Powietrze, którym oddycha - czyli, czytaj wszystko co od Brittainy C. Cherry.





Powietrze, którym oddycha
Brittainy C. Cherry
Wydawnictwo Filia
Data wydania: 20.07.2016r.
Liczba stron: 398


Ta książka była po prostu piękna.
Ale czemu ja się w ogóle dziwię.
Przecież to Brittainy C. Cherry.

Ta autorka zawsze wplata w swoje książki coś ciężkiego, takiego życiowego, dlatego tym bardziej się to wszystko wydaje bardziej prawdziwe, a emocje, które się odczuwa - intensywniejsze.

(tutaj, dla niektórych może to być mały spojer, ale to jest główny temat książki i wyjaśnienie pojawia się już w pierwszym rozdziale)
Ta książka zawiera temat, o którym chyba nie czytałam. Albo przynajmniej sobie nie mogę przypomnieć teraz żadnego innego tytułu. Tu w dużej mierze mamy żałobę obydwu bohaterów głównych. Tylko, no właśnie, zazwyczaj jak czytałam to była żałoba po rodzicach/rodzeństwie/przyjaciół itp., tutaj zaś w obu przypadkach mamy żałobę po małżonkach.

I właśnie to tak bardzo odczułam... nie wiem dlaczego, sama mam dopiero 19 lat, w małżeństwie nie jestem, ale jak czytałam, a potem o tym pomyślałam jak to może być stracić miłość swojego życia, osobę, którą najbardziej kochasz, z którą dzielisz najpiękniejsze momenty, lęki, marzenia i doświadczenia... i ta osoba znika nagle. Bez wytłumaczenia. Bez pożegnania. I zostawia po sobie jedynie nieopisany ból, który cię niszczy i ciężko ci się oddycha.

Powietrze, którym oddycha.... Ten tytuł jest wręcz idealny.

Moje serce się łamało, gdy widziałam Tristana Cole'a i jego stan. Stracił dwie osoby. Cały swój świat. Jego ból był.... ogromny. Sama to odczułam. Od razu mówię, że ta książka jest w dużej mierze smutna, ale nawet nie wiem co powiedzieć, by zachęcić Was do przeczytania. No jest smutna, ale jest piękna...
Elizabeth zaś straciła męża.
Żałoba ich obojgu jest jeszcze bardzo świeża i zbyt mocno trzymają się dalej swojej przeszłości i wyobrażeń ze swoimi ukochanymi, ale czy możemy się im dziwić? To jest normalne, że tęsknią i że ból ich po prostu zżera od środka.
Poznają się.
Od razu czuć, że to nie przypadek.
I postanawiają się trochę wykorzystać.

Jestem zauroczona tą książką, chociaż to słowo jest nieodpowiednie. Jednocześnie mamy bohaterów w tle, którzy wywierają w nas taką nienawiść do nich. Baby, które plotkują, oczerniają, wiedzą najlepiej o tobie, chociaż nawet słowa z nimi nie zamieniłeś. Tutaj Brittainy pokazała miejscowość, gdzie wszyscy o wszystkich wiedzą, ale najczęściej wiedzą same kłamstwa i nieprawdę. Bolało to nawet mnie, jak widziałam co ci ludzie mówili o Elizabeth i Tristanie, nie wiedząc przez jakie piekło oboje przechodzili. Jest też Tanner... ale o nim to nie wiem czy warto zamieniać słowa.

Muszę jeszcze wspomnąć o Faye, to przyjaciółka Elizabeth, która potrafiła tak rozśmieszyć jak nie wiem co. Więc nie mamy tu tylko smutasów, bo jejku... jak zobaczycie co ona mówi w tej książce... :D Niewyparzony język to jej drugie imię. ;)

Tak naprawdę brak mi słów, co więcej powiedzieć, bo po prostu trzeba samemu przeczytać, by poczuć te wszystkie emocje. Uczucia. To, co się z bohaterami dzieje, co przeżywają. To nie jest też nie wiadomo jakie ciężkie oczywiście, może wyolbrzymiłam trochę, ale mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi. To nie jest książka, którą czytacie znudzeni i jutro o niej zapominacie. To książka, która wymusza od was emocje i o której nie da się zapomnieć przez długi czas. 
 

NAJLEPSZE CYTATY!

"-Kiedy życie przestanie boleć?
-Kiedy każemy mu się walić i znajdziemy powód, by się uśmiechnąć."

"Magia zawarta jest w chwilach. W delikatnym dotyku, lekkich uśmiechach, cichych słowach. Magia jest w życiu dniem dzisiejszym, w oddechu, w szczęściu. Magia jest w miłości."

"To Elizabeth mnie uratowała. Napełniła moje płuca powietrzem i wyciągnęła mnie z mroku do światła. Światła, tak jasnego, że powoli zaczynałem wierzyć w szczęście obecnej chwili. Nie czułem już bólu wczorajszego dnia, nie bałem się jutrzejszego. W którymś momencie przestałem odtwarzać przeszłość i postanowiłem nie zastanawiać się nad przyszłością. Zamiast tego wybrałem chwilę, w której trwaliśmy. Wybrałem dzień obecny."
 




Czytaj dalej »

Recenzja 2w1 - SAVE YOU & SAVE US - Mona Kasten



Save You & Save Us
Mona Kasten
Wydawnictwo Jaguar
Data wydania: 24.04.2019r./19.06.2019r.
Liczba stron: 344/352


SAVE YOU

Eh. To było lepsze od poprzedniej części! Pewnie dlatego, że tam się zapoznawaliśmy z bohaterami, tutaj zaś mamy już więcej problemów i zawiłości.

Nawet nie wiecie jak bardzo mi się podobało, a kompletnie się nie spodziewałam, że aż tak polubię te książki.
Tym bardziej, że tutaj oprócz rozdziałów z perspektywy głównych bohaterów mamy również rozdziały z perspektywy bohaterów pobocznych! Autorka bardzo dobrze zrobiła pisząc tę część w ten sposób. Mamy tu właśnie dodatkowo rozdziały Lydii i Ember. A w tych rozdziałach dużo się dzieje i jeszcze bardziej chcemy wiedzieć więcej o życiu tych dziewczyn. Po prostu kocham to.

Ta część jest poważniejsza. Jak wiecie z pierwszej części mamy tu żałobę po najbliższej osobie jaką się może mieć. I emocje bohaterów były prawdziwe tak, że ja sama się z nimi czułam tak, jak oni. Sama nie mogę sobie wyobrazić takiej sytuacji, po prostu ja nie wiem jak dałabym radę na ich miejscu i jak patrzyłam jacy byli dzielni.. jacy silni... Rozpierała mnie duma z nich, bo też chce być silna w ten sposób.
Tym bardziej, że to był tylko jeden z problemów zarówno Jamesa jak i Lydii.

Jak patrzę na Jamesa i jego osobowość, ma on na prawdę wiele warstw, problemów i rzeczy do zmierzenia się... Na początku 1. części był mega dupkiem, ale tutaj widzimy zmianę jaka zachodzi w nim, jak dojrzewa. Mimo że dalej popełnia błędy, jest ich świadom i bierze konsekwencje na klatę i nie tylko to. Robi on wszystko co w jego mocy, żeby sytuacja była lepsza. Jego determinacja była godna podziwu. Ale jednocześnie smutno mi jak patrzę na jego los i życie. Jest w klatce, z której ciężko wyjść. A niemoc robienia tego co kochasz, moim zdaniem jest najgorsza na świecie. Bo się dusisz. I nie czujesz się pełny.

Ruby mega mi zaimponowała. Wiecie co w niej jest super? Że mimo, iż widziała jak James żałuje i się stara, nie dała sobie tak łatwo odpuścić. Nie dała tak łatwo wybaczyć. Musiał walczyć. Nie mogła bez żadnego wysiłku po prostu do niego wrócić. Było to moim zdaniem bardzo realistyczne podejście. Wiedziała, że zasługuje na więcej i nie dała łatwo się z powrotem zdobyć.

Książka na wielki plus, dużo się działo i dużo nowych spraw się pojawiło. Właśnie to mnie najbardziej zadowoliło.


SAVE US

Kompletnie się nie spodziewałam, że tak wciągnę się w tę historię. Nie tylko w historię głównych bohaterów, Ruby i Jamesa, ale także Ember, Alistaira i Lydii. Kocham te rozdziały innych bohaterów aczkolwiek ubolewam, że nie było ich więcej.
Szczerze mówiąc, zaczynając 1. część nie oczekiwałam czegoś wielkiego. A tu, jestem już po wszystkich częściach i myślę, jak cudowne te książki były i jakie ważne kwestie poruszały. Tu nie ma tylko miłości nastolatków, ich wzloty i upadki i różne problemy. Najpiękniejsze w tej książce to to, jak różne relacje zostały przedstawione i ich różne strony. Piękną, kochającą się rodzinę, wspierającą we wszystkim oraz tę chłodną, którą ciężko nazwać rodziną... ta rodzina jest tylko na papierach.

Obserwując ojca Jamesa i Lydii czułam tylko wściekłość i nienawiść, a jednak tak się naprawdę dzieje. To jest okropne, być uwięzionym i nie móc być na tyle odważnym by marzyć. Moje serce łamało się, gdy patrzyłam na Jamesa, który do tej pory nie śmiał marzyć, ani myśleć o swojej przyszłości, bo ona już była ustalona. Ta książka jest więc też o poszukiwaniu swojego miejsca w świecie, celu, poszukiwaniu i spełnianiu marzeń, o odwadze, którą trzeba mieć, by marzyć i by do tych marzeń sięgnąć, nie ważne jakie są przeszkody. Naprawdę mnie to wzruszyło. Bo znowu, mamy Ruby, która pokazuje, że marzenia ma i do nich dąży za wszelką cenę, pokonuje trudności i to marzenie zdobywa. I nikt jej marzeń nie tłamsi. I mamy Jamesa, który musi dopiero odkryć, co chce i nauczyć się o to walczyć. Dwie strony medalu, a jaki ważny koncept Mona Kasten tu wprowadziła.
Nie tylko w tej trylogii ale też serii Again tak jest. Tam niby zwykłe NA, tutaj niby zwykła YA, ale tak naprawdę to nieprawda. Ponieważ jakoś delikatnie ona umie wplatać ważne rzeczy do swoich książek, które sprawiają, że jednak twój mózg się rusza i myśli nad życiem, nad losem innych. Ta książka i seria sprawiła, że dużo czułam emocji, wściekłość, radość, smutek i nadzieję. Nadzieję, by bohaterowie mieli odwagę. By się sprzeciwić. By się do siebie zbliżyć. By spełniać marzenia. By WYBACZAĆ. Jesteśmy tu świadkiem co zrobił Cyril. I jakie są temu konsekwencje ale też jakich ma boskich przyjaciół.

W tych książkach jest tu przedstawiona droga wielu osób i pokochałam Ember i Wrena. Alistaira i Kesha. Lydię i Grahama. Jest tyle rzeczy, które mi się podobały. I szczerze mówiąc, nie mam się po prostu do czego przyczepić. Ta trylogia to jedna z lepszych młodzieżówek jakie miałam okazję przeczytać. <3



NAJLEPSZE CYTATY!

 

SAVE YOU

"Nie wytrzymam dłużej z dala od ciebie. Tylko ty rozumiesz mnie naprawdę. Potrzebuję cię. I będę o nas walczył, bo jesteśmy sobie przeznaczeni. Na zawsze będę twój, Ruby."

"W tej chwili nie mogę zatracić się w rozważaniu o niepewnej przyszłości. Muszę żyć dzień po dniu, bo jeżeli od rana do nocy będę się zamartwiała, nie wyniknie z tego nic dobrego."

SAVE US

  "Kiedy jest przy mnie, nie mam wrażenia, że dźwigam na barkach ciężar całego świata. Nie, wtedy wydaje mi się, że trzymam cały świat w ramionach."

 

 

Czytaj dalej »

Save me - Mona Kasten.




Save me
Mona Kasten
Wydawnictwo Jaguar
Data wydania: 13.02.2019r.
Liczba stron: 384


Hej wszystkim! Nie było mnie tu trochę, ale to dlatego, że po prostu mało czytałam, ogólnie w tym roku nie idzie mi za dobrze z czytaniem, ale muszę wszystko na spokojnie, nie ścigam się z czytaniem, nawet sama z sobą. :)

Ale właśnie skończyłam nową książkę! I oczywiście jestem tu, żeby się podzielić z Wami moimi wrażeniami.

Seria Again jest moją kochaną serią, bardzo polubiłam, ba, pokochałam 1. i 2. część. Trzecia była dla mnie dziwna i słaba, ale to nie zmienia faktu, że 1. dostała 9 gwiazdek, a 2. - 10.

Mówiłam cały czas, że za trylogię Maxton Hall nie zabieram się dopóki nie wyjdą w Polsce wszystkie części, już czytałam opinie jak się kończą te książki i chciałam móc się zabrać od razu za kolejną część. No i kupiłam wszystkie trzy. I pierwsza już za mną! 

Powiem Wam, że naprawdę fajnie mi się tę książkę czytało. Zauważyłam, że dużo ludzi mówiło, że pełno tu schematów.. ale ja tego jakoś nie widzę. Bogaty chłopak i biedna dziewczyna. Kujonka. Ale czy on też nie był kujonem?
Ona nie była biedna. Była normalna. Wszyscy jesteśmy biedni w porównaniu z James'em, no chyba, że macie firmę znaną na całą Polskę i każdy o Was wie i zna, to przepraszam. Ale James jest synem właścicieli największego domu towarowego w Anglii. I Ruby chodzi do szkoły elitarnej. Nie dziwmy się, że jest tam bogactwo... że bogaci są prawie wszyscy. Ona nie była biedna. Była normalna. 
I uczyła się dużo. Ale James też. Chodzili, powtarzam, do elitarnej, prywatnej szkoły, jednej z najlepszych w Anglii. Tam każdy jest kujonem. I dużo mierzy na Oxford.

Bardzo mi się podobał charakter Ruby. Miała głowę na karku i tak naprawdę jej postawa mnie zmotywowała do działania i podążania za tym, co chcę, bo ona właśnie to robi. Jej celem jest dostanie się na uczelnie Oxfordu i to kurczę robi. Nie ma wyproś, ona biegnie za swoim marzeniem i robi wszystko, byleby tylko to marzenie spełnić. To jest naprawdę postawa godna pochwały i podziwiam ją za to i czerpię z niej inspirację.

James'a poznajemy jako aroganckiego dupka. Ale często wiemy, że w książkach za takim zachowaniem kryje się drugie dno. I to prawda, jest tu także i tutaj, więc musimy czytać, by dowiedzieć się więcej. To było dla mnie smutne i zdarza się to w życiu. Brak wyboru.... Można sobie uświadomić po tej książce, jak możliwość wyboru jest piękna.

Cieszy mnie fakt, że mamy tu dużo bohaterów pobocznych. I dużo się nich dowiadujemy. Historia skupia się na Ruby i Jamesie, ale mamy tu również historię innych. Naprawdę chcę się dowiedzieć więcej o siostrze Ruby, Ember. Niesamowite jest to, co robi. Historia Lin mnie też wzruszyła i... siostra James'a, Lydia. Od samego początku wiedziałam, że jej historia nie jest płytka. I kurczę... chcę wiedzieć co dalej!

Może ta książka nie jest najlepsza z najlepszych, niekoniecznie daję jej 10 gwiazdek. Ale nie żałuję czytania, bo była boska, świetnie mi się ją czytało i w ogólnie jak tak myślę, nie mam się do czego przyczepić. Podobało mi się i tyle. :)

Zakończenie... w życiu do głowy by mi nie przyszedł taki scenariusz... trochę mną wstrząsnęło, nie powiem.

Kto z Was czytał? Jakie macie wrażenia?
I kto ma tę trylogię na oku?
Słyszałam, że Mona Kasten ma być w tym roku na Targach Książki w Krakowie, jeśli to prawdziwa informacja, to już się nie mogę doczekać, by mieć wszystkie książki podpisane. :D

NAJLEPSZE CYTATY!

"Wszystko będzie możliwe, gdy sam dla siebie przestaniesz być przeszkodą."

"-Dlaczego zawracasz sobie głowę przyszłością, skoro mamy teraz? – pyta cicho.
-Bo zasłużyłaś na coś lepszego. Moja przyszłość jest już skreślona. Twoja nie.
-Nieprawda – mówi stanowczo. – Masz takie same możliwości, jak wszyscy inni. Tylko musisz wyciągnąć po nie rękę, James."



 
Czytaj dalej »

RESTORE ME - Tahereh Mafi. 4. część serii Dotyk Julii.





Restore Me
Tahereh Mafi
Wydawnictwo: Harper Collins
Data wydania: 06.03.2018r. (US)


Nie mam pojęcia czy doczekamy się polskiej kontynuacji niesamowitej serii jaką jest "Dotyk Julii". Za granicą jest już część 4. i 5., a u nas cichutko. Więc ja czekać, nie czekałam. Bo zbyt mocno kocham tę serię, by po prostu sobie cierpliwie czekać. Tutaj są moje odczucia do 4. części serii "Dotyk Julii", czyli "RESTORE ME"!

Recenzje poprzednich części:

fkngksnggnsongsongs!!!!!
Kochani, ta książka jest po prostu NIESAMOWITA! Przepraszam, że krzyczę, ale no kurczę, ileż można namawiać ludzi, żeby w końcu sięgnęli po tę serię? :)

4. część dzieje się 16 dni, po zakończeniu 3. części, kto czytał tę piękną trylogię, wie, jak się zakończyło. No i właśnie, "Restore me" ma miejsce nie w ciągu miesiąca, dwóch, czy roku. Nie. Tutaj akcja dzieje się w ciągu 4 dni. I możecie się zastanawiać, że to za krótko. Może i tak jest. Bo też mega dużo rzeczy się dzieje. Ale to tylko sprawia ogromną ciekawość co będzie dalej!

Kochani, wiecie ile się tu dzieje? Ostatnio strasznie wolno czytam książki, nie umiem jednej przeczytać w ciągu 2/3 dni, tylko schodzi mi minimum tydzień. I jeżeli macie zastój, to sięgnijcie po tę książkę! Bo przeczytałam ją ekspresowo, jest tak napisana, że każdy rozdział jest po prostu mega i ręka automatycznie przekręca strony na następny rozdział, bo nie możesz tak po prostu zostawić książkę i nie czytać dalej.

To, co tu się dzieje, i co się dowiadujemy jest mega szokiem i zwrotem akcji. Myśleliśmy, że po trylogii wszystko wiemy? NIC nie wiemy! :D Takie rewelacje jakie tutaj wychodzą na światło dzienne, mega szokują nas, czytelników, ale mają też bardzo, ale to bardzo wielki wpływ na bohaterów.

Właśnie. Jaki wpływ? W 3. części widzieliśmy Julię i jej ukochanego w najlepszym ich stanie. Byli oboje silni psychicznie, a o fizyczności to już nie wspominam. Lepiej być już nie mogło.

W tej części już jest inaczej. I jestem autorce za to taka wdzięczna, bo postawiła na REALISTYCZNOŚĆ bohaterów. To, że są silni, nie znaczy, że nie cierpią i nie przechodzą przez trudy, z którymi... już nie umieją sobie poradzić.

Chodzi o to, w jaki sposób Tahereh pokazała depresję i czarne myśli. Będąc w głowie Julii i Warnera po prostu... moje serce się krajało, czułam dokładnie to, co oni i to trochę przytłaczało, ale za to mogliśmy zobaczyć, że oni również cierpią i nie są tacy silni i niepokonani jak nam się wydawało. Są ludźmi, którzy mają własne problemy, z którymi niekoniecznie sobie radzą. To było mega, mega smutne ale i zarazem piękne. Bo to jest takie prawdziwe. Stan w jakim teraz oboje są jest brzydki, mają w sobie ogromny strach, niepewnośc, przerażenie wręcz i co najgorsze: bezwładność. Nie mają za bardzo wpływu na to co się dzieje.

Kenji tutaj jest taką skałą, na której każdy może się oprzeć. Wszyscy go kochamy, prawda? Taki promyczek... czytam sobie właśnie teraz nowelkę "Shadow me", która jest z jego perspektywy i mówię Wam, to jest must read. Jeżeli jesteście fanami tej serii, musicie przeczytać tę nowelkę i wejść na chwilę do jego głowy, bo widzimy, co naprawdę mu siedzi w głowie.


W "Restore me" pojawiają się nowi bohaterowie. I oni, i nowa sytuacja, ogólnie cała ta książka przygotowuje nas na coś nowego. Ta książka jest dopiero wstępem tego, co się będzie działo w części 5. "Defy me"  i 6. "Imagine me". Naprawdę trochę się boję, bo ta książka zakończyła się oczywiście w szokującym momencie i z pytaniami w głowie i nie mam pojęcia co dalej. Boję się za bohaterów, bo szczególnie Julia, jest w kiepskim stanie i wiele rzeczy się pokomplikowało. Ale po prostu... kocham tę książkę całym sercem, jest mi bardzo bliska i dodatkowo cała seria jest taka wciągająca, że się czyta z zapartym tchem. Kocham bardzo!

A Wy musicie przeczytać! :)

NAJLEPSZE CYTATY!

"The world tried to crush you, and you refused to be shattered. You've recovered from every setback a stronger person, rising from the ashes only to astonish everyone around you. And you will continue to surprise and confuse those who understimate you. It is an inevitability."

"- But you must never, ever let the idiots into your head. They will only lead you astray.
-But how? How do I get them out of my head?
-Set them on fire. In your mind. Let them fuel the fire that keeps you striving. Idiots are highly flammable, love. Let them all burn in hell."

"You're only nineteen years old, Mr. Warner. And I think you forget that all the time. You have no perspective, no idea that you've only barely lived. There's still so much life ahead of you."





Czytaj dalej »

MALUM część 2. - Amo Jones



Malum część 2.
Amo Jones
Data wydania: 11.06.2019r.

OPIS: 
Some girls don’t like pretty things.
Some girls like things that are destructive, and toxic. Things that fuel our bodies with adrenaline and bring our demons to their knees.
They say magic isn’t real, but it’s it the closest way to describe love? It doesn’t exist physically. It merely exists around us, within us, possessing our souls and making us do stupid shit. Shit like falling in love with a boy who knows how to rip my world apart and raise hell with a simple flick of his wrist. Their secrets are now mine. I’m not just in the middle of this game, I’m helping orchestrate it. Can the cries of my aching soul be enough to drown out the burning embers of my mistakes?
The mind strengthens the heart, roughing the edges to prepare it for war. This is a war I will not win.
This is a war of fate.

She’s going to break.
She’s going to fall.
She will eventually come back to me, on all fours
Because this isn’t a fairy tale
I am no knight.
I’ll take all of her soul
And pour in my spite.
No light.
No light.
Even my darkness, survives in daylight.
This isn’t a fairy-tale.
But love does win
Because even through the sin
It’s her that lingers within.
She beats through my veins.
Whispers over my flesh
Tugs on my heart strings
Like a puppet tangled in a mess
Will my heart be enough
To bring her back to life
When the first thing she reached for
Was not him
Or him
Or me
It was the one person that haunted her, into misery.
This isn’t a game.
Those aren’t my tricks
If she doesn’t obey
There’s a number…
86 


Malum cz. 2
AppleBooks: https://apple.co/2IAt1yw 
Amazon US -  https://amzn.to/2XDGGLw 
Amazon Worldwide -mybook.to/Malum2EK 

  
Część 1.: 
AppleBooks: https://apple.co/2Ty4pLL 
Amazon US -  https://amzn.to/2TmrMHv  
Amazon Worldwide -mybook.to/MalumPT1 
Kobo -https://bit.ly/2TvE1Wt
 
 
 Nie będzie spojlerów nie martwcie się. :)

Amo Jones ma typowy dla siebie styl kończenia książki na wypasie. Serwuje wielki cliffhanger i nie możesz się doczekać co będzie dalej, a czekać nam na tę część troszkę kazała. :D Niedługo, ale jednak. Malum część 1. była o Nacie i Tillie i tutaj w części drugiej mamy kontynuację ich historii. To, co właśnie zakończyło się w poprzedniej części sprawiło, że nie miałam pojęcia jak takie coś mogło się wydarzyć, bo to było całkiem niemożliwe!

A jednak stało się możliwe... jednak to było kłamstwem. :)

Czyli z serii: jak czytelnik znowu dał się nabrać Amo Jones. :D Ta kobieta naprawdę wie jak zaskakiwać w swoich książkach.

Cieszę się, że w tej części naprawdę dużo się dowiedzieliśmy. Dlaczego Nate tak bardzo nienawidzi Tillie? Co było powodem tego, co się stało w poprzedniej części? Kto był za to odpowiedzialny? Co się dzieje między Madi i Bishopem? Znowu: co się stało? Tyle pytań i na wszystkie mamy odpowiedzi.

Nate od początku mnie rozczulał od pierwszej książki. Nie możemy zapominać w jakim świecie żyje i ma też inną swoją stronę osobowości. Jednak cieszę się jak w tej części jego postać się rozwinęła i dojrzała, naprawdę tego potrzebowałam. Takiego spokoju serca i świadomości, że trochę dobra dostaną od świata i Tillie i Nate. I to dostali.

Tillie to najmądrzejsza i najbardziej racjonalna postać w tej serii. Jej siła jest godna podziwu, jednak ona jest tylko człowiekiem. Też ma chwile słabości, a tragedia, którą ją spotkała w tamtej części właśnie odcisnęła swoje piętno w tej części. Co było dla mnie szokiem w takim stopniu, że musiałam się wrócić, do pierwszej strony książki i przeglądnąć ją do momentu, w którym byłam, by sprawdzić jak to możliwe.
Super jest to, że Tillie została wpuszczona do świata Królów.
To nie tak jak Madison, gdzie wszystko było przed nią ukrywane.
Tillie ma w tej książce inną rolę, jest królową w pewnym sensie, więc i chłopcy zachowują się wobec niej inaczej.

Brantley. Pamiętacie tego groźnego chłopaka, do którego strach podejść? Odkrywamy jego nową tajemnicę! Ta książka trochę przygotowuje nas do następnej części, która będzie jemu poświęcona.
No ale oprócz tego Brantley w tej książce mega mi się podobał! Miał fajną relację z Tillie, taki jakby przyjaciel z niego był, gdzie ona mogła się wypłakać na jego ramieniu. :) Fajna zmiania.
 
Te książki pokazują brutalny świat to trzeba przyznać. W tej części była jedna naprawdę brutalna scena, że aż czytać ciężko było, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, jak Amo pokazuje człowieka. Nie pięknego, idealnego, ale brzydkiego i pełnego wad, który ciągle poznaje samego siebie i próbuje coś osiągnąć, coś lepszego, coś dobrego. I to jest piękne.

Pokazuje miłość, która nie jest idealna i prosta. Pokazuje długą drogę, pełną przeszkód, którą nie łatwo pokonać, ale pokazuje też nadzieję, że mimo wszystkich przeciwności miłość zawsze znajdzie odpowiednią drogę, by dwoje ludzi siebie odnalazło.

Tę książkę czytało się odczuwając wiele emocji. Był szok i niedowierzanie, jedno wielkie WTF, dopingowanie, gryzienie paznokci, opadanie szczęki, strach, smutek oczekiwanie, adrenalina... wszystko. Bohaterowie wszyscy się do siebie zbliżyli i nie mówią tu tylko o głównych bohaterach ale też o reszcie, ich więzi są mocniejsze i to było boskie.

Więc, krótko mówiąc, moim zdaniem ta część była najlepsza jak do tej pory. Ogólnie poprzednia część Malum również mi się podobała, może dlatego, że uwielbiam Tillie i Nate'a tak bardzo. Ale to nie zmienia faktu, że niesamowicie nie mogę się doczekać na kolejną część. :D


NAJLEPSZE CYTATY!


"Love is just an anchor. It can either be the reason you drown or the reason you float. You can’t ride on that to keep you sane."

"He consumes me more than anything in this world, the feeling is stronger than love. It's stronger than hate, or pain. He smothers me and owns every single bit of who I am."




Czytaj dalej »

Nowa książka KIM HOLDEN!




Tytuł: The Other Side
Autor: Kim Holden
Data wydania: JUŻ DOSTĘPNA! <3



Amazon US: https://amzn.to/2MAkXDg
Amazon CA: https://amzn.to/31fRdyD


Goodreads #TBR ➜ https://www.goodreads.com/book/show/45310112-the-other-side?ac=1&amp;from_search=true

 
Nareszcie!
Stało się!
Nawet nie wiecie, jak się cieszę.
Kim Holden, kazała nam długo czekać na nową książkę i.... o to ona!


OPIS:
Denver, Colorado
1987
There are two sides to every story.

The surface reality that’s presented to the world.
And then there’s the other side.
The real one.
The one that matters.
Seventeen-year-old, self-proclaimed asshole, Toby Page, is alone.
No friends.
No family.
He trades maintenance work in exchange for room and board.
Every day he fights demons no one else can see.
Every day he wants to give up.
But he can’t.
Not yet.
When Alice Eliot moves in downstairs, she offers Toby some light in his dark
world.
At a crossroads and barely hanging on, it’s hard to have perspective.
It’s difficult to see your own worth when you’re the villain in your story.
Luckily for Toby, Alice brings things out in him that no one else ever has.
As the two sides of Toby’s story are revealed, and the full reality comes into
view, truth is gained.
Improbable alliances prove that kindness is fundamentally human.
Unlikely heroes emerge.
The question is, Will it all be enough to save him?





I jak Wam się podoba? Co sądzicie o okładce i o opisie? Mi się wydaje, że to będzie super historia i naprawdę nie mogę się jej już doczekać!
 



Czytaj dalej »

Światło, które utraciliśmy - Jill Santopolo




Światło, które utraciliśmy
Jill Santopolo 
Wydawnictwo Otwarte
Data wydania: 05.07.2017r.
Liczba stron: 352

"Światło, które utraciliśmy" odkładałam ponad rok, mimo tego, że opinie są zadowalające i  wiele dobrych słów się oczytałam na jej temat. Emocjonalna, piękna.
Teraz, po przeczytaniu, jestem w rozsypce i czuję się rozszarpana, ponieważ nie wiem, co powiedzieć co czuję. Trochę jestem zawiedziona. Dlatego, że autorka w zakończeniu poszła na łatwiznę. Napisała historię, w której każda decyzja byłaby zła, więc aby uniknąć wyboru, zrobiła takie coś. Jestem mega wkurzona. Ale o co chodzi?

Z opisu wiemy, że Lucy przeżyła wielką miłość z Gabem. Ludzie, jak czytałam ich przepiękną, tak silną więź... tak szczerą i nierozerwalną... ich relacja dała mi nadzieję, że taka miłość może istnieć. Nie mogę w słowach wyrazić tego, jak piękne było ich uczucie, jak intensywne. To wymarzona miłość każdego, kto tylko pragnie doświadczyć prawdziwej i rozkwitającej miłości aż po śmierć.

Gabe jednak nie jest szczęśliwy. Miłość widocznie to nie wszystko, ponieważ marzenia również wzywają. I tutaj chcę się zatrzymać. Gabe wybiera pracę. Nie mógł pójść na kompromis. Bo był szczęśliwy z Lucy ale nieszczęśliwy sam z sobą, ponieważ nie mógł spełniać marzeń. Rozumiem to poczucie niespełnienia, bo sama go posiadam. To ciągłe poczucie, że twoje marzenie się nie może spełnić, że masz wszystko jednak czegoś ci brakuje w środku, ta dziura, która wypełnia twoją pierś i nawet wielkie bogactwa i szczęście tego nie wypełni. Tą dziurę trzeba wypełnić. Czuje się przymus, ciągłe oczekiwanie i niedosyt.
Jednak byłam niesprawiedliwa. I dalej trochę jestem.
JAK mógł zostawić taką wielką, piękną miłość, która zdarza się raz na milion?
Rozumiem, ale i nie rozumiem.
Patrząc na Gabe'a i na losy Lucy, widać gołym okiem, że takiego uczucia nie da się po prostu wyrzucić i o nim zapomnieć. Ta więź dalej jest.
Jednak przecież Lucy nie będzie wiecznie sama, skoro Gabe jest na drugim końcu świata, prawda?
Nawet nie wiecie jak to bolało.

Tak książka daje do myślenia, jeśli chodzi o życiowe sprawy. Miłość, wybory. Co ważniejsze? W przypadku Gabe, widzimy, że jednak również nie do końca był potem szczęśliwy, gdy wybrał pracę. Nie wiadomo co wybrać. Może mógł po prostu zostać i się pomęczyć. A może to Lucy powinna pójść z nim, by mogli być razem i żyć szczęśliwie? Lucy również zadawała sobie te pytania. I chyba nie ma tu dobrej odpowiedzi.
Tak samo jak nie ma dobrego wyboru.

Stara miłość nigdy nie rdzewieje.
Sytuacja Lucy jest teraz jasna. Ma rodzinę. Pracę. Pieniądze. Jednak czy możemy ją winić, że tęskni za Gabem? Ja nie mogłam. Jednak czułam też, że Darren, jej mąż, również był poszkodowany, choć nieświadomie. Nie był jej prawdziwą miłością, chociaż go kochała. Był dobry. Wymarzony facet. Jednak miał wady. Gabe miał wady. I cieszę się, że autorka poprzez Lucy nam to pokazała, że oboje są niesamowitymi ludźmi, ale mają wady. Jeden zbyt egoistyczny, drugi zwala na ciebie rolę matki gosposi. Nie umiałam wybrać stron. Nie jestem ani #teamdarren ani #teamgabe. Ponieważ ta sytuacja jest trudna. Lucy staje przed wyborem.
W końcu jestem bliska, by dowiedzieć się, co Lucy wybierze. Kogo. Jak się to potoczy. KTO ucierpi? Bo ktoś cierpieć musi. Tutaj każda decyzja jest tragiczna.
Ale autorka postanowiła pójść na łatwiznę.

Zrzuciła podjęcie decyzji na los/przeznaczenie, czy co tam chcecie nazwać. Dlatego jestem taka wkurzona. Książka była dobra, choć nie ma tu akcji. To taki pamiętnik Lucy. A raczej opowiadanie skierowane do Gabe'a. Opowiada o swoim prostym życiu. Co się dzieje. Tak naprawdę nie ma tu nic ciekawego, ale emocje są.
I co? By dodać goryczy najlepiej dać takie zakończenie. Aż chcę krzyczeć, taka jestem wkurzona. Bo decyzji nie podjęła. A zależało mi na tym. Autorka sama nie wiedziała, co zrobić, to zrobiła takie coś. Co w tym przypadku nie wydaje się być zdziwieniem, ze względu na okoliczności, ale co, wyjątku nie może być??? Nie wiem jak mogła to zrobić. Nie umiem teraz ocenić tej książki.Lucy decyzji nie podjęła, bo los się tym zajął. Tak nie powinno być.

Tę historię polecam każdemu, to nie tak, że to, że mnie zakończenie nie zadowoliło to macie jej nie czytać. Wam pewnie też się nie spodoba. Ale tu chodzi o historię i emocje. Ja po prostu nic nie mogę poradzić, że czuję złość i smutek. Bo chciałam inne zakończenie, ale cóż nie mogę dostać wszystkiego, czego zapragnę. 

NAJLEPSZE CYTATY!

"To właśnie miłość. Sprawia, że człowiek czuje się nieskończony i niezwyciężony, jakby cały świat stanął przed nim otworem. Niestraszne mu żadne przeszkody, a każdy dzień jest pełen cudów. Może dzieje się tak wtedy, kiedy otwieramy się na innych i wpuszczamy ich do naszego wnętrza. A może głęboka troska o ukochaną osobę sprawia, że serce się rozrasta."

"Chyba o to chodzi, żeby zostawić po sobie ślad, dokonać czegoś ważnego. Zmienić świat na lepsze."

"Nazwałabym nas podwójną gwiazdą (...). Orbitujemy wokół siebie."


  
Czytaj dalej »

Serce ze szkła - Emma Scott. HIT czy KIT?





Serce ze szkła
Emma Scott
Wydawnictwo Filia
Data wydania: 07.06.2017r.
Liczba stron: 448


Serce ze szkła to książka, która była na moim radarze od dłuższego czasu. Niekoniecznie łatwa tematyka, ale za to bardzo emocjonalna historia, która wyciska łzy. A przynajmniej powinna.

Jedne z wyciskaczy łez i zarazem przepiękne książki jakie przeczytałam to oczywiście "Promyczek", nie wiem czy tu kogoś zaszokowałam i również "Zanim się pojawiłeś". Więc nastawiałam się na wiele przy tej książce i szczerze mówiąc.. nie było tych emocji, nie odczuwałam ich aż tak.

Kacey jest trochę dla mnie bezbarwna. Jest osobą, która nie radzi sobie z tym, w jakim miejscu życiowym jest, jest członkinią wielkiego rockowego zespołu, który podbija świat, jednak ona sobie nie radzi z tym wszystkim. Więc zatapia problemy alkoholem. Jonah to kierowca limuzyny, który musi naszą Kacey zawieźć do hotelu, bo jest pijana tak, że można z nią robić co się chce. Jednak hotel zamknięty, więc zawozi ją do swojego domu. I tak się zaczyna ich historia.

Więc po pierwsze, po dwóch dniach i taka więź? Coś tego nie widzę. Kacey nie ma problemu w zawieraniu szybkich i bliskich znajomości z nieznajomymi, ale po prostu to było nienaturalne jak ta dwójka szybko na poziomie emocjonalnym się z sobą związała.
Potem już mamy rozprzestrzenienie w czasie, ale mało się działo. Ciężko mi się czytało z rozdziału na rozdział bo wszystko to było takie zwykłe i normalne. To było takie typowo życiowe każdego człowieka i wiem też, że autorce o to chodziło. Bo chłopak umiera. I zazwyczaj każdy ma swoje "bucket list" i chce robić mega super rzeczy, skakać z samolotu, podróżować itp. To jest mega, ale nasz bohater, Jonah wcale tego nie chce. On chce po prostu wykorzystać ten czas, na wykonanie szklanej instalacji, by pozostawić po sobie jakiś ślad, gdy go już nie będzie. No i żyć z dnia na dzień.  I to robi. Także wiem, że to było wymierzone, ale często się nudziłam, ale może nie. Nie nudziłam, bo czytałam dalej, ale po prostu nie wywoływało to we mnie żadnych uczuć. Czytałam jakbym czytała informacje o pogodzie. Albo nudną książkę do historii. Czy biologii. Zależy co NIE lubicie. :D

Moim największym problemem było tłumaczenie. Ale może oryginał taki też jest nie wiem. Chcę tylko powiedzieć, że zdania są w tej książce strasznie krótkie! Mają po 3,4,5 wyrazy, są takie krótkie i od razu kropki i kolejne zdanie i ciężko mi się to czytało. Czy nie można było dać przecinka tu i tam, by zdania były dłuższe, bardziej ciągłe i płynne? Bo czytało mi się to tak ciężko... 
Kolejna rzecz to powtórzenia. Przykład z książki: "Jesteśmy spokrewnieni. Jesteśmy braćmi. Jestem twoim bratem". Okej... zrozumiałam za pierwszym razem oki? Nie musisz powtarzać tego trzy razy. I to nie był jednorazowy przykład, to było w każdym dialogu, powtarzanie tej samej rzeczy tylko w innych wyrazach w JEDNEJ wypowiedzi. Męczące jak nie wiem.

Zakończenie... cały czas miałam w głowie inny scenariusz, ale oczywiście stało się to, co miało się stać. Ale autorka nie przygotowała mnie na to na tyle, bym czuła emocje. Dwa razy przy końcu miałam łzy w oczach ale je łatwo powstrzymałam. Były i ich nie było. Koniec. Myślę, że nie do końca zdawałam sobie sprawę z powagi sytuacji, ale też autorka nie dała mi za bardzo źródeł bym tę powagę czuła, albo tak to po prostu odebrałam, nie wiem. Nie zmienia to jednak faktu, że troszeczkę jestem rozczarowana, bo książka była dobra ale to tyle. Nie umiem się nią ekscytować i już tak nie myślę nawet o niej. Niestety.



Czytaj dalej »

Królestwo Popiołów - finał serii Szklanego tronu Sarah J. Maas! (cz.1 i 2.)





Królestwo Popiołów
Sarah J. Maas
Wydawnictwo Uroboros
Data wydania: 24.04/15.05.2019r.
Liczba stron: 1246
 

Nie wierzę. Skończyłam.
Właśnie skończyłam swoją przygodę z tą fantastyczną serią i naprawdę... brak mi słów. Nie wiem od czego zacząć. Nie umiem pozbierać moich myśli. Mam naprawdę wiele do powiedzenia, nie wiem gdzie zacząć, żeby to wszystko miało sens.

Ta ostatnia część... była po prostu świetna. Chociaż nie akceptuję łamania mojego serca podczas czytania. Kurczę ci wszyscy bohaterowie... tak się zżyłam z nimi, z ich historiami, że moje serce mnie zaczyna boleć. Oczy mi zaczynają łzawić w tym momencie, gdy piszę. Że to już koniec. Nie dostanę więcej ich historii. Ale naprawdę w duchu się modlę, że Sarah dopisze jakieś króciutkie nowelki. No dobra, może to nie ma sensu. Ale mi mało. Tęsknię. :'(

Zdaję sobie sprawę, że jak będę pisać jakiekolwiek imię, to możecie się zczaić, że ten ktoś żyje. :D A chyba zdajecie sobie sprawę, że ktoś pewnie umarł podczas tej wojny. Chociaż zastanawiam się czy Sarah nie zrobiła tego pod wpływem fanów. Bo każdy prawie mówił, że powinna kogoś uśmiercić. Moje serce się łamie. Znowu.

Nie płakałam. Chociaż wiele osób wiem, że tak. Jednak był jeden moment kiedy poleciały mi dwie łezki. Tak naprawdę to był moment, który wiedziałam, że się stanie, bo sobie go niechcący zaspojlerowałam. Rozumiecie? Unikałam tyle czasu spojlerów i nagle przypadkowo ktoś na grupie na fb nie dał hasztagu spojler i samo mi się przeczytało. Ale mimo to, mimo że mnie to bolało i tak się wzruszyłam. Bo nie dało się inaczej.

Muszę powiedzieć jak ta seria na mnie wpłynęła. Nie tylko pokazała piękny świat. Ale również tę jego najgorszą stronę. Zło. Ale aż mi się płakać chce na myśl jak Sarah pokazała WALKĘ ze złem. Pokazała jak każdy z bohaterów miał taką wielką nadzieję, że nic jej nie zdołało zabić. Patrzę na siebie. Ja bym łatwo odpuściła nadzieję. A oni, dosłownie, kiedy naprawdę nie było nadziei... oni ją mieli. I to im się popłaciło. To niesamowite, jak Sarah właśnie w takich momentach, które niby nic nie znaczą, pokazuje prawdziwość życiową. Że nadzieja po prostu robi wszystko. Że marzenia się spełniają, właśnie, gdy tę nadzieję posiadasz. To jest niesamowite.

Każdy z bohaterów to moja inspiracja. Wszyscy byli tacy silni, mądrzy i mieli taką determinację. Za wszelką cenę walczyli o dobry świat. O piękny świat. Walczyli o własne szczęście. Byli odważni. Odważni poza moje pojęcie. Nie mam pojęcia jak oni mieli taką odwagę. Kocham ich za to. Mówię wam, tak się z nimi z żyłam, że czuję jakby byli moją rodziną. Kocham ich. Cierpiałam za nich. Cierpiałam z nimi. Moje serce się łamało, gdy sami w siebie wątpili. I mieli chwile zwątpienia. I kochałam chwile, kiedy się spotykali. Po prostu... kochałam te chwile, że aż się histerycznie śmiałam z radości gdy się spotykali.





SPOJLERY!

SPOJLERY! do końca postu


Teraz będę pisała luźno, ponieważ muszę się wygadać.
Pisałam o odwadze bohaterów. Piszę i tutaj. Bo nie mam pojęcia jak Aelin była w stanie przejść przez ten horror z Maeve. Jak czytałam jak łamali jej kości, co robili... że dostała nową skórę? To jak cierpiała, gdy chciała, żeby ktoś ściągnął tę głupią maskę, kajdany.
Nie mam pojęcia jak Dorian miał odwagę polecieć do Morath. On, który sam miał obrożę na szyi. Jaką miał odwagę by polecieć do piekła. I jaki był sprytny, przebiegły. Mądry. Jaką miał determinację, że nabył właściwości przemiany w cokolwiek chciał. Nie mam pojęcia jak Aedion miał odwagę i jaki heroizm! Jak on mógł to mieć w obliczu takiej porażki? Aediona naprawdę podziwiam.

Aedion i Lysandra. Nie podobała mi się jego postawa wobec Lysandry. Nie potrafił rozumieć co ona poświęcała. Jaka była wierna Aelin. Scena, gdy wywalił ją nagą na śnieg... nope. Jego ostre słowa.. Ale potem kiedy w końcu sobie wybaczyli... zobaczyłam piękną, czystą miłość. Potrzebę tej drugiej osoby. Ich miłość... nie mogę... przepiękna więź.

Lorcan i Elide. Jej postawa była dla mnie całkowicie usprawiedliwiona. Zgadzałam się z nią w 100%, miałam już dość Lorcana, chciałam, żeby się od niej odczepił. On czołgał się do Maeve w 5. tomie. Nie wybaczyłam mu. Ona też. Do momentu, kiedy dowiedziałam się, że w rzeczywistości było inaczej. Ciężko mi było zmienić tak nagle moją niechęć do niego w coś odwrotnego. Elide też było ciężko. Dlatego Sarah super to zrobiła w delikatny sposób, ten proces leczenia. Zmieniania perspektywy wobec Lorcana. Aż w końcu... To rozkwitło. I właśnie. Ta scena, kiedy Lorcan prawie zmarł. I nikogo jakoś nie za bardzo to obchodziło, żeby go poszukać. A Elide ryzykowała życie. Mogła utonąć. Kiedy wszyscy uciekali, ona parła na przód, by go znaleźć, co było prawie nie możliwe. Ale znowu: nadzieja. Miała ją. I go znalazła. I potem jak biegli na koniu, jego słowa, jej postawa... Przepiękna scena w tej książce. Moje serce się ścisnęło.
Jednak wkurzyła mnie postawa Rowana, Aelin, Fenrysa i Gavriela. I wszystkich. Nawet nie pomyśleli, żeby zrobić cokolwiek, by go poszukać. Mieli tyle możliwości. Mieli wyverny, ruk, mogli szybciej polecieć, niż Elide na koniu biec. Ale nie. Ale gdyby to Rowan tam był, Aelin poruszłaby niebo i ziemię, by go znaleźć. Złamało mi to serce, że nie przejmowali się Lorcanem na tyle, by ruszyć zasrane mózgi. Przepraszam za słowo, ale to naprawdę mnie wkurzyło. I to jak puścili tam Elide, na rychłą śmierć. Mieliby już dwie dusze na sumieniu, nie jedną...

Manon i Dorian. To moja ulubiona para. Nie, moją ulubioną parą nie jest Aelin i Rowan. Moją ulubioną parą jest Manon i Dorian.
Dorian. Moje serce pękało, gdy przez połowę książki tak się źle oceniał. Przypominał mi Chaola z Wieży świtu, on miał te same myśli wtedy. Dorian ciągle myślał, że jest nie potrzebny. Że to on powinien się poświęcić dla klucza, bo jest nic nie warty. On tyle przeżył, kochany Dorian, tyle wycierpiał, że nie mogłam tego czytać. I miał taką determinację. Niesamowicie się bałam, gdy był w Morath. Tak się bałam, że coś mu się stanie. A on wykiwał wszystkich. Maeve, Erawana i samego czytelnika. Gdy rozwalił wszystko za sobą, śmiałam się histerycznie. Brawo Dorian! Jesteś cudowny, widzisz? On jest niesamowity, jednym z moich ulubionych bohaterów.

Manon. Ona też, moja ulubiona bohaterka w tej książce. Ona jest taka silna, niczego się nie boi, bierze sprawy w swoje ręce. Jest sobą cały czas. I jej zależy. Ma tak naprawdę miękkie serce. Zrobiła niemożliwe, razem złączyła wiedźmy Crochan i Ironteeth. Została królową. Jej bitwa.. niesamowita. Złamało mi serce scena, gdy 13. ... się poświęciła. Właśnie tę scenę sobie zaspojlerowałam, ale to było okropne. Widzieć jak lecą tak odważnie; wiedziały wszystkie, że lecą na śmierć i nie było w nich żadnego strachu. To jak Asterin, ostatnia, która zaraz miała polec się poświęciła i w końcu jak wszystkie swoim blaskiem rozwaliły wieżę. To jak Manon cierpiała niesamowicie mnie bolało i boli do teraz. Tutaj mi poleciało troszkę łez. Bo była tak zżyta z nimi, to była jej rodzina i została całkiem jak palec. Podziwiam ją za to, że mimo to dalej walczyła z wiedźmami, dalej walczyła mimo takiego bólu. Nie mogę tego pojąć.

Ona i Dorian. Kocham ich więź. Chociaż oboje do samego końca nie byli gotowi słownie przyznać przed sobą swoich uczuć, to jednak widać to było. Sama Yrene w końcu im to powiedziała. Ożeńcie się! <3 Kocham tę scenę. Haha i słowa Manon: Zobaczymy. No po prostu to cała ona. Oboje zasługują na siebie. Tworzą niesamowitą parę, zależy im na sobie tak mocno i chce dla nich szczęścia. Chcę żeby się ożenili. <3

Niesamowicie mi się nie podoba kolejna śmierć. Okej, 13., mimo wielkiego cierpienia, niech będzie. Ale nie Gavriel. Mówił jak bardzo żałuje lat, kiedy nie mógł być z Aedionem. Żałował bardzo, był niesamowicie smutny. Aedion chciał swojego ojca poznać, dać mu szansę. Jak Sarah mogła im to odebrać? Wystarczyłaby śmierć 13. Nie mogłam znieść myśli, że Aedionowi została odebrana szansa poznania swojego ojca. I Gavrielowi poznania swojego syna. Tak bardzo tego pragnęli, nie mogę przeżałować, że Sarah tak to poprowadziła. Tym bardziej, że Aedion powtarzał tyle razy, że Gavriel nie musiał wychodzić poza bramę, by ją zamknąć. Mógł zostać w środku. Dlaczego ten głupi Gavriel przekroczył tę bramę? Chciał się zabić? Być jakimś herosem? Mógł zostać i żyć! Naprawdę tego nie rozumiem.

Cieszę się ze sceny kiedy Aelin latała pomiędzy światami. I oczywiście przeleciała przez.... Prythian! Czy też to ktoś załapał? Omg to było tak niesamowite, że tę scenę czytałam co najmniej 5 razy. Jak, Rhys jej pomógł. To było niesamowite. I właśnie przed chwilą też widziałam jak ktoś zauważył coś jeszcze. Przeleciała też przez świat, gdzie miasto było położone nad rzeką, a budynki były tak wysokie, że sięgały nieba. Jak wiecie, Sarah ma mieć nową książkę Crescent City, która ma mieć miejsce w dzisiejszym świecie. I to właśnie chyba był ten świat! Niesamowite to było.

Oczywiście domyślałam się zakończenia, wiedziałam, że Aelin nie może umrzeć, ale jakoś te klucze i ta brama muszą oczywiście porwać czyjeś życie. Nawet nie wiecie jak bardzo się bałam, że to może być Dorian. Na szczęście, na szczęście, przeżył.

Wiecie czasami mnie to wkurzało. Że Aelin czasami została wywyższana. Nie zrozumcie mnie źle, naprawdę ją lubię jako bohaterkę. Ale naprawdę ciągle podkreślali, jakie to ona nie ma moce, co ona nie potrafi zrobić. A Dorian? Dorian BYŁ silniejszy jeśli chodzi o moce. On miał wszystko. Ona miała tylko ogień. On rozwalił Morath. I zrobił wiele innych rzeczy. I smutno mi było, że wiele osób w książce o tym zapominało. On naprawdę był silny. Też mógł skończyć Maeve. Więc nie zapominajmy o nim.


KONIEC SPOJLERÓW!

No, to chyba wystarczy. Rozgadałam się, że ho, ho. Naprawdę uwielbiam tę serię i zawsze będzie w moim sercu. Szczególnie bohaterowie. <3

NAJLEPSZE CYTATY!

 "You have been brave. You have been very brave, for so very long.
But you must be brave a little while longer, my Fireheart.
You must be brave a little while longer, and remember...
Her mother placed a phantom hand over Aelin’s heart.
It is the strength of this that matters. No matter where you are, no matter how far, this will lead you home."


"I hope that your dreams, whatever they may be, come true. I hope you persue those dreams with your whole heart; I hope you work toward them no matter how long it takes, no matter how unlikely the odds. Believe in yourself, even if it feels that the world does not. Believe in yourself, and it will carry you farther than you could imagine. You can make it. You will make it."





Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia