Dirty dancing... och, co to było!




W czerwcu nie wiedziałam co robić, przeglądałam kanały w tv i trafiłam na kanał, gdzie leciał jakiś film. Niestety ostatnie dwie minuty. Mama wchodzi i mówi: "O, ja byłam na tym filmie w kinie, gdy byłam w twoim wieku". Zainteresowała mnie tym. Dlatego, że film się kończył, poddałam się i wyłączyłam tv, by zrobić coś, co wychodzi mi najlepiej: poszłam czytać książkę. O filmie zapomniałam. Na niedługo.

Pięć dni temu tym razem to mama leciała po kanałach, ja sobie coś tam robiłam. Leciał ten film. Teraz było gdzieś 3/4 filmu. Mówiła to samo, że była w kinie itp, ogólnie bardzo lubi ten film. Miałam to puścić mimo uszu, jednak spojrzałam na ekran. I była scena, która... mnie zahipnotyzowała. Bohaterowie tańczyli. Mówiąc ściślej, chłopak uczył dziewczynę i... to mnie porwało. Jednak wróciłam do tego, co sobie robiłam.

Cztery dni temu myłam sobie naczynia. Robiąc tę jakże przyjemną czynność, myślałam sobie, co by tu robić jak skończę. Uczyć się? Szczerze, nie chciało mi się. Poćwiczyć? Jakoś to nie był mój dzień na wysiłek fizyczny. I wtedy... olśniło mnie. Dlaczego by nie oglądnąć filmu, który wczoraj przez przypadek włączyła mama? Wyszorowałam szybko naczynia i od razu zasiadłam do laptopa. Tylko....

JAK SIĘ TEN FILM NAZYWAŁ?:D

Moja mama, mimo że film lubi, tytułu nie pamiętała. Trudno. Szukałam jakoś. I znalazłam.

Dirty Dancing.

Już sam tytuł... ścisnął mnie za serce.

Musicie coś wiedzieć.

1) Nie oglądam prawie w ogóle filmów, a tym bardziej telewizji. Na rok oglądam max. 7 filmów, a i tak nie wiem czy i tyle. Mówię prawdę. Po prostu jestem osobą, która czyta, nie ogląda. Inaczej mam z serialami, bardziej oglądam, lecz też nie za często. Dlatego, gdy coś oglądam... to musi być film, o którym słyszałam same dobre opinie.
Pierwszy film, który pokochałam, to Titanic. Był czas jak byłam mała, że oglądałam go codziennie. Codziennie, nie żartuję, mam go na kasecie, więc nie było problemu włączyć. Znam na pamięć dialogi i wszystko. Kocham ten film cały czas. Teraz... Dirty Dancing... walczy o pozycję 1. miejsca z Titaniciem. 
Kolejna rzecz... nie mam problemu z czytaniem książek sto razy. Tak samo z filmami. Jak się w czymś zakocham, mogę czytać i oglądam po wiele razy. Tak było (i jest) z filmem Titanic. I chyba tak będzie z Dirty Dancing.
2) Mega pasjonuję się tańcem. Sama nie ćwiczę, ale jak oglądam kogokolwiek, kto tańczy... świata nie ma. Wszystko wokół znika. Liczy się jedynie ten moment, gdy widzę, że ktoś tańczy. Więc, gdy wiedziałam, że ten film ma coś tam o tańcu + plus sam tytuł to sugeruje... musiałam obejrzeć.

Sam wstęp. Masakra, wstęp filmu, gdzie lecą sobie napisy kto występuje itp... muzyczka leci i pokazują na czarno-białym tle ludzi, którzy tańczą... ale to tak tańczą w takich pozycjach, że byłam w szoku. Właśnie taki film chciałam obejrzeć. Taką pasję na ekranie chciałam poczuć. Taką... zabawę.

Nie muszę chyba mówić, że gdy zobaczyłam pierwszą scenę z Johnnym Castle to.. chyba pisnęłam. Nie pamiętam. Ale na pewno się szczerzyłam jak idiotka. Nigdy tego filmu nie widziałam, a każdego kogo pytałam jak skończyłam oglądać, mówił, że już dawno widział ten film. Czułam się głupio, ale jak mówiłam... mało oglądam. Ale właśnie wtedy, gdy się pojawił, a Baby się ukrywała w tyle.. wiedziałam, że coś się kręci.

I się kurczę, nie pomyliłam! <3

Zaskoczyło mnie, że Johnny był taki opryskliwy na początku. :D Nie spodziewałam się tego. W ogóle... ta chemia. Wiecie... naprawdę nie pamiętam kiedy ostatnio widziałam i CZUŁAM taką chemię na ekranie. Ci dwojga bohaterów to istna bomba. To było tak czuć.

Jak tańczyli, to OMG. OMG co to było. Taka pasja. Czysta, gorąca pasja wylewała się z ekranu. Byłam zahipnotyzowana. Momenty, kiedy ją uczył tańczyć... boskie. Jego irytacja, jej fajtłapowatość... :D Po prostu mega to wszystko zrobione.

Muzyka... Nawet nie wiem czy zaczynać. Kocham tę muzykę z filmu tak bardzo, że to boli. Te hity... Hungry eyes. The time of my life. She's like the wind! Gdy się dowiedziałam, że tę piosenkę śpiewa sam Patrick Swayze (który gra Johnnego), myślałam, że zwariuję! Kurde, TAŃCZY, JEST AKTOREM I.... ŚPIEWA?? Kurczę... jeszcze jego wygląd! Tyle atutów... Aż zazdroszczę Jennifer Grey (Baby), że mogła z nim być w tym filmie. To musiała być niesamowita przygoda....

3)Kolejna rzecz o mnie, gdy mam jakąś fazę na temat czegoś, przeszukuję internet wzdłuż i wszerz.

Po tym filmie mam kaca. Okropnego. Do tego stopnia, że zamówiłam sobie autobiografię Patricka, napisaną przez niego. To był dla mnie szok, gdy weszłam na Wikipedię i zobaczyłam... że tej utalentowanej duszy z nami nie ma. Więc, książkę mieć musiałam. Spędziłam całe dwa dni odcięta od świata, bo oglądałam wywiady, ciekawostki, nie tylko na temat aktorów ale i filmu. To niesamowite jak ten film powstał.

Scena w wodzie była nagrywana, gdy na zewnątrz było 4 stopni, wszyscy byli w kurtkach, czapkach i rękawiczkach, a aktorzy w mroźnej wodzie udawali, że się cieszą z tego co robili. 
Liście były sprayowane na zielono, bo była już jesień, a nie wyrobili się z nagrywaniem. Więc kolorowe liście trzeba było zatuszować.
IMPROWIZACJA.
Scena, gdy przy pięknej piosence Love is strange, oboje na klęcząco się do siebie skradali? To była improwizacja. :O
Scena, gdzie ćwiczyli i Baby stała tyłem do Johnnego, miała rękę za jego głową i on zjeżdżał tą ręką w dół po jej ręce i ciele? I wtedy ona chichotała co chwilę, a on się irytował?
To miała być poważna i romantyczna scena. W rzeczywistości Grey była już zmęczona nagrywaniem i łaskotki powodowały, że ciągle chichotała i wiele razy producenci powtarzali cięcie. A Swayze się irytował. I to dali do filmu. Bo to była tak urocza scena, że musieli! I wyszło im to na dobre! Brawa dla producentów, okazuje się, że improwizacja w filmach przynosi świetne skutki. Takie, że są ulubionymi scenami fanów.


Scena końcowa filmu? Cudo. O, właśnie, kolejna ciekawostka. Gdy Johnny skacze ze sceny, podnosi się i obraca do Baby a potem się kręci wokół własnej osi... a potem na podłodze się kręci na kolanach? Nie wiem czy wiecie (ja już wiem, bo jak wariatka przeszukiwałam internet), Swayze miał kiedyś taką kontuzję w kolanie, że prawie mu amputowali nogę. Podczas kręcenia filmu nawet, uszkodził sobie znowu kolano, podczas sceny na pniu, gdzie ćwiczyli balans. Musiał mieć odsysany płyn z kolana. Tak samo w tej scenie. Powiedział, że zrobi to raz i kamery muszą być ustawione, bo nie będzie w stanie zrobić tego po raz drugi. I tak się stało. A po tej scenie, nie mógł o własnych siłach wyjść z sali. Czy widzicie to poświęcenie, aktora i tancerza? Dla mnie to jest niepojęte. Dla mnie to się nazywa... pasja.

Mój kac filmowy doszedł do takiego punktu, że godzinę temu skończyłam oglądać ten film drugi raz. Musiałam, wiecie. Kocham taniec. A to, jak taniec jest przedstawiony w tym filmie... po prostu nie da się nie zakochać.

Chciałam też powiedzieć o tym, że jak ludzie tańczyli, to było takie... intensywne. Jednak, to było takie zmysłowe, po prostu piękny taniec. Gdy patrzę na dzisiejsze teledyski disco polo i widzę jak tam przedstawiają 'zmysłowość' to.... no trochę mi wstyd. Bardzo. Teraz, wszystkie filmy, teledyski, również zagraniczne bardziej się skupiają na cielesności niż na zmysłowości. Wielki dekolt biustu na pierwszym planie to chyba norma. :/

Także, no, chciałam się wygadać. Jestem pewna, że pewnie wszyscy z Was oglądali ten film. :D A jak nie, dajcie znać, żeby mi nie było głupio, że jestem trochę zacofana, jeśli chodzi o takie piękne klasyki. Jestem taka szczęśliwa, że oglądnęłam ten film, bo coś się we mnie zmieniło. Poruszyło. Coś zrozumiałam. Patrząc również na życiorys Patricka doszłam do wniosku... życie jest za krótkie bym nie tańczyła. Nawet do radia. I cóż. Niedługo widzę się z koleżanką na filmy. Ona wybiera jeden tytuł, ja drugi. Zmuszam ją do oglądania Dirty Dancing. Kogo to obchodzi, że po raz trzeci? <3

NAJLEPSZY CYTAT?

"No one puts Baby in a corner" <3



Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia