Najlepszy powód, by żyć - Augusta Docher. Czyli... Jaki najlepszy powód??



Najlepszy powód, by żyć
Augusta Docher
Wydawnictwo OMG books
Data wydania: 27.09.2017r.
Liczba stron: 368

Ta książka niestety w ogóle mi się nie podobała. Nawet nie wiem czy znajdę tu jakieś plusy... niestety. Tak naprawdę jedyne co tu piękne i ładne to okładka. Bo to ona jest prześliczna. Lecz wnętrze książki... no masakra.

Najpierw chciałabym powiedzieć o bohaterach. Tak naprawdę w ogóle ich nie poznałam. W tej książce były same suche fakty, nawet nie wiem jakiego typu dziewczyną jest Dominika, a jakim typem chłopaka jest Marcel. W ogóle nie zżyłam się dlatego z bohaterami. Tak samo myślałam, że trochę bardziej dowiem się o drodze leczenia psychiki dziewczyny. A tu nic. Z wypadku przenosimy się do teraźniejszości, gdzie dziewczyna po prostu żyje, a ja naprawdę chciałam się dowiedzieć, jak ona to wszystko przetrwała. Po prostu w tej książce byłam zrzucana z jednego tematu na drugi. Sama nawet relacja Marcela z dziewczyną. ZA SZYBKO! Za drugim krótkim spotkaniem już się całowali (oczywiście to by było okej, ale to było pokazane w taki nagły szybki sposób), a za trzecim już nagle sobie u niej mieszka. No ludzie, to obcy człowiek, nie? A potem nagle mówi Marcel, że są parą. Ja się pytam kiedy? No bo w ogóle między sobą na ten temat nie rozmawiali. W ogóle mało rozmawiali o sobie nawzajem o uczuciach wobec siebie. Tak jakby ot tak sobie stali się parą... no nie.

A Marcel? Jak ja nie lubię tego chłopaka. On zbyt często po prostu nie miał szacunku do dziewczyny i zachowywał się dziwnie, ja nie wiem jak Dominika z nim mogla być. Najpierw mówił, potem myślał. I takie głupoty wygadywał. Nawet jak myślał, to już nie mogłam czytać jego myśli. On przypominał mi po prostu taką pustą laskę w ciele chłopaka. :/ A do tego jego słownictwo. Zdzierżyć nie mogłam. Ten slang po prostu źle się czytało. W książkach nie powinno go być, a jak już to nie w takich ilościach! A i tak sam w sobie był bardzo dziwny... To dla mnie uczyniło książkę taką słabą i taką trochę niesmaczną, że tak ujmę. Z resztą nawet jakby autorka chciała dodać ten slang, żeby przyciągnąć młodzież, to w moim wypadku to po prostu nie wypaliło. Inaczej się słyszy, jak ktoś używa takich słów a inaczej się czyta. A czyta się bardzo źle.

Nie mogłam też jakoś normalnie odnieść się do relacji Dominiki z jej ojcem. Rozumiem, że od zawsze się kochali i w ogóle, ale jednak miałabym do niego uraz na miejscu Dominiki, gdyby mój własny ojciec mnie podpalił. Nawet przypadkowo. Nawet po pijaku. Bo pijaństwo nie usprawiedliwia nikogo z czynów, a w tej książce odniosłam wrażenie, że wymówka "był pijany" po prostu została zaakceptowana i koniec tematu! A bo był pijany i pomylił sobie ciebie z fotelem. A bo w głębi duszy wiedział, że w razie ognia w domu się włączają spryskiwacze. Chyba nikt normalny nie pali w pomieszczeni w domu jakichś rzeczy? Jak coś to wynosi się to na pole i tam pali. No proszę... Nie rozumiem po prostu jak Dominika mogła tak za nim tęsknić i mieć takie uczucia do niego nawet w tej sytuacji. Ja bym nie mogła. Pijaństwo nie usprawiedliwia, że ją podpalił. Zrobił to i już. Własnej córce no zniszczył ciało i psychikę...

I co do samego tytułu. Jaki jest ten najlepszy powód, by żyć? Nie znalazłam... A jeśli ma być ten chłopak... a co jeśli ktoś nie ma chłopaka? Co ma zrobić? Nie spodziewałam się, że najlepszym powodem będzie właśnie posiadania chłopaka. Zgadzam się, że związek pomaga, ale co jeśli nie mamy takiej alternatywy? Powinno się nam coś innego również pokazać. Inny powód...

O i jeszcze muszę wspomnąć, że książka nie strasznie wynudziła. 1/3 książki była okej, ale im bardziej do końca tym mniej miałam ochotę kończyć. Przewijałam dużo po prostu wzrokiem, bo to było naprawdę takie nudne jak nigdy.. 




Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia