu, gdy tylko widziała jego lub jego przyjaciela, od razu przyklejała im łatki. Wiem, że nie powinnam jej oceniać za to, że taka surowa była wobec oceny chłopaków, szczególnie Declana, bo sama bym oceniała. Tak łatwo oceniać takich "bandziorów" po ubiorze, zachowaniu, ich odpyskiwaniu na każdy temat każdej osobie. To właśnie pokazuje jak każdego tak łatwo oceniamy. Oceniamy całkowicie nie znając drugiej osoby, nie wiemy co się kryje pod ich zachowaniem, jak bardzo ci ludzie są skrzywdzeni i jaką mają przyszłość. To, że książka to pokazuje mi się bardzo podobało.

Co do Declana, to było mi bardzo szkoda. Był oceniany przez wszystkich, ale też sam pozwalał, by tak go oceniano, ale się mu nie dziwię. Jego ojczym był dla niego okropny, również go oceniał, nie pozwalając sobie zrozumieć tego dziecka, jego historii z jego prawdziwym ojcem i jego relacji z matką. Każdy się do niego odwrócił, jego własna rodzina nie chciała mu pomóc z różnych powodów. A mimo to był silny. Taki silny, próbował udowadniać, że jest dobry, że nie ma złych intencji, że nie trzeba się go bać, bo nikogo nie skrzywdzi. Chciał, by ludzie w nim zobaczyli inteligencję, że jest pracowity, nie leniwy. I mądry. Ale jak mówiłam wcześniej: tak łatwo jest oceniać.
 
Rzucę tu dwa cytaty, dot. Declana, które rozwaliły mi serce, z powodu jego cierpienia, przeczytajcie proszę:
"Jednak prawdziwe życie toczy się tu i teraz i prawda jest taka, że ludzie, którzy powinni mnie wspierać, bez przerwy wdeptują mnie w ziemię."
"Nie jestem dobrym człowiekiem. Nie umiem niczego budować, potrafię tylko niszczyć. 
Nie potrzebujesz mnie.
Zasługujesz na kogoś lepszego."
Samo to, że ten chłopak tak o sobie myślał mnie zraniło. Bo to zasługa innych ludzi, że tak o sobie myślał. Ich postawa i słowa uczyniło to, że w je uwierzył.

W tej książce była rzecz, która mi trochę mieszała w głowie. Są to listy. Nie wiem jak inni czytelnicy, ale ja już nie mogłam odróżnić czy to, co bohaterowie o sobie wiedzą było powiedziane w listach czy w realu. Bo się znali, rozmawiali i czasami gdy coś mówili, nie wiedziałam, czy powinni wiedzieć, czy wiedzą, bo nie pamiętałam czy o tym naprawdę rozmawiali czy to było w listach. Nie wiem czy się dobrze wyraziłam, ale po prostu ta granica między tym, co mówili w listach a tym, co w realu była niesamowicie cienka i już sama się gubiłam, bo myślałam, że ta osoba powinna się czegoś domyślić czy coś.

Podobało mi się, że książka nie skupiła się też całkowicie na głównych bohaterach, ale i na pobocznych, np. na historii przyjaciela Declana, Reva. Jego przeszłość i teraźniejszość bardzo mnie wzruszyła i naprawdę chciałabym wiedzieć o nim coś więcej. Jeśli chodzi o rodziców Declana, również ta historia była potrzebna, a także ojciec Juliet. Mimo że nie było idealnie, to powoli było lepiej.

Nie wydaje mi się, żeby ta książka byłą jakaś ekstra super. Była okej, chyba szału na mnie wielkiego nie zrobiła, aczkolwiek wielki plus za to, że dała mi jakąś lekcję, więc to nie było puste czytanie, co sobie cenię w tej książce.

 NAJLEPSZE CYTATY!

"Czekam, aż świat wreszcie przestanie tak gwałtownie wirować."

"Miałaś rację. To było przerażające.
Zróbmy to jeszcze raz."

"Sam możesz wytyczyć swoją ścieżkę."


  

 
Czytaj dalej »

Tam, dokąd zmierzamy - co w tej książce jest tak wyjątkowego, że każdy ją chwali?




Tam, dokąd zmierzamy
B.N. Toler
Wydawnictwo Niezwykłe
Data wydania: 09.05.2018r.
Liczba stron: 332

Fajnie jest mieć urodziny, bo wtedy możesz dostać książkę, którą chcesz. Tam, dokąd zmierzamy było moim prezentem i szczerze mówiąc... od razu zabrałam się za czytanie.

Poznajemy Charlotte kiedy pomaga ostatniej osobie przejść na drugą stronę. I jest zmęczona, postanawia skończyć z życiem. Tak jak pisze w opisie, ratuje ją Ike. Duch. Powiem wam... szkoda, że nie żył. I jej pomaga. Tylko, że właśnie, ta książka nie jest idealna. Wiem, że naczytaliście się wiele pozytywnych recenzji na temat tej książki. Moja również będzie taka, jednak chcę teraz zaznaczyć, co mnie wkurzało. A wkurzało mnie to, że każdy był nierealnie miły dla Charlotte. Ok, Ike obiecał jej mieszkanie, pracę, ale po prostu każdy jej pomagał, nie znając jej, dawał jej pieniądze, nie znając jej, zapraszali ją do domów na obiady, nie znając jest. Dla mnie to po prostu czysto nierealne, że poznała tyle ludzi i każdy robił dla niej tyle rzeczy, ot tak, niczego nie kwestionując. Po prostu nie wierzę, że w tej miejscowości było tyle ludzi, co mogli jej pomóc, bo ludzie zazwyczaj patrzą bardziej na siebie, swoje rodziny, obcy ich nie obchodzą. A tutaj przychodzi do miasteczka dziewczyna, która wygląda jak bezdomna, przy sobie nie ma nic, a dają jej jedzenie, opłacają ją i zabierają na obiady.
Druga rzecz to to, że Charlotte  była naprawdę pogrążona w smutnych myślach, kiedy miała popełnić samobójstwo. Jednak, już gdy Ike ją uratował, nagle jakby przestała te myśli mieć. Myślę, że autorka może nie miała już gdzie to zmieścić, no ale mogła coś napisać, bo tak jakby nagle jej problemy z duchami minęły, jej depresyjne myśli zniknęły, a tak szybko raczej nie odchodzą moim zdaniem.

Wielu z was może odstraszać trójkąt. Ale dlaczego was to odstrasza? Tutaj nie ma takiego wielkiego trójkąta. Charlotte po prostu widzi dwoje bliźniaków o pięknej duszy i to nie dziwne, że się bardzo do nich przywiązuje. Przywiązała się do Ike'a, z którym i tak wiecie, że nie będzie, bo on nie żyje, ale to on jej uratował życie. URATOWAŁ JĄ PRZED ŚMIERCIĄ. Wiadomo, że będzie czuła do niego wdzięczność. Oboje się rozumieją, kochają te same rzeczy. To są bratnie dusze. Wiecie, to bolało, jak ich więź była silna i jak oboje żałowali, że Ike nie żyje, bo gdyby żył, ich życie byłoby piękne. To bolało, jak oboje pragnęli czegoś, czego nie dostaną. Czego po prostu nie mogą mieć. A ciągle w książce zbliżamy się do momentu, kiedy Ike w końcu będzie musiał przejść na drugą stronę. I pamiętajmy, że dla Charlotte to tak, jakby on naprawdę umarł. Bo wygląda jak prawdziwy człowiek, jak żywy, rozmawiają, on ciągle przy niej jest... tylko po prostu nie mogą się dotknąć. I to bolało, bo to dla niej tak, jakby on naprawdę umarł, chociaż już nie żyje.



George ma problemy ze sobą po śmierci bliźniaka. Radzi sobie w sposób, który mu pomoże nie czuć. Charlotte to nawet podkreśliła, że on przynajmniej, mimo że wybrał zły sposób radzenia sobie z życiem, to przynajmniej jakoś idzie do przodu. Ciągnie się na tych dwóch nogach w przód. A ona wybrała poddanie się i szybki koniec. Jednak, nie wiem, myślę, że jakoś mniej czułam jej więź z Georgem. Myślę, że jej więź z Ike'm była zbyt silna i trochę przyćmiła więź z Georgem. Ale potem się role odwróciły, dlaczego? Bo ona i Ike wiedzieli, że to do niczego nie prowadzi. A pomoc Charlotte wobec George sprawiła, że on poczuł się lepiej. Bo wiecie, oni się też rozumieli. George'a spotkało coś, z czym i Charlotte miała kiedyś do czynienia. I zaczęli się przyjaźnić, ale w tej przyjaźni rodziło się piękne uczucie. George postanowił stać się człowiekiem, na którego ta dziewczyna zasługuje. Był silny. Podziwiałam to i w nim i w Charlotte.

Podobało mi się to, w jakim kierunku ta książka poszła. Wiecie, nie wiem czy ktoś o tym pomyślał, ale ten motyw samobójstwa na pierwszych stronach książki. Charlotte była w najgorszej ciemności, w czarnych myślach. Jakby Ike jej nie powstrzymał.... no właśnie. Straciłaby to, co dalej się wydarzyło w tej książce. I jak na to patrzę... tyle zyskała. Tyle zyskała wydostając się z tej czarnej dziury. Ike jej pomógł. Ale nie tylko on, jego brat bliźniak, George, również. Chodzi mi o to, że Char cierpiała, po tej dramatycznej chwili. To, że wybrała jednak życie, nie oznaczało, że nie będzie ciężko. Cierpiała niesamowity ból i smutek, bo wiedziała, do czego prowadzi relacja z Ike'm. Ale zyskała. Zyskała miłość. Zyskała przyjaźń. Zyskała pomoc i serdeczność ludzi z miasteczka. Zyskała niesamowite życie.

Ta książka jest taka... powiedziałabym delikatna, wrażliwa i wywołuje emocje. Nie płakałam na szczęście, chociaż byłam bliska, jednak w sercu czułam taki ucisk, wiecie. To było smutne, smutne jest to, że ludzie umierają. Zostawiają cię samego i z tym historia jest właśnie związana. Jestem jednak szczęśliwa, że mogłam tę historię przeczytać.


NAJLEPSZE CYTATY! 

"Nigdy się nie poddawaj. Obiecaj mi, że nigdy się nie poddasz."

"I bez względu na to, jak bardzo twój dar mógłby utrudniać czasem nasze życie, chcę być jego częścią. Charlotte... pragnę cię. Całą ciebie. Dobrą, złą i brzydką. Kocham cię."

"Ale na razie żyjemy każdego dnia pełnią życia, kochając się i śmiejąc."
 
"Chwile przychodzą i odchodzą; są jak szybkie przebłyski czasu. A jednak mogą mieć największy wpływ na nasze życie. Albo je złapiemy i wykorzystamy do naszych potrzeb, albo wypuścimy. Te, którym pozwalamy odejść, wiążą się z nami najsilniej - ponieważ żal jest czymś, co nigdy nas nie opuszcza."


Czytaj dalej »

Uleczę twe serce - Tillie Cole



Uleczę twe serce
Tillie Cole
Wydawnictwo Editiored
Data wydania: 14.08.2018r.
Liczba stron: 376

Po skończeniu 1. tomu, chyba większość z nas chciała najpierw historię Flame'a. Jednak powiem wam, że przecież Ky też jest interesujący, czyż nie? Byłam ciekawa jak nasz niegrzeczny chłopiec będzie postępował z Lilah.

Uważam, że ta część jest lepsza od poprzedniczki ze względu na osobowość Kylera. Lubię go bardziej niż Styxa, nic nie poradzę. Kyler ma po prostu fajną osobowość. Jednak, to chyba na tyle. Tak naprawdę męczyłam tę książkę, nie dlatego, że jest gorsza od poprzedniczki. Jest lepsza. Ale to wszystko już mnie przytłaczało psychicznie. Przeczytałam 1/2 książki i miałam aż tygodniową przerwę, żeby zabrać się dalej. A skończyłam czytać z ulgą, że to koniec. Po prostu ta tematyka jest ciężka, a czasami zbyt... nie wiem, był wielki kontrast.

Chodzi o to, że przytłaczały mnie myśli Lilah. Była tak uparta co do tej swojej wiary i sekty, że nie mogłam tego znieść. Nie poddawała się, nie słuchała, że to wszystko było złe i kłamstwem. Trzymała się swojego zdania do ostatnich stron, co uważam, ze trochę zbyt szybko zmieniła zdanie, gdy przez 3,5/4 książki była tak wierna swojej sekcie.
Tak samo, uważam, że to było... nie wiem, okropnie mi się czytało cytaty Biblii w jakichś absurdalnych, okropnych sytuacjach. Czuję, że jednak słowa Biblii nie powinny być umieszczane w pewnych scenach, które są okrutne czy obrzydliwie. Rozumiem, że to jest część tej historii, pokazanie tej sekty... no ale jakoś... no nie.

Niestety jedna scena moim zdaniem była przegięciem. Odtworzenie sceny z Biblii, kiedy Maria przemywała Jezusowi stopy olejkiem i wycierała swoimi włosami. Tak tutaj mamy Lilah, która klęka przed Kylerem, i robi TO SAMO. Myje mu stopy olejkiem, wyciera swoimi włosami. Może pomyślicie, że się czepiam. Ale jednak powinniśmy trzymać się tej granicy i nie robić z sceny z Biblii takiego czegoś. To było... dla mnie niesmaczne. Po prostu jest granica, której w tym wypadku nie powinniśmy przekraczać.

Trochę też byłam zmęczona tym, że w książce pojawia się ta sama scena co w pierwszej. Pamiętacie porwanie Mae? No właśnie. Ciekawe, co się tutaj dzieje? To samo. Tylko inna osoba. Zastanawiam się czy w 3. części też będzie porwanie. Hm... pewnie tak, w sumie już mnie chyba by to nie zaskoczyło.

Także, no nie wiem. To nie ja, kochanie też zaczynało mi ciążyć, ale tutaj już naprawdę to odczułam. W sumie niby przeczytałabym historię Flame'a i Maddie, ale... chyba będzie jeszcze brutalniej, no bo to Flame... wiecie jaki jest Flame i co on ze sobą robi. Chyba nie mam siły na to by siedzieć w jego mózgu po prostu.


NAJLEPSZE CYTATY!

"Lekcja numer dwa: nie można ciągle siedzieć w bańce ochronnej. Życie ma więcej do zaoferowania. Tak żyłaś w tej sekcie, teraz zamykasz się przed światem tutaj. W pewnym momencie trzeba chwycić życie za jaja i ścisnąć je tak, jak  robi to zawodowa k**wa."

"Nie szukaj wymówek tylko po to, żeby wieść gówniane życie. To nie jest żadna filozofia. Jeśli czegoś nie lubisz, znajdź coś, co lubisz. Jeśli nie lubisz przebywać w czyimś towarzystwie, trzymaj się, k**wa, od niego z daleka. Chcesz zmienić swoje życie, to rusz dupę i je, k**wa, zmień."





Czytaj dalej »

Zaczekaj na mnie - jak Jennifer L. Armentrout wyszło New Adult?



Zaczekaj na mnie
Jennifer L. Armentrout
Wydawnictwo Amber
Liczba stron: 383
Data wydania: 04.03.2014r.

Jennifer L. Armentrout to jedna z moich ulubionych autorek i kocham, po prostu kocham jej książki. Jej książek jest coraz więcej, dlatego staram się nadrabiać to, co już jest na naszym rynku. Serię Lux kocham bardzo mocno i jest TOP1 na mojej liście ulubionych serii. Seria The Dark Elements również skradła moje serce, ta seria jest boska, a Roth życiem. No i po angielsku musiałam przeczytać A Wicked Trilogy, która tak jak Lux, jest paranormal romance, który co więcej, robi się z niego film! Ja się pytam: dlaczego tej trylogii nie ma jeszcze w Polsce? I wiele innych książek tej autorki nie ma wydanych w Polsce, a są boskie z tego co widzę. W tym tygodniu również zacznę Half-blood, ale szkoda, ze nie ma po polsku. Ale to, co po polsku mi zostało jest seria Zaczekaj na mnie, którą mam na szczęście w bibliotece. To typowe New Adult. Autorka pisze różne książki, nie tylko od młodzieżówek, fantastyki i paranormal romance, ale dla młodych dorosłych też się coś znalazło. I niestety trochę się zawiodłam.

Książek New Adult czytałam wiele i jedne były typowe i schematyczne, a drugie były nietypowe, miały w sobie coś nowego, świeżego, zachwycającego. Tutaj.... schematy. Pozwólcie, że zacznę. Bohaterka z traumą, łatwo się domyślić jaką. To już było w tylu książkach, że to jest dla mnie i na pewno dla wielu z was wiadome. Bohater również z 'traumą' ale jego powiem wam, że mi się podobała. Nie była typowa, to było coś nowego, chociaż również miałam swoje domysły.

Kolejna rzecz: ciągle na siebie wpadali. To jest już przereklamowane i sprawiło, że na początku nie miałam ochoty już czytać. Nie mówię, że ta książka jest zła. Myślę, że jakbym dopiero zaczynała wchodzić w świat książek, spodobałaby mi się już bardzo. Jednak czytając tę książkę, miałam wrażenie, że Armentrout jednak chyba lepiej wychodzą książki fantasy i paranormal. Te światy, które kreuje są wręcz niesamowite.

Nie zdziwcie się, gdy zobaczycie, że Avery, czyli nasza główna bohaterka, która przyznaje, że nie zna na uczelni nikogo, ma z dupy dwojga przyjaciół. Którzy są best friends. Jacob i Brit. Czyli znowu, Jacob gej (jakżeby inaczej) i Brit, trochę piskliwa, podekscytowana. Jednak z Jacobem mam problem, bo nie zachowywał się jak facet ale jak dziewczyna. To było... dziwne. Podskakiwał jak idiotka(dosłownie), i ciągle tylko mówił o tym jak Avery powinna iść do łóżka z Cameronem.


Z samą Avery mam problem, bo była dramatyczna. Przeszkadzało mi to, jak z niczego robiła z Cameronem wojnę, a jego było mi po prostu szkoda. Nie umiała się pogodzić z przeszłością, zaakceptować to, co sobie zrobiła 5 lat temu. Kiedy Cameron przypadkowo odkrył jej 'tajemnicę', po prostu była gównoburza z jej strony. Ale to nie tylko raz. Był też drugi raz. Najpierw faceta odgania, bo nie chce mieć z nim nic do czynienia, następnie dziwi się, że on nie chce z nią rozmawiać. :/ Na szczęście ona zdaje sobie sprawę, że to jej wina, ale mimo to. Dobrze, że żałuje swoich czynów, ale to mało przyćmiewa jej zachowanie.
Co też mega wkurza to to, że ona ciągle ma tajemnice. Nikomu nie powie swojego sekretu, ani przyjaciołom, którzy chcą jej pomóc, ani Cameronowi, który jest przecież blisko z nią. To mnie czasami doprowadzało do szału. Cam potrafił powiedzieć jej prawdę i zaufać, a ona aż dopiero na końcu książki postanowiła, że nie będzie idiotką.

Nie wiem czy to jest jako minus, ale przez dosłownie połowę książki, Cameron chce się z nią umówić na randkę, a ona za każdym razem mówi nie. Czasami to było męczące, no bo heloł, mamy już połowę książki, a wy dalej to samo. Ale potem, było to mega zabawne. Nie mogę tego tej książce odmówić. HUMORU. Jest mega zabawna, Cameron zawsze ma fajne teksty w kieszeni, a gdy są razem z Avery ich poczucie humoru się dopełnia i bosko to wychodzi.

Co do ich relacji. Zbliżenia są, ale na końcu książki. W tej książce bardzo mi się podobało to, jak ich relacja się powoli rozwijała. Cameron był słodki, na nic nie naciskał, był wyrozumiały, zależało mu na Avery. Po prostu się poznawali, to było piękne. Chyba w głowie mam za dużo erotyków, gdzie wszystko dzieje się zbyt szybko, bo gdy przeczytałam tę książkę, poczułam ulgę, jak to wszystko się rozwija powoli, jak się poznają i do siebie powoli zbliżają. To było piękne. Napięcie między nimi było i to było super. Gorące sceny też są. Myślę, że tutaj autorka zachowała świetny umiar.

Jeszcze co do stylu autorki, to przeszkadzały mi urywane sceny. Jak pisałam, Cam próbował się umówić z Avery na randkę przez pół książki, a kiedy w końcu powiedziała "Dobrze", koniec sceny. Dosłownie. Scena się zakończyła na tym słowie i tyle. Też mnie to trochę wkurzyło, bo chciałam wiedzieć jaka będzie reakcja Cama na to, że się w końcu zgodziła. No ale się niestety nie doczekałam.

NAJLEPSZE CYTATY!

czytaj: mądrość Camerona, najpiękniejszy i najmądrzejszy cytat w książce:

"Nie ma dla nas przyszłości, jeśli nie możesz być ze mną szczera. Jeśli nie umiesz uwierzyć, że moje uczucie jest silne, nie mamy nic. Tak się rozpadają związki. Nie z powodu przeszłości tylko teraźniejszości."


Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia